Pesel53.walbrzych.pl – Grzegorz

Remont strony

20 maj 2008 r.

Remont strony

Obecnie strona ta nie jest aktualizowana. Zapraszam na nową jej wersję :

http://pesel53.pl

.
.
.
Strona Pesel53 w dniu 25 maja obchodziła jubileusz pięciolecia życia w sieci świata wirtualnego. Ze statystyk wiem, że grono odwiedzających ją internatów jest dość spore. Szkoda tylko, że z ponad setki stałych sympatyków, nieliczni odzwierciedlają w komentarzach swoje odwiedziny. Dlatego też, dla poprawienia odbioru i zachęty do dyskusji, przeprowadzam od ponad dwu miesięcy remont strony. Nie zdążyłem na obchody mojego i strony święta. Przyczyn jest wiele, między innymi awaria samochodu, korzystne zlecenia dodatkowych prac, no i co najistotniejsze, stronę remontuję sam. A właściwie to ją buduję. Budowanie czegoś, o czym ma się mierne pojęcie, wymaga długiej nauki i żmudnych ćwiczeń. Pomoc techniczna, którą otrzymuję od mojego stałego websidera, ogranicza się do wskazań linków, gdzie mogę się dowiedzieć jak to się robi. A muszę zapewnić wszystkich, że nie robi się tego tak jak dzieci. Wolałbym, aby zaangażowanie serwisanta przy tym projekcie było jednak większe. Jest tak, dlatego, że to jest mój projekt, mój jak zwykle „inny” pomysł. Niestety.
Nasz sezon wycieczkowy w pełni się jeszcze nie rozpoczął, choć miesiąc maj pięknie zaprasza. Mam nadzieję, że nowy format strony skończę z niewielkim poślizgiem i nowe wpisy ukażą się już w nowej szacie.
Zapraszam, więc wszystkich na nową stronę

http://pesel53.pl

Pozdrawiam Grzegorz – vel pesel53

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (3)

Majowe barwy

Oglądając się wstecz, miniony czas, zwłaszcza zimowy z małą ilością słońca, zapisał się jako szary i nieciekawy. Pomimo chmurnej prognozy pogody na pierwsze dni maja, niebiosa dały w wałbrzyską okolicę światło o pełnym spektrum odbite w chlorofilach rozbudzonych na wiosnę roślin, w pigmentach farb elewacji odnowionych budowli, w strukturze skał Dolnego Śląska. Nie było możliwe, abyśmy nie wykorzystali tej sprzyjającej aury i tak jak setki okolicznych mieszkańców, wyruszyliśmy na spacer nasycić oczy kolorytem wyhodowanych w cieplarniach i nie tylko, kwiatów prezentowanych w stylowych murach zamku Książ. Dzień strażaka w Czarnym Borze ubarwił nam wycieczkę na Czartowskie Skały pod Chełmskiem Śląskim, w miejsce bez natłoku gadżetów oferowanych w ten długi weekend. Przypadkowe odkrycie polany Chochoł z widokiem na Śnieżkę, na którą nie prowadzi żaden szlak, dostarczyło nam sporej dawki satysfakcji, zwłaszcza po spotkaniu, tym razem z płochym stadkiem leśnej zwierzyny. Tak płochym, że nie zdążyłem uruchomić kamery, aby to zarejestrować. Mam nadzieję, że jeszcze niejednokrotnie uda mi się filmowe safari podczas następnych wypadów w las. Zapraszam na wspólne wyglądanie za ciepłym światłem otaczającej nas przestrzeni. Pozdrawiam Grzegorz z rodziną.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comment (1)

Antonówka

kaczence.jpg

Antonówka, to nie jabłko znalezione o tej porze roku, tylko miejsce w okolicach Kamiennej Góry, gdzie w czasie II wojny światowej znajdowała sie fabryka amunicji. Wybraliśmy sie tam w ostatnią niedzielę kwietnia nie w celu penetracji pozostałości po tym historycznym miejscu, tylko na rozgrzewkę systemu kostno-mięśniowego przed wiosenno letnią kampanią trampingu. Już tradycyjnie skierowaliśmy sie tam kierowani ciekawością znaku drogowego na tę jabłczaną nazwę. Bez planu wielkich odkryć i super wrażeń, mieliśmy szczęście przeżyć miłą przygodę spotkania ze zwierzyną leśną – sarenką sztuk jeden.

jelonek.jpg

Po za tym, starym zwyczajem, udało nam się lekko zabłądzić, z czego jesteśmy dumni. Choć teren nie jest zbyt obszerny, żebyśmy mieli troszeczkę zadrżeć ze strachu, to jednak miło jest pielęgnować tradycję. Zapraszam na króciutki spacerek z nami po tym niewielkim wzniesieniu początku obszaru Rudaw Janowickich.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (5)

Proza i prognoza

Kominek wygaszony*, sezon grzewczy jesień 2007/2008 wiosna, uważam za zamknięty. Rozpoczął się ruch związany z wymianą odzieży z zimowej na letnią. Wywołuje on wspomnienie zbliżających się letnich przygód. A każde wspomnienie tworzy atmosferę nostalgii. Nastrój poetycki pogłębił jeszcze bardziej wiersz przesłany przez anonimowego nadawcę, Andrzeja z miasta Z.

Jeden pogrzebacz, to smutne, to smutne
Dwa pogrzebacze, to jeszcze smutniejsze
Trzy pogrzebacze, to smutne, to smutne
Cztery pogrzebacze, to jeszcze smutniejsze
Pięć pogrzebaczy,…………………..

Czyż nie oddaje on nastroju zimowych dni przy grzejącym kominku.
Awangarda płynąca z tej poezji, to już czas miniony. Czas twórców robotniczo – chłopskich brygad inteligencji pracującej. Czas, który mam nadzieję, odpłynął na zawsze w mrok niepamięci, tak jak spływa śnieg na wiosnę do dalekich mórz świata. No właśnie, świat ma cztery kierunki, więc z Małgosią kombinujemy, od którego zacząć przygodę. Północ zaprasza nad jeziora, morze i wodę ognistą dobrze zmrożoną, pod nóżki w galarecie. Daleki bieszczadzki wschód przyzywa na porównanie zapachów łona natury wydobywający się z pod kopyt huculskich. Bliżej zaś ziemia czarna od węgla, nie skąpi śląskich kluch i ciepłych poduch. Zachód dopomina się dalszej penetracji zabytków wklejonych w krajobraz Sudetów. A na południe ciągnie nas cisza czeskich szlaków i radocha z brzmienia słowiańskiego języka. Od czego zaczniemy?…Najlepiej nic nie planować, a zdarzenia i tak same potoczą się niczym kamienie historii. Przykładem niech będzie jedna taka historyjka, która wydarzyła się na zwykłej drodze, nam zwykłym ludziom, którzy na ten dzień, na zwykłą sobotę, mieli całkiem inne plany.

Jak widać niezbadane są ścieżki ludzkie i wyroki boskie. Amen

* Ostatnie chłodniejsze dni zmusiły mnie do rozpalenia ponownie w kominku.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (5)

O słowie

Jak każdego roku, zimowiosna to taki czas, kiedy nie wiadomo, co z sobą począć? Nic konkretnego zaplanować nie sposób, bo aura zmienna jest niczym kapryśna baba. I wcale nie wielkanocną mam na myśli. Myśli me zaczynają, więc krążyć wokół środków, którymi chciałbym wyrazić swe emocje o zdarzeniach dziejących się wokół mnie. Ale jak zwykle, gdy za długo zaczynam rozmyślać, tworzy się w mej mózgownicy nowa teoria. Tym razem o kontaktach między ludźmi. Ale wydaje mi się, że teza, którą stawiam nie jest najoryginalniejsza. Zauważyłem, że komunikujemy się wzajemnie w dwóch celach. Pierwszym jest przekazanie ogólnie pojętej informacji od suchych faktów po ploteczki. Bardzo często jest to tylko pretekst do drugiego, chyba najważniejszego celu, jakim jest podzielenie się wrażeniami. Różnorodność charakterów ludzkich i środków przekazu, w tym artystycznych, tworzy całą gamę doznań do obdarowania bliźnich, od uwielbienia przez obojętność aż do nienawiści. Powszechnie nazywana znieczulica, według mnie jest tylko zasłoną rzeczywistych odczuć. Przeważnie radość z cudzego nieszczęścia, albo zazdrość o cudze powodzenie jest powodem założenia maski obojętności, bo tak skojarzonymi odczuciami nie chcemy się chwalić. Jak zwykle można się domyślać, że temat jest tak obszerny, iż boję się go dalej szeroko drążyć, choćby tylko w przykładach. Bez wyraźnej akceptacji czytelników moich…( tu wstaw właściwe słowo) teorii nie zagłębię się w temat ponad wątek, który dalej zamierzam snuć.
Umiejętność tworzenia narzędzi, posługiwania się nimi i zdolność logicznej rozmowy, bardziej rozszerza wachlarz możliwości przekazu emocji. Populacja pozostałych żywych stworzeń na naszej planecie ma ograniczony zakres wyartykułowania swych reakcji. Właściciele psów i innych zwierzątek powinni wyczuć, o czym rozważam. Swoimi reakcjami na zdarzenia świata ogólnie dostępnego, dzielę się z odbiorcami strony za pomocą multimedialnych prezentacji, ale nie tylko. Przeważnie posługuję się we wstępie słowem. To właśnie użyte słowo w zdaniach jest powodem poszukiwań wyrażenia moich frustracji i podniet. Osobiście nie znoszę długich wywodów, a tym bardziej z tak zwanym wodolejstwem. Sam natomiast w towarzystwie jestem gadułą bez „składu i ładu”, zwłaszcza po doznaniach smakowych odpowiednich specyfików. I właśnie świadomość tej wady nakazuje mi streszczać się do minimum, co jak widać z powyższego wcale mi się w tym wpisie nie udaje. Inspiracją takich działań dodatkowo stał się wpis o poezji na blogu koleżanki Danusi (http://danuta-blog.pl/)


„…Kiedy napiszę wiersz, po pewnym czasie siadam nad nim jeszcze raz i wykreślam niepotrzebne słowa. Zbyt dużo słów w poezji, to jej zaśmiecanie. Mam na ten temat taki epigraf:
Poezja – słów odejmowanie.
Pewnie tak jest, że tam, gdzie jest poezja, niepotrzebne są słowa, a raczej jest ona pomiędzy słowami, pomiędzy wersami, pomiędzy ludźmi. Jest jeszcze drugie znaczenie tego motta. Często zdarza mi się przeczytać wiersz, a gęba mi się nie chce zamknąć ze zdziwienia. Takie to piękne i powiedzieć nie można nic, tak zachwyca.·….. ·Oczywiście, kiedy chcę stworzyć nastrój, używam więcej słów. Ale tak trzeba i już…”

Jej wiersz o słowie, streszcza to, co powyżej z nadmiarem potoku słów wydumałem jako nową teorię. Ale też i potwierdza on tezę przeze mnie postawioną.

Słowo

Słowo ułomne
nie wypowie radości
z poznania człowieka
… jestem przepełniona radością…
mówię
Ale poza mną
poza Tobą
jest szeroka, wolna
przestrzeń
wypełniasz ją
swoim głosem
ja oczekiwaniem
Opowiadam siebie
Brakuje mi następnego
Słowa

Przykład tego wiersza wskazuje na ułomność mych wynurzeń. Parę słów w wersach oddaje więcej niż cały mój wywód ( na szczęście nie rozszerzony). Jednakże muszę się przyznać, takie skracanie wersów, powoduje u przeciętnego obywatela, jakim jestem, nie zawsze zrozumienie, co autor miał na myśli. I przekaz uczuć może być źle odebrany lub wręcz pominięty.
Przykłady spotykanych słownych fraszek, pokazują jak sposób odczytania wyrazu lub wersu, zmienia całkowicie doznawane uczucie. Zwykłe zapytanie Szczepana, co robi, może przestawić biegunowo odbiór wrażenia, jakie tworzy takie zdanie. Zgubienie literki lub dołożenie, zmienia diametralnie barwę odczuć: czekam i czkam, wróży róży w podróży, wrogów w rogu, itp.
Jak widać sposób odczytania tego co napisane, może zmienić sens, a tym samym odbiór uczuć, jakimi autor (tu myślę o sobie) chciał się podzielić z czytelnikami. Dążę do tego, aby teksty moje w długości przypominały fraszki lub aforyzmy, co jest powodem stawianej propozycji podpowiedzi zwrotów o charakterze mogącym zmienić sens słowa. Było by dobrze nie stosować ich i nie tworzyć możliwości niewłaściwego odbioru wrażeń, czego sobie życzę.
Pozdrawiam Grzegorz

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (2)

Rodzina

“Rodzina nie cieszy, nie cieszy, gdy jest,
Lecz kiedy jej nima
Samotnyś jak pies.”
Rodzina to wielki zbiorowy obowiązek.

Kto nie doświadczył szału spotkania pokoleń w czas świąteczny, ten w pełni nie zrozumie, jaki jest sens życia, na czym polega patriotyzm, co to jest ojczyzna itd. itd..
W tegoroczne Wielkanocne Święta mocny akcent spotkania rodzinnego zaznaczył się u Asi i Ludwika, jak zwykle. Brak wyraźnej zimy na początku wiosny, pozwolił swobodnie dojechać na parking przed rezydencję. Opis zdarzeń tego dnia w moim wydaniu nie oddałby powstałej atmosfery świątecznej wizyty przybyłych gości. A liczba ich była w szczycie trzydzieści i trzy. Natomiast zdjęcia i popełniony przeze mnie filmik być może zaprezentują aurę tego zjazdu. Zapraszam

Coraz rzadziej słychać o wielopokoleniowych i o szerokim spektrum gałęzi rodowych świątecznych spotkaniach rodzinnych. Bo i też coraz mniej sił, a i stresów polityczno społeczno – zawodowych coraz więcej.(Już wcześniej ten temat podejmowałem). Pod wpływem różnej barwy płynów, doznałem wizji następnego kroku w postępie informatycznym, służącego nie tylko ludzkości, ale i zwykłej, a nawet leniwej rodzinie. Otóż w niedalekiej przyszłości, zamiast przedstawionego monitora z obrazem miłej sercu osoby, będziemy posiadać rzutniki holograficzne i ta postać jako żywo będzie wyświetlona w 3D przy naszym stole, a my znajdziemy się wyeksponowani przy jego stole i stołach tych, z którymi będziemy razem biesiadować. Co prawda każdy niestety będzie spożywać swoje wiktuały i pić swoje drinki, i nie będzie można poklepać się ramieniu, to jednak będzie się w gronie miłych osób i nikt nikomu nie zostawi bałaganu po przyjęciu. Czego sobie i Wam życzę w czas następnych i następnych Świąt………..

  •  rodzina.jpg
  •  rodzina.jpg..
  •  rodzina.jpg
  •  rodzina.jpg
  •  rodzina.jpg..
  •  rodzina.jpg..
  •  rodzina.jpg
  •  rodzina.jpg
  •  rodzina.jpg
  •  rodzina.jpg
  •  rodzina.jpg
  •  rodzina.jpg
  •  rodzina.jpg
  •  rodzina.jpg….
  •  rodzina.jpg
  •  rodzina.jpg
  •  rodzina.jpg
  •  rodzina.jpg
  •  rodzina.jpg..
  •  rodzina.jpg
posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (5)

Na marginesie

Przywiało z niżem, a może z wyżem taką pogodę, z taką temperaturą, że tylko patrzeć jak wszystko się zazieleni i zapachnie wiosną. I to w lutym z całą pewnością jest cud, choć nie ten oczekiwany. Ale też jest znakiem, że jednak cuda się zdarzają i co ciekawe, wszyscy są sprawiedliwie nim obdarzeni, nikt nie został pominięty, wszystkim słonko jednakowo zaświeciło. Uważam, że jest to jedynie możliwe sprawiedliwe rozdawnictwo. Natomiast żądanie sprawiedliwości w imię solidarności w sferze dóbr materialnych jest ze wszech miar szkodliwe. Bo dawanie wszystkim tego, czego nie ma, aby wszyscy mieli po równo, to każdy będzie miał niestety g….(patrz – inflacja). Zabieranie tym, co mają i oddanie tym, co nie chcą chcieć mieć „miedź”, to…. Przerabialiśmy ten temat i lepiej nie wracać do tego, bo efekty są znane. Jak słyszałem, zima tego roku obdarowywała grypą dość szczodrze. Nas dopadało coś grypopodobnego i mieliśmy to „szczęście”, że nie naraz, lecz po kolei. Zimowe choroby zostawiają różne ślady w organizmie. Nam pozostał jeszcze nerwoból w barku, a że pusto w barku, to i człek nerwowy. I nie wiem, co skutek, a co przyczyna. Aż musiałech se zakląć. Nie chciałbym, aby podejrzewano, że jestem dwulicowcem, co to się oburza na wszelkiego rodzaju skróty myślowe, a po cichu sam zachowuje się jak szewc. Pruderia jest mi obca i parę zwrotów zdarza mi się też użyć, tylko staram się, aby nie przypominały zbyt dosłownie anatomię organizmów i na dodatek w martwym języku łacińskim. Wszystkim mającym łatwość z doborem słów przypominających odór, proponuję reedukację w zakresie ich ulubionych symboli i zainteresować się, a być może i zostać fanem już kultowego wśród młodzieży, choć przeznaczonego dla dorosłych, serialu „ Włatcy móch”.

Ulubiona przeze mnie animowana forma obrazu stworzona przez ludzi o świeżym i mimo pozorów, rzeczywistym spojrzeniu na edukację (moim doświadczeniem nauczycielskim potwierdzam), wprowadza w dialogach szereg słownych idiomów o zabarwieniu dającym się z uśmiechem znieść. Nie będę tu cytował zamienników, ale na początek proponuję zacząć używać długie „piiiiiii”. Myślę, że obcowanie z takim tematem ułatwi znalezienie potrzebnych każdemu pięciu minut dla zrealizowania założeń mojej teorii o takowym tytule. Zbliża się jubileusz tej strony, równe, okrągłe jak dwuzłotówka, pięciolecie. W związku z tak dostojnym świętem zamierzam zmienić układ strony nie na wpisy, a na kategorie, poukładać historyczne już notki, a także nowe, w grupy tematyczne. Dla lubiących czytać dłuższe moje wypociny, a związane przeważnie z moimi niezrozumiałymi teoriami o życiu myślę założyć ze dwie szpalty. Tematyczne galerie zdjęć i filmotekę „krótkiej sceny” z niezbędnym do minimum komentarzem to dla nie zainteresowanych moją filozofią, bo ta niestety zniechęcała do odwiedzin tego miejsca. Myślę też o kąciku „sympatyka strony” do wpisywania pozdrowień, bo na dyskusję to niestety nie mogę liczyć, jak to pokazały minione pięć lat. Pozdrawiam i proszę o opinię na temat nowej struktury, jaka mam nadzieję niedługo się ukaże. Daję sobie na to przysłowiowe „sto dni”. Do 25 maja może zdążę? Grzegorz

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (4)

Świstak

Zimowe dni stycznia i obecne o cechach nie rozbudzonej wiosny, mijają niczym powtarzający się dzień świstaka ze znanego filmu. Brak śniegu, bo za ciepło, aby korzystać z uroków zimowych igraszek. Ale też za zimno na spacery po górkach. Czy stan taki może wieścić początek wiosny? Wszak dopiero początek lutego. W Punxsutawney świstak Phil podobno zobaczył swój cień i to wróży amerykanom jeszcze 6 tygodni zimy. We Wrocławiu z Darkiem i Danusią sprawdzaliśmy czy europejski świstak, ten od sreberek, zostawia cień. Sami wywnioskujcie, co nas czeka.

Łudzę się, iż cienia nie widział.
Czas tego okresu sprzyja medytacjom nad doskonaleniem swojej osobowości, podobnie jak zmuszony był do zmiany swego charakteru, bohater wspomnianego filmu. Szekspirowskie „…być albo nie być…”, być może byłoby dobrym punktem wyjścia do rozważań nad swoją osobowością. Jednak rozmyślania doprowadziły mnie do sformułowania takiej oto maksymy:,

„ kim być? – być kimś!”

I nie mam na myśli wynoszenie się na piedestał ponad masę bezimiennych wyborców, ale by zostać mistrzem swego rodzaju. Dalej na szpaltach tej strony nie będę rozwijał tej myśli, oczywiście będącej następną, (niezrozumiałą?) teorią na życie ludzkie. Gdyby znalazł się chętny(-a) do dyskusji w tej materii, to z dużą przyjemnością rozwinę mój pogląd na ten właśnie zakres aktywności istoty rozumnej.
A po za tym, ze skąpo nadchodzących informacji mogę jedynie przekazać, że Karolinie rżnie się już drugi ząbek, Michałek rośnie tak jak trzeba, dziewczyny w Anglii radzą sobie pomyślnie, Dorota przed sesją jest już po sesji (średnia za semestr 4,57), remont pomieszczeń mieszkalnych Rafała i Kasi bez opóźnień, każdemu rośnie liczba znajomych na „naszej-klasie”, lato w pełni w Australii. Zmontowałem parę filmów rodzinnych, (czyli dwa), kolczyki coraz ładniejsze, święta za pasem, lata mijają, „deszcze niespokojne potargały…”itd., itd.. Coś zaczynam pleść. Do miłego.
Znów siódma rano.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (3)

Michałek

Z tego miejsca chciałbym serdecznie podziękować wszystkim moim czytelnikom za wsparcie udzielone dzieciom niewidomym i słabo widzącym z Ośrodka Szkolno-Wychowawczego w Krakowie. Ta pomoc przekładała się jednocześnie na pozycję mojej strony w konkursie na blog roku 2007. Na 2661 startujących w drugim etapie tegoż konkursu w kategorii „ja i moje życie” uplasowałem się poza dziesiątką wylicytowaną do III etapu. Jeszcze raz dziękuję. ………………………………………………………………………………………………

Przez ponad dwa dziesięciolecia biednym uczniom zadawałem kłopotliwe pytania z dziedzin nie należących do obszaru literatury pięknej. Teraz, gdy powinienem cieszyć się wolnością związaną z zaniechaniem tego obowiązku, doznaję klątwy zadawania pytań i udzielania odpowiedzi na tematy, na szczęście lub nie, z zakresu filozofii a nierzadko i fizjologii. Dlaczego? Jak łatwo zauważyć, na wcześniej postawione kwestie związane z ogólnie pojętym obszarem życia na tym łez padole, nie znajduję kontrargumentów oraz pytań o sens mych wypocin? W rozmowach w cztery oczy i owszem, pojawiają się sformułowania rodzące wątpliwości w mym umyśle i wywołujące powstanie szeregu uciążliwych zapytań i … . Jestem osobnikiem o dowcipie na schodach, więc nie potrafię dać wprost satysfakcjonującej odpowiedzi, a zwłaszcza takiej, która by mnie osobiście zadowalała. Stąd po paru (-nastu) nieprzespanych nocach, wykładam je na łamach tej strony w formie nie zawsze bezpośredniej, a wręcz bardzo zawoalowanej.
Swego czasu Marian stwierdził, że piękne to były czasy, gdy jako latorośl spotykaliśmy się w gronie kuzynów i kuzynek przy okazjach kontaktów czytelniczych naszych rodziców. I tu są do określenia dwa wątki. Nasi rodzice nawet bez swoich znajomych stanowili sporą grupkę osobników, gdyż byli wielodzietnym rodzeństwem. Sami niezbyt ograniczali się w prokreacji, stad grup rówieśniczych do zabaw była pełna obsada. Drugi watek to od dawna dręczący mnie temat czasu beztroskiego dziecięctwa i wpływu na sposób postrzegania teraźniejszej rzeczywistości i stosunek do niej. (Jest to temat na moją nową teorię o życiu z kolekcji moich filozofii.) Dzień dzisiejszy niestety nie skłania młodych do reguł biologicznej ilości, takie czasy.
Ale też i duża radość z pojawienia się 24 stycznia na zewnętrznej stronie świata, świeżego obywatela Rzeczypospolitej, Michałka.

Dzięki postępowi technicznemu, odległości między krajami, miastami i dzielnicami zmalały. Przeciwnie zaś odległości międzyludzkie wzrosły, co objawia się niewymiernym skróceniem częstości i czasu spotkań podobnych do tych wspominanych z rozrzewnieniem przez Mariana. Moja inicjatywa w tym zakresie polega na próbie oddania namiastki takich kontaktów wszystkim mieniącym się sympatykami tej strony i uczestniczenia w wydarzeniach dotykających bliższych i nie tylko. To, że ja i moja rodzina jesteśmy na pierwszym planie wynika tylko z faktu prowadzenia tej strony przeze mnie, a po wtóre skąpej ilości materiałów kronikarskich przysłanych do mnie. Z wyrzutem zauważam, że zaaplikowanie fotek do portalu „nasza-klasa” nie stanowi dla niektórych żadnego problemu, natomiast przekazanie czegokolwiek na moja stronę, okazuje się być nie wykonalne. W dalszym ciągu cierpliwie czekam na przełamanie Waszej udawanej skromności.
Powstawanie portali typu „nasza-klasa”, tworzenie blogów przez każdego, na każdy dowolny temat, przekonuje mnie o słuszności prowadzenia tej strony jako nowo tworzącej się tradycji wirtualnych pogaduszek i oglądania „klaserów” bez wychodzenia z własnego domu. Dodatkową zachętą do mojego wymądrzania się na łamach tej strony, stał się odkryty przez Małgosię horoskop* dla urodzonych konkretnego dnia, przy okazji sprawdzania, jaki to “ananasek” wyrośnie z Michałka- oczywiście wszystko z przymrużeniem oka. Każdy z Was też może dowiedzieć się o swoich przymiotach odczytując go z wiele mówiącego linka :)
http://www.dowcipas.pl/horoskop/index.html

Myślę, że po widocznych grymasach, można wnioskować, iż chłopak nie będzie grymasił, no oczywiście po spełnieniu wszystkich jego zachcianek.
Kasia i Rafał po obejrzeniu takiego aniołka, zapewne ulegną zazdrości i nie omieszkają poprosić bociana o dostarczenie dla Julci braciszka lub siostrzyczki, a najlepiej i to i to. A wymówek już nie powinno być, bo domek, jaki sobie zafundowali sprzyja powiększaniu listy meldunkowej o nowiutkie pesele. Czego im szczerze życzymy.

.

.

Jak już wymalują i wyposażą sprzętami AGD pomieszczenia, to mam nadzieję, że będę mógł wyeksponować na tej stronie, wewnętrzną stronę tych murów i walające się puste „książki” po parapetach.

.

W oczach Julki widzę tęsknotę za rodzeństwem.

.

.
*Horoskop
Urodzony 25 maja – dotyczy mojej osoby.

Wspaniałomyślny, sympatyczny – odznacza się zdrowym rozsądkiem i trafnością swych spostrzeżeń. Gościnny, uprzejmy – troszczy się o wygody i rozrywki swych gości. Wywiera wpływ przyciągający na innych, a w życiu nie zabraknie mu przyjaciół i zwolenników. Posiada wielką wyobraźnię, ale przy swych zdolnościach niezwykłych może okazywać też usposobienie kapryśne lub fantastyczne. Może też przejawiać pewien talent w jakimś określonym kierunku. Intelekt jego jest bardzo aktywny i ostry; niezwykle trafnie obserwuje wydarzenia i ludzi, a sądy jego są przeważnie słuszne. Dzięki swym specjalnym zdolnościom zarówno analitycznym jak i praktycznym człowiek urodzony dnia tego mógłby zostać doskonałym detektywem, sędzią śledczym, prawnikiem. Usposobienie jego jest przyjazne i szlachetne – lubi pracę społeczną. Może zająć z czasem stanowisko odpowiedzialne, na którym będzie się cieszył zaufaniem ogólnym. Dzięki własnym swym wysiłkom może osiągnąć wyniesienie zawodowe w zakresie swej pracy jak i w zakresie swego społecznego środowiska. Nieraz zdarza się, że ma ważne zadania do spełnienia w życiu – i stopniowo wznosi się na jakąś dobrą pozycję życiową, zajmując dobre stanowisko lub sprawując jakiś ważniejszy urząd. Urodziny te nieraz dają tendencję do dwóch małżeństw – zwłaszcza u kobiet. Taki człowiek jest lojalny i wierny w stosunku do swych przyjaciół, lecz usposobienie jego jest zmienne. Zręcznie dostosowujący się do warunków i otoczenia – szybko podnosi się z wszelkich upadków i klęsk życiowych i toruje sobie nowe drogi w życiu. Poszukuje wytrwale prawdy – a przy tym zawsze widzi dwie strony każdego zagadnienia – i ta kontrastowość i podwójność jego charakteru nieraz się zaznacza w życiu. Umysł jego niezwykle ruchliwy – zawsze jest czynny. Zapytany w jakiejś sprawie – może dać zawsze na to kilka odpowiedzi.

Pozdrawiam Grzegorz

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (3)

Szansa

Zagrała po raz szesnasty Wielka Orkiestra Świątecznej Pomocy. Podobnie do większości społeczeństwa świadomego niedostatków w służbie zdrowia, dorzuciliśmy się do tej akcji wspomagającej system dbania o zdrowie obywateli w tym o małego pacjenta. Osobiście nie jestem przekonany,… czy termin styczniowy na taką grę jest dobrze dobrany. Zaraz po świętach, po sylwestrowej zabawie, na którą obywatele przeważnie nie skąpili, a także ujemne temperatury wymuszające albo cieplejsze okrycia, albo mocniejsze rozgrzewacze, hojność pewnie została ograniczona wysuszonym portfelem. Czas, w którym fiskus zwraca nadpłacone podatki, wydawałby się być najlepszym na charytatywne finansowe akcje. Ale być może w okresie rozpoczynającego się roku działają inne czynniki określone zapewne matematycznymi prawami wielkich liczb. Ja wiem tylko jedno, mój portfel zbyt często jest lżejszy od powietrza, stąd moja szczodrość obfituje przeważnie uczuciami i emocjami. Myślę i mam nadzieję, że przeważały dobre monety, choć niechcący mogłem obdarować kogoś „złamanym groszem”. Zapewniam, że nie miałem takiej intencji. Choć jestem realistą znającym pobieżnie rachunek prawdopodobieństwa, to też liczę po cichu na darmowe profity np. z wygranej w totku. W przeciwieństwie do Żyda z dowcipu o powodzi (zaznaczam, że antysemityzm nigdy nie zagościł w mym sercu), daję sobie szansę dla działania akcyjnego opatrzności i od czasu do czasu wysyłam kupon. Dziś także daję szansę na wymianę sprzętu komputerowego, gdyby ten blog wygrał w konkursie na Blog roku 2007. Szansa ta tkwi na razie w drugim etapie tegoż konkursu i niestety zależy od hojności czytelników tej strony. Na szczęście ofiarność ta ma wymiar taki, jak podczas grania Jurka Owsiaka.

sms.jpg

Za wysłanego sms’a dziękuję.
Teraz parę ogłoszeń.
W galerii 2 – Sylwester wstawiłem klip z przywitania nowego roku na antypodach.
W łańcuszkach dodałem przysłane mi „Podziękowania“- zapraszam do lektury i refleksji. Mnie się spodobały.
Proszę o zgłaszanie zdjęć i filmików do usunięcia, na których zarejestrowałem oblicza osób, a które mogłyby poczuć się urażone zgodnie z ustawą o ochronie danych osobowych, że są osobami normalnymi i umiejącymi się zaakceptować.
Zamierzam założyć w Galerii ranking zakupionych, budowanych lub remontowanych siedlisk członków mojej bliższej i dalszej rodziny oraz moich znajomych. Zapraszam do przesyłania zdjęć (najlepiej z gotowym komentarzem) z Waszych świeżo pomalowanych miejsc przyjmowania gości do wspólnej lektury tzw. „parapetówek”.

Grzegorz

.

.

.

.

.

.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comment (1)

Spotkanie z Melpomeną

Rzeczywistość niestety mija, a zatrzymać ją możemy tylko wirtualnie, poprzez rejestrację tego, co akurat uciekło. Co zatrzymamy dla nas samych i dla innych, a także dla potomnych, zależy od tego jak odebraliśmy to co nieuchronnie przeminęło z wiatrem i jaką techniką zobrazowaliśmy miniony czas. Najpowszechniej zapisujemy  to wszystko w sercu za pomocą uczuć. Ten sposób jest niestety nie trwały i nie rzadko zmienia kolory wraz z mijającym czasem. To samo wydarzenie na świeżo może mieć oddźwięk nieprzyjemnego zmęczenia, a już po pół roku przybiera cechy bardzo wesołej i udanej zabawy. Często lubimy podbarwić opisywane sytuacje, a zwłaszcza, gdy główną malowaną słowem postacią stajemy się my, a tło nie związane z naszą osobą przyjmuje odbarwiony szary odcień. Już od zarania dziejów, człowiek pierwotny malował na ścianach jaskiń wydarzenia np. z polowań. Mógłbym tutaj przytoczyć całą historię rozwoju technicznego narzędzi do rejestracji tego, co mija i cały panteon ludzi nimi się posługujących. Malarstwo, poezja, literatura, muzyka, sztuka, fotografia, film to tylko główne kierunki trwałego uwieczniania przeżyć. Fantazja człowieka pozwoliła upamiętnić w ogólnym pojęciu obrazu, także rzeczywistość nierealną, wyimaginowaną, ale jednak niosącą przekaz doznań…. Po co rozwodzę się nad takim tematem? Odpowiedź jest następująca. W ostatnim czasie, pomimo marazmu dni zimowych bez wyraźnych atrybutów tychże, przeżyłem parę wydarzeń z pozoru banalnych. Odnalazłem w nich takie uczucia, którymi chciałbym się podzielić, czyli zobrazować je trwale. Jednym z ostatnich był w poprzednim wpisie wspomniany sylwester z przywitaniem Nowego Roku, którego obraz mogliście zobaczyć.
Początek roku jest zwyczajowo czasem pewnych postanowień, które przeważnie po miesiącu już nie są dotrzymywane. (Przykładowe rzucanie zawijanego w papierowe tutki tytoniu, albo zobowiązanie zmniejszonego spożycia spirytualiów). Reaktywująca swą aktywność, WMT* której członkami Małgosia i ja jesteśmy, postanowiła w bieżącym roku częściej obcować z Melpomeną. Spektakl współczesnej sztuki, tak jak wcześniej oglądane inne obrazy prezentowane na scenie naszego teatru, skądinąd bardzo zachwalane, we mnie wywołał negatywne doznania. Gra aktorów bardzo dobra i jako odtwórcy powierzonych ról stanęli na wysokości zadania. Tylko, że treść i tekst przepełnione w nadmiarze  wulgaryzmami, wywołały we mnie uczucia podobne do bliskiej rozmowy z kimś o psującym się uzębieniu. To, że autor tak postrzega świat, a w tej scenie opisuje widzowi polskie boleści tylko za pomocą łajna, nie przekonują mnie do zachwycania się utworem. Jak wybieram się na wycieczkę, to zachwycam się pięknem krajobrazu, kwiatów, stworzeń żyjących w tej przestrzeni lub umartwiam się nad zeszpeconym widokiem nieprzemyślanej budowlanej inwestycji, czy też zniszczonym środowisku pozbawiającym łąkę kolorów. Natomiast nie jest moim marzeniem obwąchiwanie i oglądanie ekskrementów, które są w tym obszarze tak samo naturalne jak zapach żywicy w lesie. Od teatru oczekiwałbym podobnych doznań jak odbierane podczas turystycznej przygody. Nie jestem znawcą historii, ani literatury, ale wydaje mnie się, że i w dawnych a nawet zamierzchłych czasach, wulgaryzmy jako prymitywny sposób wyrażenia ludzkich frustracji, funkcjonował w życiu ludzi. Ale nie przypominam sobie, żeby klasycy ogólnie pojętej sztuki, a tym bardziej teatralnej, stosowali ten język jako bazę i podstawę przekazu obserwowanych dramatów ludzkich. Czuję się jako były nauczyciel i wychowawca przegrany z takim sposobem prezentacji wartości przekazywanych młodym oraz dojrzałym ludziom. Zamienienie miejscami głowy z częścią lędźwiową nigdy nie pokaże prawdziwego człowieka pomimo zapewne szlachetnego zamiaru wykorzystania takiego środka teatralnego przekazu. Wiem, że wielu nie zgodzi się z moją filozofią dotyczącą sztuki, ale na obronę mam do zaprezentowania przekaz teatralny o dorastaniu, dojrzewaniu i właśnie odpowiedzialności zapisany przeze mnie filmowo, a wykonany przez ludzi posługujących się w kontaktach z innymi tylko uczuciami i emocjami. Tutaj słowo mówione nie jest potrzebne.

*WMT- Wałbrzyska Mafia Towarzyska

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (2)

Sylwester 2007

Minął sylwester, strzeliły korki szampana, rozpoczął się Nowy 2008 rok. Czas leci jakby dokądś się spieszył. Mam nadzieję, że tak goni, aby wiosna umajona, czym prędzej zawitała. Bo chyba nie po to, aby jak najszybciej pozbyć się mojej osoby z tego padołu? Łudzę się, że nie o to idzie czwartemu wymiarowi. Każdy z nas w jakiś szczególny sposób przywitał kolejny nowy rok. Bo też taka tradycja w narodach, aby z odpowiednią oprawą to wydarzenie obejść. Tym razem z Małgosią i sympatykami i sympatyczkami pesla53 (znów odezwała się matka głupców – nadzieja) weszliśmy w ósmy rok drugiego tysiąclecia w atrakcyjnym zimowym otoczeniu gór karkonoskich. Teraz powinienem opisać te ośnieżone przestrzenie, oszronione krzewy i drzewa, poprószone dachy wiejskich zagród i gdzieniegdzie oświetlone nikłym światełkiem lampek choinkowych. Nie mam do takich zobrazowań talentu, więc nie będę Was zanudzał takimi szczegółami zwłaszcza, że wystarczy popatrzeć na zdjęcia w galerii z owego miejsca i tegoż czasu.
Atrakcją sylwestrowej prywatki była wielkość sali z centralnie ustawionym piecykiem kominkowym, gdzie po rozstawieniu stołu z pysznościami i „książkami”, zainstalowaniu nagłośnienia rodem z festiwalu w Jarocinie i rzutnika pod karaoke, a także ustawieniu przeze mnie oświetlenia i rejestratora wydarzeń tej nocy na taśmie klasyDV, zostało miejsca dla dwóch par tańczących o ile w czasie takich pląsów komuś nie przyszło do głowy przygotować coś ciepłego w aneksie kuchennym. A nad ranem, po zapełnieniu tej wolnej powierzchni pneumatycznymi miejscami noclegowymi już nie można było nawet dostać się do ostatnich zasobów literatury lekko schłodzonej. Ale zasady zobowiązują i stosując argumenty siły, zmieniliśmy kierunek snu naszego DJ Andrzeja w celu uzyskania dostępu do piwniczki i do siódmej rano czuwaliśmy nad snem sprawiedliwych prowadząc nocne rozmowy Polaków. Moja siła argumentów na temat kierowania się w życiu przez mężczyzn tylko uczuciem, a kobiet nawet nie ukrywanym wyrachowaniem, doprowadziło do ponownego zastosowania argumentu siły tym razem przez smacznie śpiącą Elę. Na szczęście śpiwór nie pozwolił zadać mi nokautującego kopniaka, za co jestem wdzięczny szwaczkom wykonującym to turystyczne wyposażenie. Po za tymi niestandardowymi sytuacjami, przebieg zabawy był zadowalający ogół, tak w każdym razie wszyscy z podkrążonymi oczyma zapewniali się nawzajem. Ja tam jestem usatysfakcjonowany. W końcu pośpiewałem, potańczyłem, co nieco wypiłem oraz mogłem popisać się nową kontrowersyjną teorią o życiu i to przy przemyconej przeze mnie muzyce z ulubionych lat trzydziestych.
Jak balowaliśmy prezentuję na ubarwionym w efekty specjalne filmiku będącym zapisem tych minionych godzin.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (4)

Zmień dowód na nowy

Zbliża się koniec roku 2007, a tym samym kończą ważność odręcznie wypisane pesele w Waszych dowodach tożsamości. Jak zauważyliście w nagłówku, ja już wymieniłem na elegancko wydrukowany numer na mniej ekologicznym tworzywie. Ciekawe co jeszcze postęp cywilizacyjny zautomatyzuje w naszym życiu?

Pozdrawiam wszystkich sympatyków tej strony i życzę wszystkiego naj… w Nowym 2008 roku.

Grzegorz

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (5)

Życzenia na Boże Narodzenie 2007

posted by pesel53 in Aktualności and have Komentarze są wyłączone

Yerba Mate

Grudniowe dni smutne jakoś takie. Słońce tylko w prognozie pogody. Od rana zapowiadają, że pojawią się przejaśnienia. Gdy słoneczko ma już, już wyjrzeć, to akurat zaczyna się zmierzchać. Niestety po 16 jest ciemno. I co tu robić? Łazić z podartym przez wiatr parasolem nie ma sensu, bo leczenie grypy rzuca nieprzyjemne podejrzenie na producentów drobiu. Najchętniej zapadłbym w sen zimowy aż do samej wiosny niczym niedźwiedź grizzly. W końcu tuszą trochę przypominam takiego. A żebym jeszcze lepiej się poczuł, to musiałbym coś smacznego zgryzlić, na zakąskę. Wtedy byłaby pełnia zwierzęcego szczęścia. Niestety zamiast śnić o wiosence, muszę szukać substytutów prowadzących me zmysły ku nirwanie. I zdziwicie się, znalazłem. Zamykam oczy i słucham z zafascynowaniem muzyki i śpiewu z lat trzydziestych. A dla zmysłu powonienia i smaku odkryłem herbatę „Yerba mate”. Osobiście z zapachu przypomina mi siano w stodole w gospodarstwie rodziców Jadzi, gdy jako jedenastolatek spędzałem tam wakacje. Podobną, acz trochę mniej intensywną woń czułem w sąsieku, u Asi i Ludwika w Gorcach.
Gdy tak z zamkniętymi oczyma popijam ową Yerba Matę, to na podniebieniu wyczuwam goryczkę palonych skrętów z liści gruszy, wiśni i jabłoni. I oczywiście wracają we wspomnieniach lata poniżej pierwszej dziesiątki. Lanie od mamy za palenie papierosów i przeprosiny skrzywdzonego dziecka, które zawczasu nie powiedziało o prawdziwej zawartości cygar, wspominam z rozrzewnieniem. Smak tegoż naparu przypomina mi wigilijny kompot z suszu śliwkowo jabłkowego, tak bardzo uwielbianego przeze mnie przy tej jedynej swego rodzaju kolacji. Na samą myśl o tej wieczerzy serducho się raduje i w jakimś drobnym stopniu grudniowy smuteczek zanika. A na dodatek z instrukcji obsługi tytułowej herbaty dowiaduję się o super oddziaływaniu tego ekstraktu na organizm ludzki. Mam, więc nadzieję na pozytywne działanie tego dobrodziejstwa na moje obolałe szczątki. Obserwując w telewizji siorbiącego bez przerwy te ziółka Wojciecha Cejrowskiego zakładam, iż mówi prawdę o zbawiennym skutku tego płynu w środowisku Indian. Pewnie kolor skóry nie ma znaczenia na efekt trawienia. Polecam choćby z tego jedynego powodu, że przygotowanie tego napitku w pewnym sensie przypomina rytuał gromadzenia się przy lekturze dobrych i wytrawnych książek, gdzie odpowiednie naczynia nadają smak i sens czytelnictwu. Sprawdźcie sami i podzielcie się swoimi doznaniami. Oto adres gdzie bez problemu dowiecie się o możliwościach tego specyfiku – Forum Yerba Mate i możliwościach jego pozyskania - www.yerbamatestore.pl

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (2)

Pięć minut

Listopad tego roku w niczym nie przypominał czasu określanego mianem jesieni. Z zimą też źle się kojarzył, temperatur wiosennych też nie doświadczyliśmy. Ogólnie to nic ciekawego. Brak wydarzeń o szczególnym charakterze, (czyli takich, które zainteresowałyby czytelnika tej strony) stało się przyczyną długiej przerwy w komunikatach. Obserwując portal „nasza-klasa” zauważyłem u uczestników tego forum chęć pokazania innym tego, co nas cieszy. (Czyli jestem zbudowany z tej samej materii, co reszta obywateli). Rozpocząłem przegląd posiadanych zdjęć i otrzymanych fotek od Was. Po obróbce i moim komentarzu prezentuję je poniżej. A jeszcze niżej dla wytrwałych miłośników mej „teoretycznej” twórczości przedstawiam tytułową teorię.

  • 5minut_01.jpgWesoła Karolinka.
  • 5minut_01.jpgna obczyźnie dzieci muszą być chronione
  • 5minut_01.jpg Robert wie jak się należy zachować podczas trzęsienia ziemi …
  • 5minut_01.jpgspodziewając się konkurencji w rodzinie Mateusz opanował już wschodnie techniki walki, to chyba widać…
  • 5minut_01.jpg Maja i Zuzia, cóż je tak zafrapowało?
  • 5minut_01.jpgPepik w przyszłości będzie obrońcą Filipa i Majki, w każdym razie taką dzieci mają nadzieję..
  • 5minut_01.jpg…miłość siostrzana Oli i Martynki najlepsza na wszystko…
  • 5minut_01.jpg…a matczyna miłość nie zna granic…
  • 5minut_01.jpg…jakże ta obczyzna wyszczupla?
  • 5minut_01.jpg…ojciec chrzestny bez podopiecznej cierpi…
  • 5minut_01.jpg…Maciek, czas już bawić swoje…
  • 5minut_01.jpg…dlaczego brytyjski lew tak latwo pożarł polskie dziewczyny?
  • 5minut_01.jpg…czuć tęsknotę w tym spojrzeniu…
  • 5minut_01.jpg…zabieraj Matko Polko córki do domu…
  • 5minut_01.jpg…nikt nie podejrzwał Alinki, że jest zdolna cyganić…
  • 5minut_01.jpg…ładnie stoją, jak do zdjęcia…
  • 5minut_01.jpg…jak te dzieci urosły…
  • 5minut_01.jpgbabcia Basia i to jej spojrzenie…
  • 5minut_01.jpgpoznajcie Edmunda
  • 5minut_01.jpg…Ania się przepracowuje…
  • 5minut_01.jpg… Andrzej liczy tylko na siebie…
  • 5minut_01.jpg…niemi aktorzy jeszcze przed otrzymaniem „Oscara”…
  • 5minut_01.jpg…kobieca obsada niemego kina…
  • 5minut_01.jpgczarno-białe początki pracy wychowawczej. Mile powspominać
  • 5minut_01.jpg…jak na obozie harcerskim…
  • 5minut_01.jpg…ten dom zamieszkują już inni…
  • 5minut_01.jpg… ciocia Józia zaprasza na strzemiennego…
  • 5minut_01.jpgbieszczadzki pałac
  • 5minut_01.jpgDarek przed pałacem
  • 5minut_01.jpg…pokój kominkowy od wewnątrz…
  • 5minut_01.jpga tu Darek przed pałacem zimowym
  • 5minut_01.jpg…i z innej perspektywy…
  • 5minut_01.jpgjeden z tych dachów to Jacka
  • 5minut_01.jpg…a tak Małgosia z Mirkiem odgrodzili się od wszystkich
  • 5minut_01.jpg…czy już była parapetówka?
  • 5minut_01.jpg…dom Bogusi letnią porą w Sudetach
  • 5minut_01.jpg…kobieta pracująca…
  • 5minut_01.jpg…kobietka pracująca…
  • 5minut_01.jpg…czyżby Jacek się narąbał?
  • 5minut_01.jpg…korytarz na piętrze po remoncie…
  • 5minut_01.jpg…a to sypialnia – też po remoncie…
  • 5minut_01.jpg…Irena w Australii też zajmuje się remontami…
  • 5minut_01.jpg…żadnej pracy się nie boi…
  • 5minut_01.jpg…za taki wysiłek taka zapłata…
  • 5minut_01.jpg…Jurek tylko czeka na dyspozycje…
  • 5minut_01.jpg…Magda z Markiem chyba się nie przepracowywali? Tylko na to ich stać?
  • 5minut_01.jpg…chyba jednak pracowali…
  • 5minut_01.jpg…wypoczynek w Turcji, to już standard…
  • 5minut_01.jpg…czy to sól ziemi czarnej?
  • 5minut_01.jpg…przyjemny ten zachód slońca…
  • 5minut_01.jpg…a czy z pieskiem można urlopować?…
  • 5minut_01.jpg…widoki w Bieszczadach nie różnią się od Sudetów…
  • 5minut_01.jpg…ten sam widok zimą…

Teoria pięciu minut- zarys
Przeszło pięćdziesiąt lat, a więc nie mało, obserwuję swoją osobę oraz dostępną moim zmysłom, tzw. ludzkość. Odkryłem następną teorię, którą nazwałem „teorią pięciu minut”.
Zakładam, iż w głowie między zwojami mózgu musi istnieć organ odpowiedzialny za równowagę psychiczną. Ustaliłem, że funkcjonuje on analogiczne jak błędnik sterujący postawą pionową poruszającego się homo sapiens. Nazwałem go: „obłędnikiem”.
Znalezienie jego umiejscowienia pozostawiam lekarzom klinicznym. Jestem zbyt wrażliwy, aby babrać się w takim kłębowisku.
Jakie jest działanie „obłędnika”?
Otóż noworodek, niemowlę nie zna pojęcia bycia „normalnym” i co to znaczy zachowywać się poważnie, dorośle. Skoro nie wie, to nierzadko daje opiekunom do wiwatu swoimi wybrykami.
Nie powiemy o nim, że to objaw odchylenia psychicznego, co najwyżej, że jeszcze nie jest dobrze wychowane. Chociaż ostatnimi laty zdiagnozowano to zjawisko jako ADHD. Osobiście nie jestem przekonany do takich wniosków.
Młody człowiek instynktownie poczyna sobie niekonstytucyjnie w sytuacjach, w których dorosły od razu otrzymałby miano debila lub idioty. W takich przypadkach pełnoletni najczęściej wbrew własnej woli, trafia do miejsca bez klamek.
A tu właśnie jest zrozumienie i rozwiązanie problemu. Analogicznie do równoważenia postawy pionowej (wypinanie d..y podczas ukłonu), funkcjonuje „obłędnik”. Gdy chcemy zaistnieć w otoczeniu na poważnie, to właśnie dla zrównoważenia psychiki, musimy dać upust dzikim fantazjom. Oczywiście w dowolnej i stosownej fazie dnia takiej, aby nie załapać się na kaftanik. Z obserwacji wnoszę, iż minimalny czas to pięć minut na dobę takiego zachowania. Ale bardziej stabilną równowagę osiąga się przy dłuższym anomalnym funkcjonowaniu. Ale też bez przesady.
Noworodek po urodzeniu w swej geometrii różni się od osobnika dorosłego. Proporcja głowy do jego długości wynosi jedną czwartą i wraz z dojrzewaniem do pełnoletności zależność ta ma charakter wykresu hiperbolicznego. Im człowieczek starszy tym proporcja głowy do wzrostu zmniejsza się, co też zewnętrznie oznacza, że dziecinność w osobniku maleje. Jednocześnie zaznaczam, że proporcja ta nie osiąga zera. A na starość, gdy przychodzi się garbić, powstaje zakrzywienie paraboliczne, co jest zgodne z tzw. zdziecinnieniem staruszków. Jest to „oczywiste” wizualnie namacalne potwierdzenie mej teorii. Po prostu, trochę dziecka zawsze w nas musi być.

wykres.jpg

Oczywiście wartość zerowa jest możliwa, ale tylko dla osobników z atrapą głowy, czyli pełnym pustogłowiem (zdarza się to poniektórym naszym politykom), lub kompletnym brakiem takowej (niestety, tacy politycy też są na świecie i wcale nie koniecznie skazańcy po wykonanym wyroku).
Co się dzieje z człowiekiem zatwardziałym i nie skłonnym w ogóle do rozluźnienia?
Z czasem organizm daje znać o zachwianej równowadze i wówczas pojawia się depresja. A to zachowanie nie należy przecież do normalnego.
Jak to się dzieje, że jednak duża większość obywateli ma się dość dobrze w zdrowiu psychicznym? Otóż, jesteśmy podatni na wpływ innych (teoria o kołach zębatych). Przykład:. Choć wiemy, że „czytanie” szkodzi, instynktownie dajemy się skusić na jednego, a co za tym idzie i na drugiego. A później to bawimy się jak dzieci i nieraz nawet nie wiemy, jak znaleźliśmy się w domu. Czy wówczas zachowujemy się poważnie? Z całą pewnością nie. Ale na całe szczęście, społeczeństwo w tych przypadkach jest tolerancyjne. Nie spotkałem nikogo, kto dzwoniłby po pogotowie z bezrękawnikami, aby przyjść z pomocą „rozczytanemu” osobnikowi. Jeżeli już, to najwyżej zamawiany jest wygodny hotelik z zimnym prysznicem i paskami przy łóżeczku. A nazajutrz i tak wszystko wraca do normy, choć głowa boli. A to właśnie boli „obłędnik”. I to by było teraz na tyle. W końcu to tylko zarys teorii.
Pozdrawiam i życzę miłych przemyśleń nad swoimi pięcioma minutami.
Grzegorz, tym razem spec od psychorównowagi.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (3)

Nieme kino

Motto

Żal mi czasów niemego filmu. Cóż to była za radość widzieć, jak kobiecie otwierają się usta, a głosu nie słychać.

Charles Chaplin (1889-1977), angielski aktor komediowy i reżyser.

To sformułowanie jest najlepszą kanwą na opisanie spotkania koleżanek i „beniaminka” klasowego, czyli mnie, na jesiennej kolacji. Trzydzieści pięć lat po maturze, nakazywałoby snuć wspomnienia z tamtych wydarzeń, ale upływ czasu zbliżył nas bardziej do zawiązania towarzystwa przyjaciół pewnego osobnika o wiadomej specjalności. (Nie użyłem nazwiska tego pana, bo dostałem od koleżanek kategoryczny zakaz przytaczania imienia Alois’a Alzheimera.) Kolacja przygotowana przez Małgosię charakteryzowała się dużą ilością szkła i porcelany. Paluszki kminkowe nie były hitem wśród przystawek i odkażającej czosnkowej zupy. Degustacja młodych win na szczęście nie zmieniła nikomu pozycji wertykalnej w horyzontalną. I jak to przy wieczerzy rozmowom nie było końca. I jak to przy wieczerzy rozmowom przysłuchiwała się płeć męska. Słuchała, słuchała, słuchała, … .

W okolicach godziny duchów, jako że jest to pora strasznych rzeczy, odbyła się oczekiwana przeze mnie dyskusja na temat moich przemian w myśleniu o egzystencji. Postawiono mi pytania:, po co i dla kogo, wymyślam tak durne teorie o życiu. Dlaczego zmuszam moje koleżanki do wytężania wzroku i umysłu na odczytywanie i analizowanie tego, co autor, czyli ja, miałem na myśli? Kiedy zamierzam z tym skończyć? Kiedy…, po co…, dlaczego…, w jakim celu…., dokąd to prowadzi…? Te pytania zagoniły mnie w kozi róg, tam gdzie dojrzewają młode wina i nie byłem w stanie dać żadnej, rozsądnej i satysfakcjonującej odpowiedzi.
No i skończyła się sielanka. Od tej pory nie mogę spać po nocach ani dniach. Myślę, jaką dać odpowiedź i co gorsze, zaczynają nachodzić mnie nowe hipotezy o poczynaniach człowieka. Ot rodzą się w mej głowie następne durne teorie. Jedną już nazwałem „teorią pięciu minut”. I co mam zrobić? Podpowiedzcie.
Niewyspany Grzegorz.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (3)

Koła zębate

Październikowa pogoda tylko chwilami rozpromieniała czoła, ale nie na tyle, żeby zmobilizować grupę ciepłolubnych turystów na mokre szlaki rejonów Silesii. Natłok wydarzeń rodzinnych, społecznych i politycznych dostarczył tyle wrażeń i emocji, że nie mogłem ukierunkować myśli, aby podzielić się doznaniami z obserwatorami mojego sposobu oglądu świata. Jakie to zdarzenia? W kolejności nie całkiem chronologicznej, to: rozpoczęcie studiów inżynierskich przez Dorotę, odbiór z regenerującego wypoczynku nestorki Lucyny, uroczyste chrzciny uroczej Karoliny, spotkania grona pedagogicznego z okazji „Dnia…”(ale tylko emeryckiego), owalna rocznica pożycia, skończony pierwszy rok pełnoletności świeżej studentki, wizyta w nowych progach domku na peryferiach Wałbrzycha (Jacek z rodzinką musi teraz biegać po pięterkach).
Nie mniej emocji dostarczyły wybory, na szczęście dobre wybory (nadzieja zawsze jest przyjemniejsza niż strach przed władzą.)
I najważniejsze czynności, przygotowania do zimy i opieka nad flaszami, które to prace nie są obojętnymi dla poczucia odpowiedzialności za zaopatrzenie rodziny w niezbędne akcesoria zimowego przetrwania.

  • Wilczki1.jpgWodospad Wilczki- odwiedziliśmy przy okazji odbioru starszej pani z wywczasów.
  • Wilczki2.jpgPamiątkowe zdjęcie nad Wodospadem Wilczki, a po chwili spadł ulewny deszcz i musieliśmy ratować się ucieczką do samochodu
  • Wodospad.jpginny widok na wodospad
  • Lucyna.jpgtakie sanatorium to wymarzone miejsce, jeżeli leczenie polega na zażywaniu takich lekarstw.
  • Chrzciny.jpg
    Chrzciny Karoliny
  • Karolinka.jpgi Karolinka w pełnej krasie

Teoria

Obserwując to, co dzieje się wokół każdego z nas, zastanawia mnie, jaki jest mechanizm poczynań i zachowań w relacjach międzyludzkich. Co jest motorem takich, a nie innych działań? Konstatacja wielu zdarzeń, często przyjmuje sformułowanie, że pomimo wszystko życie i tak toczy się dalej.
Często słychać o tym, że ktoś coś kręci, że ktoś coś owija w bawełnę i temu podobne teksty.
Są to zwroty korelujące z zakresem kinematyki ruchu obrotowego. I to mnie zastanowiło. Odkryłem, więc następującą teorię życia. To już moja następna. Nazwałem ją: „teorią kół zębatych”. Stawiana przeze mnie hipoteza jest tylko zarysem. Mogę rozwinąć ją do formatu pełnej teorii, gdy tylko będzie na to zapotrzebowanie.
Otóż każdy z nas żyjąc, staje się kowalem swego losu. Ale kucie to nic innego jak podgrzanie, obracanie i walenie młotem w obrabiany przedmiot. A na koniec zahartowanie poprzez oziębienie. Wniosek jest prosty: nasz los to efekt odpowiedniego rozgrzania emocji, obijania się o otaczające i bijące nas młotki i odpowiednie kręcenie się w jednym lub przeciwnym kierunku (zawarte słowa „obijanie” i „młotki” proszę rozumieć w sposób powszechnie i popularnie znany). Końcowym etapem kucia swego losu będzie i tak ziemia, co każdego dokładnie schłodzi.
Spotykając się z innymi ludźmi i obcując z nimi, na co dzień, czy też okazyjnie, jesteśmy jak koła przekładni zazębiające się z kręcącymi się kołami o różnej sile oddziaływania. Im bardziej jest ktoś zakręcony i o dużej energii, jest w stanie nadać ton obrotów innym kółkom (a może„kołkom”?). Otoczenie przekonuje się do poglądów osobnika i do jego zachowań. Tworzy się tzw. autorytet. Ale obroty owego wodza (tak przeważnie jest nazywany) dość często są o niewłaściwym kierunku dla rozwoju humanitaryzmu. Paru takich historia dobrze zapamiętała i to właśnie z niesławnej strony (Adolf, Józef, Benito i wielu, wielu innych). Poznając stronę teoretyczno-empiryczną mechanizmów i maszyn, a zwłaszcza przekładni, zauważymy wiele związków zachodzących w tychże. Przykładowo: prędkości obrotów i momentów obrotowych zależą od wielkości kół, wytrzymałość, sprawność zależą od zastosowanych materiałów, niedokładności dopasowań, współosiowości i od jeszcze wielu innych czynników.
Spotykamy się często z sytuacją, gdy małe kółeczko kręci swoimi opiekującymi się kołami mamy, taty, dziadków jakby te koła były pozbawione własnego napędu. A jednocześnie w styczności z innymi zębatkami potrafią zgrzytać niezgodnością poglądów czy oceny zdarzeń. Zadziwiające zjawisko. Z historii pedagogiki wiadomo, że duże koło jest w swej inercji kołem zamachowym i to ono nadaje kierunek i tempo oblegającym go satelitom. Zdarzają się relacje podobne do przekładni ślimakowych, gdzie koło napędzane uzyskuje wolne obroty, ale za to siła jego jest olbrzymia, choć musi mieć przy sobie kręciołka pędzącego niby wariat. Zmiany zachowań owych osobników są prawie niezauważalne, ale za to dźwigają brzemię gospodarki, finansów, postępu techniki, co wcale nie oznacza, że działania te zawsze są pozytywne. O analogiach do zębatek i łańcuchów relacji międzyludzkich, mógłbym tu rozpisać się zbyt obszernie i zapewne zanudziłbym czytelnika. Rzuciłem tu paroma skojarzeniami.
Pytanie, po co.
Otóż moja teoria ma na celu uświadomienie między innymi Was czytelnicy, czy jako elementy społecznej machiny dobrze się w niej kręcimy i czy czasami ktoś nami nie kręci niewłaściwie, albo zamierza odłączyć nas od tych czy innych zębatek. Moja rada jest prosta. Po takiej mechanicznej analizie naszych obrotów tam gdzie czujemy, że ktoś nas pędzi w niewłaściwą stronę, wystarczy włączyć sprzęgło i spokojnie zazębić się z dobrymi zębatkami (przykładowo przestać oglądać ogłupiające seriale). Trzeba też zważyć, że z czasem nasze tryby mogą skruszeć i nie będziemy mogli dobrze się zazębić z tymi, na których nam zależy i w ostateczności zostanie nam nieprzyjemne tarcie o współplemieńców, czego sobie i Wam nie życzę.
Na koniec tego wstępu jedna prośba. Może ktoś zainteresuje się moją nową teorią i będę zmuszony ją całą napisać, to proszę o wpisanie do komentarzy przykłady przysłów, aforyzmów, sloganów i innych zwrotów o kręceniu, które zapewne gdzieś zasłyszeliście. Jak się możecie domyślać bez takich przykładów, ciężko będzie mi wyjść poza zarys do tej teorii.
Pozdrawiam. Dziś Grzegorz – filozof
P.s. Albo mi się nudzi, albo jestem przepracowany. Nie wiem.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (4)

Sceny drastyczne

Jesień to czas przygotowań zapasów na zimę. Korzystając z dobrodziejstw matki natury, z Małgosią wzięliśmy się za przetwarzanie wybranych surowców. Ale wcale nie na potrzeby zimowej spiżarni, tylko na własne niezdrowe zachcianki. Wymienię je w kolejności hierarchii drastyczności procesu przetwórczego.

1. Uzyskanie moszczu (nie mylić z moczem, choć przebieg zjawiska może być podobny) i poddanie go dźwiękowej kakofonii fermentacyjnej. Skąd ma być ta „muzyka”? Otóż, nie posiadamy jednej dużej butli, tylko 7 różnej wielkości flasz (atmosfera laboratorium jest wspólną cechą nie tylko akceptowaną przez wszystkich domowników, ale wręcz niezbędną do funkcjonowania naszej rodziny). Zakończone rurkami fermentacyjnymi grają, niczym muzykowanie świętej pamięci mego ojca, gdy realizował się jako organista w naszym kościele. Nie żeby źle grał, ale jak pamiętam mama nigdy nie była zachwycona jakością tej melodyki.

2. Przygotowanie i usmażenie sera zgliwiałego . W czasie naszej “kampanii ziemniaczanej”, przy próbie zakupu świeżych wiejskich jaj, co jest zjawiskiem, które na wsi nader rzadko się udaje mieszczuchom, poszczęściło mi się także zamówić naturalny, prawdziwy, biały twaróg. A dzięki uprzejmości komiwojażerskiej Wandy, dotarł już do nas niespełna po tygodniu.

3. Pierogi z kapustą i grzybami. Małgosia od czasu do czasu urozmaica nam wnętrze ciasta, które wśród samych domowników przestaje być taką atrakcją jak napełnione ziemniaczano-serowym farszem na “ruskie” dla Marka i Mateusza i innych wielbicieli tego rarytasu.

Dociekliwy obserwator zada pytanie: a gdzie tu horror, gdzie tytułowa drastyczność? Otóż dramat tych procesów i związanych z nimi zjawisk tkwi nie w gotowych produktach, a właśnie w procesie ich wytwarzania. Przy mojej za bardzo rozwiniętej wyobraźni (o niej już pisałem w „spotkaniu pod psem”), wytłoki z winogron, farsz z grzybów, dźwięk bulgoczących rurek, zapach a właściwie smród gliwiejącego, a później smażonego sera czy też gotującej się kiszonej kapusty, nie należą do obrazów i wrażeń kojarzonych z urokami barw jesieni, aromatem igliwia i estetyką wypielęgnowanych połaci rabat kwiatowych. Moje skojarzenia są wręcz z pogranicza medycyny obejmującej obszar środka, czyli tej części organizmu homo sapiens, gdzie znajduje się pępek. Dlatego też nie zamierzam prezentować wszystkich wydarzeń, jakie miały miejsce, a jedynie dla zasygnalizowania katastrofizmu prezentuję parę obrazków. I podobne zdarzenia przerysowane w filmie „Poszukiwany, poszukiwana” o gotowaniu makaronu są niczym w możliwościach rozrodczych naturalnych drożdży winogronowych. Takiego horroru długo nie zapomnimy.

Porównując ten dramat przekształceń do tego, co przyroda wyczynia w czterech porach roku, to właśnie ta piękna jesień jest odzwierciedleniem efektów przeróżnych zjawisk, a ostateczny skutek to spokój snu zimowego przed budzącą się wiosną. I mam nadzieję, że sen tych, co zechcą skonsumować nasze przetwory dojrzałe i ustabilizowane sercem i duszą ich wytwórców, będzie błogi i spokojny. Tu mała dygresja, która kojarzy mi się ze snem i nazwą tej strony „pesel53″. PESEL to przecież numer w dowodzie osobistym, a akcja „ zabierz babci dowód” jest według mnie bardzo niehumanitarną, bo pozbawia babcię jedynego najcenniejszego i unikalnego numeru. Ja mam inną propozycję na akcję wyborczą, bardziej związaną z polską tradycją stosunków międzyludzkich. Wystarczy znajomych podejrzanych o inne preferencje polityczne niż nasze, zaprosić w sobotę 20 października 2007 roku na małe przyjęcie, w którym głównym napitkiem będzie młode dwutygodniowe wino własnej roboty. Zapewniam, że sen gości po takim spotkaniu będzie trwał do późnych godzin wieczornych dnia następnego (sami zaś pilnujemy się w ilościach spożycia, abyśmy zdołali obudzić się przed zamknięciem lokali wyborczych). I nikt nie będzie nam mógł zarzucić działań niezgodnych z prawem jak to się dzieje z wyżej wspomnianą akcją. A i u zaproszonych gości z pewnością zyskamy na szacunku jako dobrych gospodarzy. Ja już jestem przygotowany i na 20.X i myślę, że jeszcze sporo mi wystarczy na zimowe dni, ale już wykształconego, szlachetnego trunku, takiego dla przyjaciół od serca. Wracając do tematu jesiennej krasy, poniżej prezentuję kilka fotek przysłanych przez Anię i Andrzeja z wypadu do Zakopanego. I Tatry też się pięknie prezentują, a zwłaszcza za stołem, czyż nie. A na śniadanie “mleko” Tyskie jest na pewno jak śmietana. Pozdrawiam i proszę o komentarze.

  • Zakopane 1.jpg
  • Zakopane 2.jpg
  • Zakopane 3.jpg
  • Zakopane 4.jpg
  • Zakopane 5.jpg
  • Zakopane 6.jpg
  • Zakopane 7.jpg
  • Zakopane 8.jpg
  • Zakopane 9.jpg

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (5)

Wykopki

Już mamy jesień. Bardzo ładną pogodą wszystkich przywitała, choć nie wszyscy to zauważyli w deszczu słów kampanii wyborczej przypominającej ślinotok bulterierów (a może innej rasy?). Na całe szczęście funkcjonuje w organizmach ludzkich potrzeba uzupełniania płynów pozaustrojowych i to w każdym ustroju. Każda okazja jest przeważnie w tym celu wykorzystywana, co prawda z różnym oddźwiękiem otoczenia. Także w gronie nas „młodych” okazji skumulowało się sporo. Akurat zmienia się pora roku, wzrosła liczba emerytów, parapet nowego lokum też należało oblać. Wspomnę dodatkowo, że z początkiem jesieni przekręca się licznik lat, ciągle próbującej dogonić mnie, Małgosi.

  • wykopki.jpg
  • wykopki.jpg
  • wykopki.jpg
  • wykopki.jpg
  • wykopki.jpg
  • wykopki.jpg

No i dodatkowo wydarzenie mało znane miejskiej społeczności – wykopki. Wykopki, można by rzec, nic nadzwyczajnego, gdyby nie to, że uprawą ziemniaka pierwszy raz w życiu zajęła się nasza koleżanka Wanda. A zajęła się, tak jak na mieszczucha z domkiem letniskowym przystało. Gdzie on rośnie, niech nie wie żadne leśne zwierzę, ani żaden amator młodych pyrków. A tak naprawdę, to łęty w ogóle nie przypominają urodą hołubionych przez nią kwiatków, więc i wegetacja została pozostawiona na łaskę i niełaskę chwastów. Odnalezienie okopowych wśród chaszczy nastręczyło nam, miejskim „parobkom” trochę kłopotów. Dobrze, że wynalazek mnichów dawał nam ochłodę i wyostrzał wzrok w takich przypadkach. Do tego stopnia, że odnalezienie kozaków, kani a nawet dwóch prawdziwków na pobliskiej łące i w zagajniku nie stanowiło żadnego problemu. I niech nikt nie mówi, że napój z pianką jest niedobry, albo może szkodliwy. Obiad na łonie natury był niczym śniadanie u Tiffany’ego. Takie posiłki zapamiętuje się na długo zwłaszcza, gdy przyrządzone są z płodów rolnych wcześniej w ciężkim znoju ziemi odebrane.

Spodobała mi się fraszka chyba na dzisiejsze czasy „budownictwa cel – trzy miliony cel” . Ciekawe czy wpisuje się ona w temat wykop(k)ów i nie koniecznie ziemniaków, a na przykład „buraków”? Pozdrawiam i mam nadzieję, że obecną jesień będziemy mile wspominać. I spodziewam się, że nie tylko przyroda ubierze się w piękne kolory, jak już można to zauważyć, ale i przyszłość nabierze pozytywnych barw, bez potrzeby zakładania różowych okularów. Do następnego spotkania.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (6)

Skok w bok

Zbliża się kalendarzowa jesień, a aura wcale nie przypomina końca lata. Obowiązki rodzinne, a od tych nie ma odwołania, zaprowadziły nas do Lądka Zdroju . Deszczowa prognoza na ten dzień odstraszyła nas od zdobywania Śnieżnika pomimo zachęty bliskości celu. Ale na wszelki wypadek osprzęt do górskich wypraw zapakowaliśmy do bagażnika. Lądek Zdrój robi wrażenie miejsca, które jakby przypomniało sobie, że jest nie tylko uzdrowiskiem, ale wcale ładnym miastem, jakich na Dolnym Śląsku nie brakuje. Widać to zwłaszcza w centrum, gdzie z dużym rozmachem kamieniczki poddawane są gruntownej renowacji. Będzie zapewne tak pięknie jak można zobaczyć Lądek na starych fotografiach ze stron regionu. Piękna łaźnia centrum uzdrowiskowego zbudowana chyba na wzór łaźni starożytnego Rzymu, stała się inspiracją do wykonania przez Dorotę kolczyków o podobnym charakterze.

  • kolczyki.jpg
  • łazienki 2.jpg
  • łazienki3.jpg
  • łazienki 4.jpg

Ciekawe tylko, dlaczego brukarstwo nie pobudziło jej artystycznie?

Zachmurzone niebo z przebijającym się od czasu do czasu słońcem, nie zachęciło do podjęcia trampingu na szlakach masywu Śnieżnika. Bliskość granicy i prosty dojazd do niej, był niczym skok w bok. Stąd, granicznym szlakiem zaryzykowaliśmy krótki spacer na jakąś Borówkową (Boruvkowa hora). Osiągnięty cel przekroczył możliwe oczekiwania związane z jednym z wielu punktów na mapie. Marzenie wzniesienia się ponad drzewostan zarastający prawie wszystkie szczyty w Sudetach, tutaj na Borówkowej w Złotych Górach zostało spełnione ponad miarę. Słowami nie da się tego opisać, to trzeba samemu zobaczyć i przeżyć. Teraz już wiem, dlaczego temat skoku w bok jest ulubionym motywem ludzi sztuki, a w dobie serialowych tasiemców, prawie każdego scenarzysty. Wrażenia z tej góry i przełęczy lądeckiej, gdzie zaparkowaliśmy, oraz z Jaskini Radochowskiej odwiedzonej w drodze powrotnej do domu, prezentuję na załączonym filmie. Region Ziemi Kłodzkiej po latach marazmu budowlano-remontowego zaczyna nabierać barw odświeżanych elewacji i nie tylko. Krótkie klipy z Lądka-Zdroju i z Kłodzka zamieszczam na przygotowywanej googlowskiej mapie z naszych wizyt, które rejestrowałem na kamerze i aparatem fotograficznym.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (3)

Dary, dary lasu…

Gdy przyszedłem na świat, a było to ponad 50 lat temu, był on dla mnie normalny. Bawiąc się z rówieśnikami, byłem szczęśliwy nie znając innego „nienormalnego” świata. Po dziesiątkach lat, z własnego doświadczenia i z najnowszej historii dowiedziałem się o ciemnej stronie czasu mego dziecięctwa. Dlatego też zaczynają targać mą duszą niepokoje, gdy słyszę słowa o „przywracaniu normalności” i czasach nadziei zmian jako straconych latach przemian. Czyżbym źle odczytywał karty historii, słysząc te słowa od ludzi, którzy też wzrastali tak jak ja w tej „normalności”?
Zawsze interesowałem się postępem i nie tylko technicznym. Ciekawiła mnie też przeszłość. Tak jak staram się unowocześnić swoją stronę, tak samo jestem zainteresowany w zmianach życia społecznego, aby iść do przodu. Z historii uczyć się gdzie grunt jest grząski i śliski, a gdzie twarda skała, na której można budować nowe i nowoczesne.
Tyle dygresji nie na temat.
Szykując się do jesiennego zdobycia Śnieżnika, zachwalanego miejsca Sudetów, okazało się, że pod samym nosem mamy skarby. Niepewna pogoda początku września, skierowała mój wzrok na bliższe miejscu zamieszkania wzniesienie „Wołowiec”. Jak to możliwe, że do tej pory nie wspięliśmy się na tę górę, mogę to wytłumaczyć zaślepieniem związanym z przysłowiem – „cudze chwalicie, swego nie znacie…”. Ale myślę też, że nie bez znaczenia była bliskość dzielnicy „Podgórze”, która to w owym „normalnym” czasie, nie należała do przyjaznych dla chłopaków z dzielnic północnych Wałbrzycha. Prawdopodobnie także koleżanki licealne, między innymi Bogusia, nie były zainteresowane w wyprowadzaniu się na manowce na tę górę przez takiego kolegę jak ja. (Nie wiem, kto teraz powinien żałować).
Ciekawe jest to, że na około 130 000 mieszkańców Wałbrzycha i wolną niedzielę, na szlaku spotkaliśmy tylko dwóch grzybiarzy. Ale też skorzystaliśmy z łaskawości natury i odebraliśmy zgodnie tekstem piosenki Ryszarda Rynkowskiego, „dary, dary lasu…. i coś tam dalej”. Ładna piosenka i oddaje nasze przeżycia na trasie. Zapraszam na skrót z tej wyprawy.

Uważny obserwator zauważył nie zawsze uśmiechniętą twarz Doroty. Mogę wszystkich zapewnić, że uśmiech wrócił na jej lico. Sprawił to miniaturowy Sznaucer maskotka, którą samodzielnie wykonała z kolorowych kryształków. Z takim pieskiem to i ja chętnie się pobawię.

piesek1.jpg

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (2)

Wycieczki sierpniowe

Pełnia kalendarzowego lata, zjawiska atmosferyczne niczym z krajów objętych atakami huraganów. W telewizji słychać polityków pogróżki, a ja po gruszki muszę iść do ogrodu, bo pospadały po nocnej burzy. Moje słabe obycie w polityce skutkuje tym, że to wszystko mam głęboko w od… . Intuicja i analityczne przeglądanie prognoz pogody, pozwoliło nam wstrzelić się w sprzyjającą aurę dla niezaplanowanych wypadów. Temat wycieczek powtarza się niezmiennie. Las, góry pozwalające na zdobycie szczytu, zmęczenie mięśni, słoneczko na wygrzanie kości i poprawę koloru karnacji, zbiór płodów runa leśnego, nasycenie wrażeń widokami, przechadzka po okolicznych miejscowościach z uwzględnieniem przeglądu interesującej architektury. Dolny Śląsk w tej części regionu jest pełen ciekawych obiektów turystycznych. Tylko w porównaniu z zagospodarowaniem takich u sąsiadów zza południowej granicy, wypadają po naszej stronie, dość blado. Moim marzeniem jest, aby w Wałbrzychu, który stał na węglu kamiennym, położono kamień węgielny pod inwestycje rozwijające ten region i żeby atrakcją nie był fetorek siarkowodoru wypływającego z nie wiadomo skąd.Poniżej innowacyjnie próbuję zaprezentować na google-mapie nasze mniej lub bardziej udane spacery po okolicznych stronach. Ciekaw jestem Waszego odbioru takiej formy prezentacji. Zaznaczam, że nie wszystko działa jakbym sobie życzył, ale google nie udostępnia wszystkich wariantów przekierowań. Życzę miłej zabawy i podpowiedzi na nowe pomysły.


Pokaż w dużym oknie

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (2)

Wakacje

grzyby.jpg

1 sierpień. Data, która wywołuje wiele skojarzeń. Dla młodzieży i jej „gnębicieli”, to już niestety połowa wypoczynku. Dla bardziej dojrzałych osób, to rozpoczynający się miesiąc trzeźwości – zalecany przez znających się na rzeczy. Dla doświadczonych okrucieństwem wojen, to rocznica tragicznego w stratach ludzkich i materialnych „Powstania Warszawskiego”. I tu mała dygresja-osobiście nie mam pojęcia o cierpieniu wojennym, ale w dzisiejszej rzeczywistości wolę takich przywódców, którzy bez chwalebnego rozlewu krwi potrafią uzyskać dla mnie i narodu wymarzoną wolność. Pomimo, że nie czuję się nie być patriotą, to nie rajcuje mnie opłakiwanie bohaterstwa moich bliskich i nawet przy salwach honorowych odbierać pośmiertnie ordery za polityczne znaczenie utraty najwyższej wartości, życia *. Bo przecież życie jest piękne. Każde wakacje to dokumentują, nawet te pochmurne. Wiadomym jest powszechnie, że po dniach chmurnych przychodzą pogodne, słoneczne. Takie też są w roku bieżącym. Z Małgosią preferujemy spokojne miejsca. Las, małe i spokojne miasteczka, nie przeludnione plaże, średniej klasy hoteliki z wyglądu „kurniki”.
hotel_przod.jpg

widok od frontu

hotel_tyl.jpg

widok z tyłu

W tym roku nie mamy zaplanowanych konkretnych wakacji. Tak jak niespodziewane są wydarzenia w życiu codziennym, tak też spontanicznie wypoczywamy (choć nie wiem po czym, chyba z przyzwyczajenia).
las.jpgwoda.jpg

Jednym ze zdarzeń było plażowanie. Efekt mojego spotkania ze słońcem zaowocował twórczością poetycką, której fragment zamieszczam.

Tytuł – “Nie chcę”

Leżę na plaży
Słońce mocno dzisiaj praży
Łydki spieczone
Usta zimnego piwa spragnione
Cień spod nóg mi ucieka
Małgosia w jeziorze na mnie czeka
Lecz nie zamierzam wejść do zimnej wody
Dziś nie skorzystam z takiej ochłody
Pójdę do sklepu wypiję piwo ciepłe
Bo uschnąć z przegrzania na wakacjach nie chcę

Kanikuła letnia to sezon ogórkowy. Wydarzenia jak to w życiu: Siostra Asia została jubileuszową babcią.

babcia 0.jpg

babcia 1.jpg

babcia 2.jpg

babcia 3.jpg

Jubileusz obszedł też, ale zaocznie, szwagier Marek (myślę, że co się odwlecze to nie uciecze).
Jacek kupił dom, Darek postawił mały domek dla gości (drzewiej nazywany domkiem ogrodnika lub schadzek), będący preludium budowy dworku w Bieszczadach, tak myślę. Janusz objął parafię, w Australii pada i jest zimno (chyba tylko 9 stopni plus, marzną tam okropnie), siostra Ania wypoczywa z dziećmi nad morzem, brat kisi się na 8 piętrzę, Małgosia z Mirkiem kończą budowę domu (mam nadzieję, że się nie wykończą)

budowa0.jpg

bbudowa1.jpg

budowa2.jpg

budowa3.jpg

dwaj sąsiedzi jeżdżą na rowerach, a ja jeszcze nie. A już chyba pora przesiąść się z czterech na dwa kółka.

Ta…sezon ogórkowy. Żadnych zdarzeń podnoszących adrenalinę. Nic tylko by „czytać” i „czytać”. A może by tak „Ferdydurkę”? (Może ktoś z Was zaproponuje recepturę. Ciekawe, jaki miałaby smak?)

Zgodnie z tradycją zamieszczam poniżej krótką impresję z naszego wakacyjnego wypadu.

* Irak, Afganistan, Bałkany, Bliski Wschód itd.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (5)

Różnorodność

Jesiennie zaczęło się lato, w przeciwieństwie do wiosny. Ale już po trzech tygodniach nadeszły gwałtowne afrykańskie upały i nie pozwalają swobodnie oddychać. Taka zmienność w aurze rodzi zmiany w przyrodzie, a tym samym życie staje się ciekawsze i urozmaicone. Wystarczy przyglądnąć się dokonaniom postępu technicznego, aby stwierdzić, że zmiany na lepsze są wynikiem konkurencji, czyli różnym oglądem rzeczywistości. Z historii Polski dowiadujemy się, iż nacja Lachów szczyciła się przez wieki tolerancją. Poszanowanie odmienności było chlubą naszego narodu. Szkoda, że obecnie w życiu społecznym i politycznym pomimo istnienia różnych światopoglądów, nie ma takiego, który przyznałby się i pogodził z faktem, że nie posiadł nieomylnej mądrości, a otoczenie wcale nie jest jednolite. Szkoda, że inne poglądy są mylone z wrogością i bezczelnym atakiem. Ostatnio zasłyszałem, różnorodną treść patriotycznych maksym Polaków: „Bóg, Horror, Ojczyzna” albo też „Bóg, Honorarium, Ojczyzna“. Czy takie zmiany w ideologii rodzić będą dobro Polski? Powątpiewam.
Przykładami różnorodności, które nadają piękno środowisku, są widoki z dowolnego szczytu góry. Ale to cechy świata przyrody.( Oby nikomu nie przyszło do głowy robić w tej materii „porządku”). Albo urok kamieniczek i innych budowli na starówkach naszych miast, zachwycają i gdyby nie plomby i poprawki „jedynie słusznego budownictwa” z czasów minionej epoki (czy aby na pewno minionej?), czar tych miejsc byłby pełniejszy. Szkoda, że osiedlowe sypialnie mają charakter japońskich, tanich hoteli. Może kiedyś współcześni architekci ściągną z oczu różowe okulary i …?
W czasie poszukiwań synonimów słowa „różnorodność” znalazłem fragment na ten temat.
Co napędza zróżnicowany świat?…
Okazuje się, że nic nowego nie odkryłem, w takim razie nie będę więcej się wymądrzał i zapraszam na spacerek „architektoniczny” z paru miejsc i miejscowości, które jesiennego początku lata zwiedziliśmy. Tam, gdzie dostrzeżono piękno w różnorodności, tam dzieje się coś ciekawego i zachęcającego do odwiedzin.

Dla zróżnicowania wrażeń smakowych, ponownie upiekłem paluszki z kminkiem. Potwierdzeniem, że są pyszne jest spożycie ich w ilości więcej niż jeden przez moją osobistą teściową. A to jest chyba potwierdzenie najwyższej wagi. Dla zaciekawionych i chętnych do posmakowania zamieszczam przepis . Dodam, że receptura jest mojego autorstwa oparta na pomyłkach z odczytem książki kucharskiej. Smacznego.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comment (1)

Poziomki

Właśnie skończył się jeden z milszych okresów w okresowym układzie, ale nie pierwiastków, lecz pór roku. Zakończyła się wiosna. Ale na pocieszenie zaczęło lato, w przeciwieństwie do rozpoczynającej się zimy na antypodach. Trzymajcie się ciepło Australijczycy.
Życie ucieka jak krajobraz zza szyb pędzącego pociągu. I szkoda, że tyle obrazów nie zdążymy w tym biegu obejrzeć. A przecież widoki te dalekie i te bliskie są bardzo interesujące. Coś wybrać trzeba. Tych dalekich jest tak dużo, że tysięcy lat nie starczyłoby, aby nasycić oczy i inne zmysły pięknem i smakiem, kulturą i obyczajami, fauną i florą miejsc, które chętnie zwiedziłoby się. Programy różnych telewizji, zajmujących się na szczęście tematyką przyrodniczo-geograficzną (i na te warto poświęcić trochę czasu), przybliżają te nieosiągalne miejsca. Ale też i tych bliskich jest spora ilość i też nie mało czasu potrzeba, na odwiedzenie zakątków bliższej okolicy. Dylemat zawsze będzie istniał. Czy raz w roku na szybkiego wygrzać ciało w Egipcie lub Tunezji, czy delektować się obrazkami okolicznej ziemi?. Nie będę rozwijał dalej tej myśli, bo niedosyt oglądu starożytnych ruin może być tak wielki, że możliwość ponownego powrotu w tamte rejony dopiero w następnym roku, może wywołać niekorzystne zmiany w psychice turysty. Wolę w takim razie mieć możliwość łatwego dostępu do tego, co mnie zachwyca i co jest dla mnie osiągalne. Dlatego też wolne chwile wykorzystuję z familią na ładowaniu pozytywnych emocji w obszarze okolic Polski południowej.
Ostatnio zaliczyliśmy dwie trasy i dwie wizyty. Zgodnie z postulatem, jaki sam postawiłem, z rzutu na mapę wybrałem trasę w okolicach Kowar. Szlak niebieski łączył się z czerwonym, a powrót zielonym i trochę polną drogą. Zapomniałem tylko popatrzeć na skalę. A tak po prawdzie, to trochę więcej zapomniałem. Po dojeździe do Bukowca stwierdziłem, że jako turyści, jesteśmy ślepi. Mapy zostały na stole. W całej wsi nie ma ani jednego punktu, w którym można byłoby zaopatrzyć się w ten niezbędnik. A jest to obszar Rudaw Janowickich. Od czasu do czasu przeglądam się w lustrze i szukam na mej gębie „uroku osobistego”. On to chyba sprawił, że pan odpoczywający na leżaczku był tak miły, że przywołał swoją małżonkę, a ta przyjazna osoba wyszperała w zakątkach domu całkiem przyzwoite wydanie kartograficzne tej okolicy. Trasa okazała się mniej ciekawa od poprzednich i przyszłych wypraw (mam taką nadzieję), bo była bardzo wyczerpująca fizycznie i premii widokowych niezbyt wiele. Dodatkowo pewne obszary lasu trąciły dziwnie nieprzyjemnym aromatem. Nielicznymi ciekawostkami są: akt osiemnastowiecznego wandalizmu, „wyśrubowane” drzewa, jagody o tej porze roku. Zauważyłem też ciekawy element trasy, którą się przemieszczaliśmy. Na zboczu góry, trawers szlaku umocniony był materiałem rodzimym, tak jakby drzewiej wędrowały tędy liczne zastępy „praturystów”. Nie mogę sobie wyobrazić dzisiejszych decydentów, aby takie udogodnienia fundowali amatorom widoczków. Na załączonym filmiku możecie obejrzeć jak ta wędrówka wyglądała i jej zakończenie w Kowarach, miasteczku tak ładnym jak Trutnow. Tylko mieszkańcy szukają czegoś w górze zapominając o spojrzeniu pod nogi.

Druga ekspedycja wiązała się z frustracją wywołaną poprzednią. Ale wybór trasy okazał się strzałem w dziesiątkę. Kierunek Mieroszów, zaraz za Wałbrzychem. Góra ma nazwę Stożek Wielki. Gęstość poziomic w Unisławiu zniechęca takich „herosów” jak ja, do próby zdobycia wierzchołka, zwłaszcza, że starsze mapy nie wskazywały żadnej trasy na ten szczyt. Na szczęście, nowsze uwidaczniają żółty kierunek poprzez Stożek Mały (góra przed tą większą od strony Sokołowska – nie doinwestowanej „perły” Gór Kamiennych). Z samego centrum kurortu wiedzie droga do celu naszej wyprawy. Godzina niezbyt forsownego wchodzenia i spełnienie celu ekspedycji. Wrażenia tak zapierające dech w piersiach, że…. wałówkę zjadamy na platformie widokowej, pomimo istnienia zachęcającej stołówki poniżej.
W drodze powrotnej wynajdujemy te „skarby” lasu, które coraz trudniej będzie pokazać następnym pokoleniom np. tytułowe poziomki. Podobnie, jak coraz trudniej na wsi znaleźć krowę na pastwisku, że nie wspomnę o świniach (sam nigdy nie widziałem, informacje znane mi z baśni o świniopasach).

Ze „służbowej” delegacji (odwoziłem teściową na wczasy do sanatorium) dedykuję bratu, siostrze i szwagrowi z Żor oraz koleżance Iwonce trzeci filmik z Kudowy Zdroju. Zmiany w tym uzdrowisku przypominają rok 2011, czyli końcówkę przygotowań do „EURO” w tej części kraju, która będzie organizować infrastrukturę mistrzostw.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comment (1)

Nagroda

Już po maturze. Czekamy na wyniki bez emocji. Liczymy mniej więcej na 80%. Dalej wybór padł na nauki ścisłe. Papiery składać będziemy na Politechnikę. Wprowadzone domyślne „my” oznacza ciągłość genetyczną, czyli dumę każdego ojca. Wykorzystując naturalną przerwę pomaturalną przed długimi wakacjami, oraz sprzyjającą pogodę, realizujemy turystyczne założenie z okresu zimowego. Tym razem padło na okolice Marciszowa. Dokładnie trzy kolorowe jeziorka i szczyt Wielkiej Kopy. Miejsce bardzo ładne i bardzo ciekawe. Nazwa jeziorek dokładnie oddaje ich barwę. „Purpurowe” inaczej zwane „Czerwone” ma barwę w tym kolorze. „Błękitne” też jest w odcieniu niebieskim. I nawet trzecie „Zielony Stawek” ma zielone dno, czyli rośnie gdzieniegdzie na nim trawa, bo w tym okresie jest wyschnięte. I tylko wyobraźnią widzę zieloną rzęsę na powierzchni, gdy jest wypełnione wodą. Dalej spokojnym krokiem w ciągu godziny dochodzimy do szczytu. Tu otrzymujemy to, o co wszyscy wytężający swe siły wdrapują się na takie miejsca. Nagrodą jest zawsze zapierający widok na okoliczny teren, aż po krańce horyzontu. Krańce sięgające dziesiątek kilometrów, zwłaszcza przy pięknej pogodzie i przy wyższym szczycie. Taki widok ma chyba coś wspólnego z bytnością w niebie, stąd nie dziwię się ludziom narażającym nawet swe życie, wspinając się na wierzchołki Tatr, Alp czy też Himalajów. Co prawda, w tym życiu to tylko pooglądam fotografie z niedostępnych dla mnie miejsc. Ale i tak przy osobistym zmęczeniu i osiągnięciu jakiegoś wierzchołka, gratyfikacja mnie nie ominie.
Rośnie jednak problem. Otóż te szczyty, które z udziałem pięćdziesięciolatków i starszych, można zdobyć, zarastają coraz wyżej pnącym się drzewostanem. Zauważyłem, że większość zdobytych przeze mnie pików obrasta młodnikami. A domyślam się, iż nie są to tylko samosiejki, ale też wynik pracy leśników, tak jakby zależało im na zasłonięciu wierzchołka. Ale dlaczego?. Może nie lubią turystów?. Tego nie wiem i nie mam na to wytłumaczenia.
Wracając z Wielkiej Kopy, chciałem jak zwykle zmienić trasę i w konsekwencji może gdzieś zbłądzić. Jednak na mapie nie znalazłem takiego szlaku, którym moglibyśmy wrócić inną drogą, niż tą, którą tu doszliśmy. Analizując kolory tras i ich przebieg doszedłem do wniosku, że struktura marszrut nie uwzględnia w ogóle współczesnego, zmotoryzowanego, niedzielnego „pseudo turysty”.
W epoce przed-motoryzacyjnej i przed-telewizyjnej, turysta dojeżdżał pociągiem lub innym konio-podobnym środkiem, w pobliże ciekawego miejsca z namalowanymi na drzewach kolorowymi paskami i szedł przed siebie od jednego schroniska do następnego. Po jakichś paru miesiącach docierał do końca swej eskapady, wsiadał do pociągu i chwalił się wszystkim, że prawdziwy turysta nigdy nie wraca tym samym szlakiem. I ta opinia funkcjonuje do dziś – niestety. A jak tu nie wracać tą samą ścieżką, skoro na parkingu pod lasem, zostawiliśmy nasze ukochane cztery kółka.
Jak już w poprzednich relacjach opisywałem, turystów ciągnących prosto przed siebie jest chyba znikoma ilość, bo długie szlaki zarastają wysoką trawą. Nieliczne schroniska prosperują jedynie na „markowo-turystycznie” ubranych osobnikach, podjeżdżających furami pod sam obiekt.
W związku z taką sytuacją, pragnę podjąć inicjatywę i wraz z chętnymi opracować na bazie szlaków już istniejących, trasy powrotne do miejsc parkingowych dla turystów „jednego dnia”. Ścieżki te mogłyby przebiegać mniej atrakcyjnymi obszarami wykorzystując dukty służb leśnych. Trasy te miałyby być podobne do tworzonych obecnie tras rowerowych dla użytkowników tzw. „górali”, ale o długości nie przekraczającej połowy dnia deptania.
Opracowane przebiegi tras prezentowane byłyby na tej lub specjalnie założonej stronie
o takich wycieczkach. Po wydrukowaniu szczegółowej mapki, każdy niedzielny kierowca wraz z rodzinką, mógłby miło podreptać pieszo po wskazanych okolicach. Myślę, że ten pomysł jest wart rozpowszechniania i włączenia instytucji powołanej do propagowania turystyki, czyli PTTK.
Z pozdrowieniem na letnie wypady

Grzegorz z rodziną.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (4)

Trutnov

Pozytywna ocena zdolności literackich, jakie próbują przypisać mi brat z siostrą, są dla mnie niewiarygodne, ponieważ to ścisłowcy. W jednym ostatnich z komentarzy, jak wynika z wiedzy o moich grafomańskich umiejętnościach z czasów licealnych, tajemnicza koleżanka z ław klasowych zdobyła się na wysoką notę moich wynurzeń. Ze skąpych informacji o sobie, nie wiem czy jej opinia może być dla mnie miarodajna. A może ona też z tych lepiej liczących niż „wodę” lejących? Osobiście chciałbym ładnie i przyjemnie dla czytelnika pisać. A, że sam nie lubię długich tekstów i takimi nie chciałbym nikogo obdarowywać, to najchętniej tworzyłbym poezję.
Wiersz to myśl ubrana w słowa. Najlepiej, aby myśl była jak ładna dziewczyna, a słowa skąpym, acz gustownym odzieniem na niej. Wtedy wiersz wszystkim na pewno by się podobał. I tak jak obraz dziewczęcia zostaje w pamięci, tak i przesłanie poezji też się utrwala. Niestety me myśli są prostackie, a zasób słów ubożuchny. Stąd też nie spodziewam się wielkiej poczytności moich zwierzeń. Staram się opisy w większości zastąpić nowoczesną poetyką, jaką jest fotografia i film. I mam nadzieję, że tymi środkami zachęcę do odbioru mojego postrzegania świata i zdarzających się przygód. Wszak niektórzy mi zazdroszczą.

Rozwój techniki motoryzacyjnej pozwala na łatwe przemieszczanie się w dowolne miejsce, w dowolnym czasie i w dowolnym kierunku oraz na dowolną odległość. Podobnie było drzewiej (moje ulubione słowo), wystarczyło „wsiąść do pociągu byle jakiego, nie dbać o bagaż, nie dbać o bilet…” (autor nie uwzględnił ówczesnych realiów, tak pięknie niestety nie było). Wejście do UE jeszcze bardziej rozszerzyło możliwości turystyczne szarego obywatela.

Niedziela 20 maja, temperatura lipcowa, południe, mały prowiant i jedziemy przed siebie. Wstępny plan to łono natury. Bardziej szczegółowo określał rezerwat Kruczy Kamień koło Lubawki. Nie wiadomo, jakim sposobem samochód sam zajechał na przejście graniczne. Miły uśmiech celników i chcąc nie chcąc zatrzymujemy się pod „Lidlem” w Trutnov. Dziwne miasto. Dla mnie dziwne. W tak słoneczny dzień czyściutkie ulice, przystrzyżone trawniki, ładnie odnowione elewacje i co najważniejsze nie obmalowane w graffiti, tworzą atmosferę miasta z planu jakiegoś filmu. Sklepy pozamykane. Czynne tylko punkty z lodami i ogródki piwne. Kto zna efekt wiszącej wary, ten wie jak się czułem nie mając ani jednej korony. (Tu dygresja- zamarzyło mi się, abyśmy już byli w strefie euro). Od czasu do czasu przejedzie jakaś stara „skoda”. Trochę gości, w większości porozumiewających się znaną nam polszczyzną. A tak cisza i spokój. Jednym słowem wyludnione miasteczko. I zaraz domysły. Czy Czesi nie mają pracy i z nudów cały tydzień tylko sprzątają swoje miasto. A może klimat u nich inny i trawa taka skarłowaciała i posłusznie rośnie, a deszcze nie ociekają po elewacjach. Na asfalcie ulic widać, że jak znajdą małą dziurkę, zaraz zalewają ją z lekkim nadmiarem, jakby nie mogli poczekać, aż przyjmie rozmiary całego auta. Domyślam się, że oni z pewnością nie mają takich poważnych zajęć jak my. Wnioskuję, że są gorsi od nas w szukaniu haków w archiwach. Chciałbym, aby chociaż Dolnoślązacy byli tak dziwnymi ludźmi w porządkowaniu swojego otoczenia. Ale to tylko marzenia. Polacy niestety mają inne priorytety.

Prawdziwy turysta nigdy nie wraca tym samym szlakiem, więc i my w drogę powrotną udaliśmy się do Małej Upy na przejście na przełęczy Okraj. Tutaj też spotkaliśmy „dziwnych” Czechów. Oni na prawdę nie mają poważnych problemów. Zaczynam chyba rozumieć, dlaczego tylko Czesi potrafią zrobić czeski film. Zapraszam na film, ale nie czeski, tak myślę.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (8)

Ma(j)tura

Wokół tyle się dzieje. Czy zmienią się dzieje?… Wszak historia lubi się powtarzać.
I znów moja Małgosia ogranicza mi „twórcze” rozważania nad losem Polski, Polaka i emeryta w dodatku. Nad niedolą bytu w trzeciej i czwartej RP. Nad wszystkimi zgrabnie spisanymi oświadczeniami, które teraz jedynie do pieca. Nad wydarzeniami we wspólnocie europejskiej. Nad pustą dysputą polityków i komentatorów. Nad rozwojem i zastojem gospodarczym. Nad zatrudnieniem i przeludnieniem (w ościennych krajach). Nad siłowym uszczęśliwianiem obywatela… Nie pozwala no i już. Pewnie nie tylko mnie to spotyka. No cóż, pewnie rację ma. Na pewno ma!!! Kobieta zawsze ma rację, a zwłaszcza żona (patrz punkt 1 „regulaminu pracy”). Toż to marnowanie czasu w przygodzie życia. Przecież nie zostanę na „drugie życie, jak na drugi rok w tej samej klasie”, aby odrobić to, co zgubione. Z rozsądku rozmyślam, więc nad ciągotą mą do tych łąk umajonych, do tych lasów ocienionych, do strumyka szemrzącego w górach, fiołków pachnących, szyszek aromatyzujących. Chciałaby dusza do lasu, a …. Czekam, aż Dorotka zda maturę i aura znów osiągnie wlaściwe wskaźniki, a wtedy zza drzwi usłyszycie: „nikto nie je doma”. Weźmiemy kanapki i w lesie zjemy je.
To trzytygodniowe oczekiwanie na ostatni egzamin, skłania do refleksji nad czasem mych lat szkolnych, czyli kawalerskich. A może były to czasy kawalarskie, tak w każdym razie wypominają mi moje ekscesy koleżanki z ław lekcyjnych oraz Małgosia wtenczas narzeczona. Wstyd się przyznać, ale w owym czasie nie byłem zbyt pilnym czytelnikiem lektur i innych pozycji literackich. Ale był to wybór świadomy. Nie z lenistwa, ale z wrażliwości. Otóż po przeczytaniu jakiejkolwiek książki, analizowałem przygody bohaterów i porównywałem je ze swoimi przeżyciami. W tej konfrontacji moje życie młodego człowieka wydawało mi się szare, nudne, bez momentów. W ogóle bezbarwne jak telewizja w tamtych latach. Ogarnęła mnie złość i postanowiłem przygody we własnym życiu znajdować , a nie tracić czas na śledzenie poczynań i zazdroszczenie postaciom ich ciekawych losów. Postaciom często wyimaginowanym. Skoro przygoda to i wyszukane poczynania. Stąd też wygłupy, jakie wyczyniałem, mogły być podobne lub nieudolnie naśladowane właśnie z literatury pięknej. Ta przekora została mi do tej pory. Nie znoszę śledzenia losów bohaterów jakiegokolwiek serialu z ciągłością akcji. Nawet pomimo beznadziejności i nijakości ich losów. A może właśnie, dlatego. Obce, wymyślone, nieprawdopodobne w ilości różnych zdarzeń losy postaci, często nieudolnie grane przez młodych aktorów, wręcz mnie irytują. Szkoda mi tylko tych aktorów, nie rozwijają swojego jeszcze nikłego talentu.
Taka postawa wcale nie oznacza, że ze sztuką nie obcuję. Ale też i mam kłopot z akceptacją współczesnych twórców. Ostatnio byliśmy z Małgosią na premierze w Wałbrzyskim Teatrze Dramatycznym . Gra aktorów dobra, godna polecenia, natomiast tekst młodego autora, obfitował w ciąg słów, które ja już coraz mniej obficie słyszę na ulicy (prawdopodobnie, dlatego że to karalne), a które w tej sztuce mogłyby być zastąpione takimi, jakie w przybytku sztuki chciałbym usłyszeć. I z pewnością utwór nie strąciłby na wartości, a kto wie czy właśnie by nie zyskał. Obcowanie z Melpomeną doprowadziło do spotkania trzech sióstr i obejrzenia „Trzech sióstr” we Wrocławskim Teatrze Polskim.

trzy.jpg

Żeby nie zakłócać tej harmonii i symetrii, zrezygnowałem z możliwości spotkania ze szwagrami i “poczytania”. A propos czytania:

Wywiad z bacą:
- Baco jak wygląda wasz dzień pracy?
- Rano wyprowadzam owce wyciągam flaszkę i piję…
- Baco ten wywiad będą czytać dzieci. Zamiast flaszka mówcie książka.
- Dobra. Rano wyprowadzam owce wyciągam książkę i czytam. W południe przychodzi Jędrek ze swoją książką i razem czytamy jego książkę. Po południu idziemy do księgarni i kupujemy dwie książki, które czytamy do wieczora. A wieczorem idziemy do Franka i tam czytamy jego rękopisy.

Mogę się pochwalić, że też „napisałem” aromatyczny rękopis. Może nie każdy akceptuje ten smak, ale zapewniam, że zioła dobrze wpływają na zdrowie. Nieosiągalna w naszych księgarniach – kminkówka. A, że pogoda sprzyja zakąsce, upiekłem dwie blachy paluszków, a wręcz paluchów- tak urosły. Oczywiście nie znajdując w szafce maku, nafaszerowałem je ulubionym przeze mnie, kminkiem. Wszystko to niestety znikło już po dwóch dniach. I tylko, dlatego że Dorota jeszcze nie zmieniła nawyków smakowych i nie podbierała nam zagrychy. Taki sam manewr z suchymi wyrobami, zrobiłem w czasach licealnych w celu uzyskania lepszych notowań u koleżanek. Nie musiałem zbierać znaczków ani kolekcjonować płyt, aby podbić niewieście serca.

Jeszcze raz a propos dawnych chwil: przeglądam materiały z czasów pierwszej kamery i następnych. Proszę o cierpliwość, obrabiam je na wersję nadającą się do strawienia i będę takie mini filmiki prezentował na tej stronie. Może komuś z Was zrobię frajdę, jak przypomni sobie czasy jeszcze nie tak dalece odległe, a jednak ciekawe, bo już historyczne. Ale też prezentować będę momenty współczesne, które dzieją się wokół mnie trzymającego kamerę . Zastanawiam się czy nie stworzyć podstrony „prawda czasu, prawda ekranu”. Co o tym myślicie? Z takim zapytaniem – Grzegorz.

.A to skrót majowych wypadów w las, ale bez Doroty. Będąc odpowiedzialna za swój przyszły los, nie skorzystała z naszej oferty.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (3)

Czas

Widok jaki pojawił się z mojego balkonu kwietniowego poranka. Obecnie jest już inaczej.

Czas, nie zrażając się żadnym wydarzeniem, płynie niezmiennie. My albo go gonimy, bo nam ucieka, albo jego wskazówki popychają nas do przodu wtedy, gdy chcielibyśmy, aby zwolnił. Możemy jedynie obserwować skutki jego płynięcia i tak uczestniczyć w jego działaniu, aby poczuć, że go nie zgubiliśmy. Każda istota bez wyjątku ma swój punkt na osi czasu, w którym przejdzie na drugą stronę. I wydaje mi się, że tajemnica, której wiedzą ludzką nie poznamy, tworzy klimat tego wydarzenia. Każdy z nas inaczej wyobraża sobie to nieuchronne doświadczenie, jedyne w naszym ziemskim życiu. Jeżeli dosięgnie osobę bliską naszemu sercu, która przed wyznaczoną datą cierpiała z powodu choroby i wiek był bliżej wyrażanej w życzeniach setki, to wraz z nią ( tak w każdym razie chcemy) odczuwamy pewnego rodzaju ulgę. I dni te mają szczególny charakter. Żałość miesza się z radością. Żal nam po stracie bliskiej osoby, a jednocześnie zadowolenie, że już nie cierpi. Jest to też jedyne wydarzenie gdzie wszyscy, którzy zostają tylko powiadomieni, przybywają na to ostatnie spotkanie znajdując w natłoku swoich zadań wolny czas. I nic to, że już nie uściskamy osoby żegnanej, ale wyczuwamy nieobserwowalne zadowolenie jej, gdy „widzi” jak bliscy jej żyjący spotykają się właśnie z jej powodu i ludzie ci cieszą się z tego spotkania. Ja tak to odczuwam i odbieram. Cieszę się i dziękuję opatrzności, że większość znajomych z mojego otoczenia, zostają sierotami będąc już w dojrzałym wieku. Chciałbym, aby i moi bliscy też mogli tak się cieszyć.
Są na naszej ziemi i to wcale nie rzadko, skrócenia czasu życia, które często nazywamy bezsensownymi. A to młody żołnierz ginie w Iraku, a to ktoś popełnia samobójstwo, inny ginie w wypadku samochodowym a jeszcze inni w wyniku kataklizmu czy nieuleczalnej choroby. Skoro nie znam tajemnicy „Pani Śmierci”, nie potrafię i nie określę czy ten czas dla tych osób był właściwy czy też nie. Życzyłbym każdemu, aby jego życie przebiegło zgodnie z rytmem, podobnym do przemian przyrody, jakie wyznaczają warunki tej planety. Reszta to tajemnica, którą przekraczamy naszą wiara.
Ostatnio pożegnaliśmy Ciocię Helę. Ciocia Hela tak pięknie zapisała się w pamięci bliskich, że dzieci widząc na klepsydrze imię “Helena” nie mogły skojarzyć ze znaną im ciocią. Poniżej przedstawiam skrót z tej uroczystości i fragment wspomnień.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (9)

Yellow River

Połowa kwietnia i piękna słoneczna pogoda skłoniła nas do dalszych ćwiczeń kondycji przed sezonem trampingu górskiego, który sobie z Małgosią obiecaliśmy. Niedzielny „skromny” spacer tempem piechura z dwoma browcami do Książa i z powrotem, to w przybliżeniu na oko około circa dziesięć i pół kilometra przedeptanych ścieżek. Ścieżek wokół jednej z pereł Dolnego Śląska – zamku Książ. Trasy spacerowe, których fragment prezentuję na poniższym filmie, są w rzeczywistości tak urocze, że niejedno miejsce na świecie nie może pochwalić się taką atrakcją. Urok tej trasy nie zmącił (tak mi się marzyło) widok Pełcznicy prześwitującej przez jeszcze goły o tej porze roku drzewostan. Rzeka, która powinna wzmacniać atrakcyjność turystyczną Wałbrzycha wraz z Książem, znów została zamieniona w płynącą ciecz o barwie koloru żółtego. Na szczęście, tym razem bez wydobywającego się aromatu, jaki zwykle dawało się wyczuć w tego typu zanieczyszczeniach. Styczniowy huragan „Cyryl” wyrządzając naprawdę bardzo duże zniszczenia drzewostanu w naszych wałbrzyskich lasach, był niewspółmiernie mniej szkodliwy niż gatunek żyjący w tych rejonach, a zwany dumnie człowiekiem.
Żółta rzeka może i z barwy ładnie wygląda. Był czas, gdy pojawiająca się czysta woda po paru latach oczyszczania się jej z czarnego koloru i smrodliwego zapachu (czyli po zamknięciu naszych ekonomicznie „opłacalnych” kopalń), napawała Wałbrzyszan optymizmem.
Dziś znów powstają wątpliwości, czy ta river zdąży bez opieki decydentów od gospodarki, a zwłaszcza wodnej, oczyścić się przed rozpoczęciem mistrzostw euro 2012. Mam wątpliwości, czy w te okolice uda się dotrzeć i kibicom, i turystom po nowych polskich autostradach i odnowionych drogach już bez dziur i dojrzeć czar tych miejsc i czyściutką wodę płynącą takim pięknym przełomem. Przyroda jak to widać wokoło, potrafi uporządkować świat, o ile gatunek homo nie będzie jej przeszkadzać. Ale też jest jakaś nadzieja, że wszyscy zajęci przygotowaniami do tak ważnego wydarzenia, zajmą właściwe stanowisko w sprawie gospodarki odpadami. (myślę o wszystkich odpadach znajdujących się w okolicznych lasach i płynących naszą walbrzyską „chlubą” – Pelcznicą. Z tak wielką nadzieją na dobre zmiany w myśleniu ludzkim, optymista z pesymistycznym spojrzeniem na dziś
Grzegorz

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (9)

Żabogranie

zaby3.jpg

W końcu temperatura uzyskała właściwą wartość dla takich „niedźwiadków” jak ja. Znów wybraliśmy się z Małgosią na wiosenny rekonesans do Szczawna przez wspomniane wcześniej Wzgórze Giedymina. I znów przyroda objawiła, a tym samym przypomniała nam, czym charakteryzuje się ten czas.

zaby2.jpg

Przyroda nie potrzebuje żadnych zapisów w ustawie ani nawet w konstytucji. Czas miłości z jej wszelkimi konsekwencjami jest motorem wszelkich poczynań i poczęć też. Parę ujęć z otoczenia w/w wzgórza najwyraźniej przedstawia i wskazuje jak powinniśmy zachowywać się dziś, jako jeden z gatunków systemu, ekosystemu.

Wydaje mi się, że po takich obrazkach nic dodać nic ująć (chyba, że macie inne zdanie na ten temat ).zaby1.jpg

Z pozdrowieniami świeży podglądacz przyrody i nie tylko – Grzegorz.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (2)

Wielki Tydzień

 wit_009.jpg

Wielki Tydzień zakończony Świętem Wielkiej Nocy jest tym czasem, na który oczekujemy z mniej lub bardziej czytelną refleksją, a niekiedy i z wewnętrznym niepokojem. Każdy z nas  zastanawia się nad swym bytem, bo te dni są przypomnieniem sensu wiary chrześcijan. Z okazji  tego święta składamy sobie wzajemnie życzenia, więc i ja składam życzenia, aby Zmartwychwstanie Chrystusa odbywało się w moim i Waszych sercach codziennie, a nie tylko w te ustalone kalendarzem dni. Życzę  spotkania się z Tajemnicą Pustego Grobu, znalezienia Odwagi takiej samej jak u Weroniki i Miłości wzorowanej na Maryi. Tego życzę sobie i Wam sympatykom tej strony.

Grzegorz

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (6)

Kaczki

Czwarta nad ranem…, a sen nie chce przyjść. Zaśpiewałbym bluesa, ale… . Oj ponarzekałbym trochę tak dla lepszego samopoczucia. Już nawet wypisałem swoje pretensje, jakie mam do kończącej się zimy, do polityki, do niektórych zwierzątek, chmurek na niebie, do dziur w jezdni, do siebie. Ale „autocenzura” mojej żony zakazała publikacji tak szkodliwych treści. Wyrażane opinie o otaczającym świecie mogą być tylko optymistyczne.
Skoro słoneczko cieplej zaświeciło, a powiew świeżego powietrza gdzieniegdzie miesza się z przyjemnym aromatem dymu z ogniska, które rozpalił jakiś nadgorliwy i niecierpliwy działkowicz. Skoro ziemia na ścieżkach nie jest błotnista i nieśmiało zieleń traw nabiera żywszej barwy, a gałęzie obrzmiewają zalążkami pąków, czas przeprowadzić rekonesans środowiska w bliskiej okolicy. Krótki spacer do Szczawna – Zdroju na skróty, czyli przez Wzgórze Gedymina, przypomina nam o jeszcze jednym ważnym aspekcie przychodzącej wiosny. Czas zalotów i kojarzenia się w pary (a mam na myśli tylko pary hetero) na przykładzie kaczek pływających po stawie (tylko proszę bez żadnych politycznych aluzji), które zarejestrowaliśmy kamerą, wywołał wspomnienie minionych lat. A będzie to ponad 35 z hakiem.

Ten obrazek natchnął nas optymizmem, że przyroda poradzi sobie z każdym problemem. Miłość zostawmy działaniu natury, a my starzy i młodzi tylko ją pielęgnujmy, tak samo jak potrafimy pielęgnować kwiatki, że nie wspomnę o nadgorliwej opiece nad innymi istotami. Ale schodząc na ziemię, zaczynam przeglądać mapy i przygotowuję na tę wiosnę, lato i jesień plany wypraw i eskapad. Zamierzam uskutecznić takie, aby nie tylko nacieszyć zmysły, ale przy tej okazji tak uszczuplić moja okrągłą figurę, żeby następna zima miała gdzie odkładać niezbędne (a może zbędne?) zapasy tłuszczu. Czego i Wam wszystkim tego samego życzę.
Grzegorz

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (5)

Menu

Nie spodziewałem się tak „spontanicznej" reakcji na temat „mojej teorii". Jedyny komentarz siostry, notabene matematyczki, która nie zrozumiała „trójkątury koła". Aniu odsyłam Cię do zagadnienia „kwadratury koła". Tego zagadnienia jeszcze nikt nie rozwiązał. A po za tym poczta pusta. Znajduję parę powodów, dlaczego jest taki odzew ( a miałem nadzieję na ostrą wymianę poglądów).
    Po pierwsze: brak zdjęć czy też filmu, spowodował zamknięcie wpisu, bo nie ma co obejrzeć, a czytać to nie będę, bo za długie. (dotyczy przeważnie „oglądaczy", a mam na myśli fanów seriali).
    Po drugie: co to za dyrdymały? Facetowi coś z głowy jeszcze nie wyparowało, nie ma po co angażować się w jakieś niedorzeczne dyskusje. Niech wytrzeźwieje i zacznie coś sensownego pisać, a jak nie, to lepiej niech nie pisze.
    Po trzecie: długość życia zawsze kojarzy się z efektem końcowym, czyli ze śmiercią, a to dla większości społeczeństwa temat tabu, a zwłaszcza, jeśli chodzi o własny zgon. Takie podejście wygląda mi na straszną obłudę. Wesolutko wyśpiewujemy sto lat, nawet dośpiewywujemy o trafieniu piorunem tych, co nie chcą toastu wznieść, a przecież określamy w ten sposób granicę ( przeważnie jubilata), żeby nie daj Bóg szczęśliwie ją przekroczył. Hipokryzja na najwyższym poziomie. Nawet lubimy jak to nam śpiewają, ale widać, że przesłanie to nie dociera do naszej świadomości. Przecież tak naprawdę uczestnicy takich biesiad życzą sobie nawzajem śmierci. Moim zdaniem to dobrze, że nie jesteśmy nieśmiertelni, bo co byśmy śpiewali solenizantom i jubilatom. Mam nadzieję, że tym stwierdzeniem wywołam oburzenie tych, co do tego miejsca doczytali.
    Po czwarte: od Mariana dowiedziałem się, że kiedyś o podobnej teorii czytał w jakimś czasopiśmie popularnonaukowym. W takim razie ze Sztokholmu nici, a dodatkowo wynika, że nie jestem odkrywczy, a nawet plagiator. Szkoda, a tak czekałem na konkretne argumenty i kontry, wszak taki był zamysł prowadzenia tej strony wyrażony w expose we wpisie „Remont strony ".
    Widać temat nie przyjął się, więc nie będę rozwijał tej teorii, pomimo zebranej dość sporej ilości dowodów. I wcale nie chodzi o osobiste.
Zauważyłem niepokojące mnie zjawisko warczenia. Nie chodzi o samochód, tylko o pary z długim, a także nawet z krótkim stażem małżeńskim. Zapatrzony w Małgosię i jej poczynania względem mojej skromnej osoby, byłem głuchy na te procesy otaczające nas zewsząd.
Statystyki zatrważająco potwierdzają moje obserwacje. Wzrost rozwodów będących rozwiązaniem problemów wcześniej zaślepionych partnerów, jest przyczynkiem mojej troski o obecnych i przyszłych antagonistów różnych płci. (Jednopłciowcy nie są obiektem mojego zainteresowania.)
Nie prowadziłem badań naukowych, ale z obserwacji wyciągam daleko idące wnioski. Otóż problem warczenia według mnie występuje przeważnie w tych rodzinach, gdzie zarządcą powierzchni mieszkalnej jest dodatek do rodziny czyli pies. I tu widzę potwierdzenie przysłowia „ z kim przystajesz takim się stajesz". A, że szczekanie wyraża tylko emocje przeważnie negatywne (nigdy nie doznałem osobiście miłego powitania mnie przez takiego współplemieńca podczas moich odwiedzin), stąd „rozmowy" owych par miedzy sobą, bardzo przypominają takie warczenie. Może zabrzmi to naiwnie, ale jednym z medykamentów na taką przypadłość jest skorzystanie z wiedzy ludowej, czyli przysłów. „ Przez żołądek do serca", oraz „ jak pies je to nie szczeka". Małgosia w pełni realizuje te recepty. Po pierwsze: przyjaciela człowieka (zaznaczam człowieka, a nie małżeństwa) nie mamy zamiaru  wprowadzać na dodatkowego członka naszego stadła, żebyśmy z czasem nie nauczyli się od niego nieartykułowanych dźwięków. Po drugie: żebym przypadkiem nie zaszczekał nieprzyjaźnie w jej stronę, przygotowuje mi i całej rodzinie taką oto karmę.

 menu1.jpg

menu2.jpg
menu3.jpg
menu4.jpg

 menu5.jpg

    Zapewniam, że każdy dzień jest tak urozmaicony i tylko wykorzystanie sprzętu fotograficznego do innych celów nie pozwala na utrwalanie różnorodnego menu dnia codziennego.Można zarzucić mi niekonsekwencję. Bo zdarzają się pary bez pieska w domu, a też potrafią warczeć na siebie do upadłego i odwrotnie. Widziałem takie miejsca, ale też widziałem jak piesek sąsiadów odwiedzał takie bezpieskie małżeństwa. (Wcale nie znaczy to, że bezdzietne). A po za tym wyjątki potwierdzają regułę, albo… piesek miał wadę szczekania.

No to teraz wzorem wpisu „spotkanie pod psem " oczekuję ostrych dementi zwłaszcza właścicieli i to obojga, największego przyjaciela człowieka – podkreślam: człowieka.

Zakochany w swojej żonie ("kundel") Grzegorz

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (2)

Moja teoria

     Okres Wielkiego Postu jest okazją do refleksji nad sensem życia, pracy i w ogóle. Po przekroczeniu 50-tki i nie tylko, nachodzą człowieka, różne myśli. Myślę, że nie tylko mnie to się przydarza. Na podstawie moich zapisków, uważny obserwator doszedłby do wniosku, że mam obsesję na temat alkoholu i skutków związanych z jego spożywaniem. I myślę, że to jest prawda pomimo ubierania wpisów w różne wydarzenia. W tym naturalnym wytworze świata roślinnego (zboże, ziemniaki, winogrona, cukier) i współdziałającego tego drugiego (drożdże), jest coś fascynującego. I myślę, że nie tylko dla mnie, bo chętnych do wypicia jest wielu, a nawet bardzo wielu i nie od dziś. Jestem pewien, że temat ten będę ciągnął z uporem maniaka, ale proszę nie przejmujcie się tym i próbujcie dostrzec inne cechy piszącego tu osobnika.     Przekroczenie pięćdziesiątki nasuwa mi pytanie, ile jeszcze lat przede mną. I nie pomaga wyśpiewywane sto lat na pociechę jubilatowi. Niewiadoma jest nieznana. „I bardzo dobrze"- cytuję z „Rysia". Na podstawie obserwacji przeprowadzonych przez tych pierwszych pięćdziesiąt lat i dalej następnych, odkryłem teorię o długości życia. Zaznaczam, że jest to teoria nie oparta na badaniach naukowych, ale wcale nie musi być fałszywa. Jak każda teoria, o tym czy jest prawdziwa musi w sposób naukowy być potwierdzona lub obalona. A do tego czasu może być dobra. I tylko proszę nie zarzucać mi, że jest głupia. Otóż ustaliłem, że czas życia dostajemy przy narodzinach i wynosi circa wyśpiewywane sto lat. Bo gdyby było inaczej to śpiewalibyśmy np. sto pięćdziesiąt lub dwieście albo tylko osiemdziesiąt, co przy niektórych jubileuszach byłoby nietaktem. Czas ten jest jak pole koła. (Gdzieś słyszałem o kole życia. „Dharma-koło życia". Dla mnie do tej pory obce pojęcie.) Koło jest figurą o największym polu w porównaniu do wielokątów wpisanych w to koło. To, co w życiu robimy porównuję do linii na okręgu. Każda czynność ma swój czas wykonania i kierunek, czyli rodzaj czynności. Stycznych do okręgu jest nieskończenie wiele, stąd działań ludzkich może być też nieskończenie wiele. Ale długość styczności jest nieskończenie krótka, stąd czas wykonania wszystkich w życiu byłby zbyt krótki, aby mógł być wykonany. Dlatego nasze koło przekształca się w wielokąt o różnej długości boków, w zależności ile czasu poświęcamy danej życiowej czynności. Rozważanie o polu życia przeanalizujmy na najprostszym wielokącie o trzech ogólnych czynnościach dnia codziennego – czyli: snu, pracy i zabawy. Jeżeli te czynności będą zajmowały nam po 8 godzin, to uzyskamy trójkąt równoboczny, który ma największe pole ze wszystkich trójkątów wpisanych w zadane koło. Gdyby życie składało się tylko z tych trzech funkcji to ten żyłby najdłużej, kto równo rozdzielałby czas na te funkcje. W życiu niestety spotykamy różne odchylenia od tej zasady. I tu przytyk do tych moich bliskich i znajomych, którzy ów czas źle rozdysponowują. Są to znani wszystkim „niezastąpieni" , czyli pracoholicy. Bok pracy wydłuża się kosztem czasu zabawy (bo sen jako funkcja fizjologiczna nie daje się zbyt dużo skrócić) i powstały w ten sposób trójkąt ma bardzo małe pole. Wniosek nasuwa się sam, rzadko dociągają do emerytury. Nie poznałem też w dojrzałym wieku osobników o chronicznym wstręcie do jakiejkolwiek pracy. Wydłużony czas zabaw i wynikający stąd wydłużony sen doprowadza do powstania tak chudego trójkącika, że wszyscy ubolewają nad młodym wiekiem wypisanym na klepsydrze. To uproszczenie pokazać ma mechanizm tworzenia się pola figury jako czasu życia. Nasza figura to wielokąt o bardzo wielu funkcjach wykonywanych przez całe życie, takie jak jedzenie z piciem, fizjologia, „rozmnażanie", praca fizyczna, praca umysłowa, sporty i wiele, wiele innych czynności. Powstały wielokąt jest średnią z każdego dnia. I jak widać najbardziej optymalną wielkość uzyskamy tylko wtedy, gdy codziennie będziemy w równomiernym stopniu dzielić czas na różne funkcje i im będzie ich więcej tym pole naszego życia będzie większe. I nie pomogą pracoholikom dwutygodniowe pełne laby, wypoczynki na zagranicznych wywczasach. Wystarczy porównać trójkąty pracusia i obiboka, aby dostrzec, że średnie pole nie ulegnie zmianie.     O przykładach potwierdzających moją teorię „o długości życia" mógłbym napisać sporo, ale nie chcę nikogo zanudzać opowiadaniami o stulatkach palących, pijących i jeszcze rozglądających się za płcią. Ani zasmucać opisami uroczystości pogrzebowych młodych sportowców, czy też abstynentów lub dietetyków. Jest to tylko zarys mojej teorii i bardzo uproszczony. Nasuwa się przecież tysiące znaków zapytania o chorobach, chorobach dziedzicznych, o skutkach oddziaływania środowiska, o zakłóceniach rytmu czynności, jakie wykonujemy, itd., itd…. Pełne opracowanie jest dużo, dużo obszerniejsze i…jeszcze nie napisane. Jak będzie taka potrzeba, to zrobię ten wysiłek.     Czy moja teoria o długości życia jest fałszywa?. Proszę mi udowodnić, że nie jest prawdziwa. Ja w nią wierzę. A może zdarzy się, że ktoś ze Sztokholmu zapozna się z nią i w uznaniu coś mi tam wręczą?.

   Wszystkim Wam życzę długich lat życia. Nie życia po życiu, ale jeżeli już, to pożycia w życie (w zbożu – nie mylić z czterema literami).

P.S. Jeżeli do zrozumienia tej teorii wymagane byłyby rysunki, to proszę zgłosić na adres kontaktowy, a ja w mig zamieszczę niezbędne obrazki (przecież nie wszyscy rozumieją matematykę).

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (4)

I ja tam byłem

Miniony styczeń i początek lutego, jak co roku, obfitował w wiele rodzinnych spotkań związanych z urodzinami najbliższych. Dodatkowo studniówka Doroty też wymagała przygotowań, choćby w sferze emocjonalnej.

st11.jpg

Dwie uroczystości miały charakter jubileuszowy. 35 lat Jacka, choć nie okrągłe, to jednak ważne, oraz znaczące liczbowo 60 przeżytych lat Henia.

henio.jpg

Dla mnie, żony i paru innych gości uroczystości trwały cztery dni. Nie były to dwa tygodnie, jak w szlacheckiej Polsce bywało, ale jednak namiastka atmosfery tamtych czasów z odwiedzinami okolicznych rodzin dała takie poczucie.
Główna uroczystość zorganizowana była w historycznej z wyglądu i wieku sali szacownego dworca miasta Wrocławia. Parafrazując klasyków powiem krótko:
I ja tam byłem
i wódkę, i koniak, i whisky, i wino, i piwo piłem
Tańce, hulanki, swawole
Chyba zbyt starzy nie siedzieli przy stole?
Były przyśpiewki, zakąska suta
Hymn ku czci jubilata
I jego żona Ewa (chyba) struta.

To wydarzenie zapowiadało, iż tak pięknie rozpoczęta zabawa, może przerodzić się uroczystość przypominającą stypę. Jednak nie. Antidotum znane od wszechczasów nie zburzyło dobrego nastroju do godzin porannych. Pieśni legionistów, oraz twist uzupełniały miłą atmosferę tego jubileuszu.

Dni następne to ciąg miłych zaproszeń na śniadanio-kolacje, na obiadki oraz uzupełnianie płynnych ubytków.
Jedno z takich przyjęć, a właściwie jego finał, Małgosia opisała mi następującą przyśpiewką:
Kilka godzin minęło spokojnie,
Goście pili do utraty tchu,
Lecz tu nagle nad ranem potwornie
Marka sraczka zbudziła ze snu.

Jak się okazało, niestrawność nie była efektem śledzika, lecz powód jakże banalny przy tak kapryśnej zimie. Grypa, a dokładniej grypa jelitowa. Zaczęła zataczać coraz to szersze kręgi. Jak szerokie tego na razie nie wiemy. Liczba znanych nam ofiar na dzień dzisiejszy wynosi circa sześć. (Danusia tak to skomentowała: „to będziemy czekać na efekt i na wpis na twojej stronie “zasrana impreza”")
Uważam, że impreza była super udana, tylko czynniki zewnętrzno- wewnętrzne zakłóciły zabawę.

Ja(ś) i Małgosia na razie jesteśmy zdrowi, ale też nie do końca wiemy, jak długo może wykluwać się ten „potwór” rozsadzający otwór (otwory).Bronimy się zaciekle. A jest ku temu w karnawale sporo okazji. Były imieniny Doroty, zbliżają się „Walentynki”, tłusty czwartek, śledzik. A po środzie może schudnę? Między toastami, zostałem wciągnięty w polemikę na temat, który sam wywołałem – pojęcie „Świadomego Alkoholika”(pojęcie wprowadziłem we wpisie Destrukcja). Zarzucano mi, że czegoś takiego nie ma. Gdybym znał problem alkoholizmu jako choroby, to wiedziałbym, że takie pojęcie istnieć nie może. Mogę siebie uważać tylko za drobnego pijaczka, a nie za kogoś chorego. Jako, że zaliczam się do ludzi z dowcipem na schodach, odpowiadam moim oponentom dopiero po rozważeniu wszystkich zarzutów. Alkoholizm jest chorobą, bo jest nałogiem i to nałogiem nie do wyleczenia. Moja teoria w skrócie zakłada, że życie jest też śmiertelnym nałogiem i też nie do wyleczenia. Życie powstaje w macierzyństwie. Macierzyństwo jest nieodłącznie związane z jeszcze gorszym nałogiem uprawianym nie tylko przez ludzi, seksem. (a ten nałóg niesie z sobą wiele śmiertelnych zagrożeń, choćby AIDS , nie wspominając lżejszych, jak rzeżączka czy syfilis). Od długiego czasu słyszymy o tzw. świadomym macierzyństwie. Czyli takim jak świadomy alkoholizm. CBDU. (co było do udowodnienia). Dziękuję za przeczytanie mojej na trzecim schodku riposty. Na zakończenie tak miłych rozważań zapraszam do poczytania aforyzmów, opowiadanek, złotych myśli przysłanych do mnie. Odnośniki- różne.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (2)

Jak byłam mała

Początek roku i związane z tym czasem rodzinne spotkania, tworzą klimat do wspomnień czasów dziecięcych. Pół wieku temu nie było demokracji. Jak wspominam, to pod stołem było ulubione miejscem do zabaw dla „rybek”. Dziś każdy uczestniczy równoprawnie w życiu społecznym, bez względu na wiek.

I Wy, drodzy sympatycy strony Pesel53.walbrzych.pl też macie prawo uczestniczyć w życiu tej strony. Powspominajcie o tym, jak kiedyś byliście ( byłyście) mali (małe). Pozdrawiam. Za 50 tygodni znowu powitamy Nowy Rok.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (2)

Sylwester 2006

Sylwester 2006
Minął ten dzień, jak co roku. Ze względu na nieprzewidywalną zmienną, jesienną aurę kończącą 2006 rok, zrezygnowalłiśmy z wdrapania się na szczyt Chełmca i obserwowania fajerwerków z tej wysokości. Może nastąpi kiedyś łaskawy ostatni dzień roku oraz dopisze zdrowie i kondycja, abym mógł z rodziną pozwolić sobie na taką ekstrawagancję. Stali obserwatorzy tej strony wiedzą, że planuję to już od 2003 roku. Jak dotychczas nie spełniło się moje marzenie. Niepisanym obowiązkiem jest uczestniczyć w jakiejś zabawie z okazji minionych 365 dni. Jak policzyć, to mamy za sobą sporą ilość imprez. A były one i ciekawe, i wesołe, a też zdarzały się spędzone na białej sali przy oglądaniu zabaw innych przez szkło ekranu telewizyjnego. Od paru lat zadowalamy się z rodziną plenerową zabawą na deptaku przed ratuszem w Szczawnie-Zdroju. W porównaniu z podobną zabawą na wrocławskim czy też krakowskim rynku, ta wydaje się być bardzo kameralna . Z roku na rok przybywa entuzjastów tego miejsca do pożegnania mijającego i powitania nowego. Było przyjemnie i wesoło. Nie będę się rozwodził nad atrakcjami hulanek, zapraszam do obejrzenia skrótu z tej nocy. Zapraszam też każdego do podzielenia się wrażeniami ze swojego „sylwestra”. Prosze przysyłać zdjęcia i opisy, a ja obrobię je i wstawię na tej stronie. Miejsca jest dużo.

Skoro mamy już 2007 rok to ze swej strony życzę wszystkim wszystkiego naj… , tego wszystkiego, o czym każdy z Was marzy.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (7)

Życzenia na Boże Narodzenie 2006

Wszystkiego najlepszego z okazji Świąt Bożego Narodzenia dla wszystkich moich znajomych i sympatyków tej strony.
Grzegorz alias „pesel53” wraz z rodziną.

choinka.jpg

I to by było na tyle, gdyby nie refleksje, jakie nachodzą mnie wraz ze zbliżającymi się świętami. A pojawiają się, bo aura pogodowa tych dni zaczyna przypominać deszczowe, styczniowe lato w Wollowong w Australii. Teraz tam jest około 25 stopni, tylko o 20 więcej niż tutaj. Zawsze ta różnica wynosiła circa 50. Tam 35, a u nas –15. Zauważyłem ( o jaki bystry ), że czas Narodzenia Pańskiego jest okazją do wymiany korespondencji między znajomymi i rodziną z życzeniami wszystkiego co najlepsze w duchu tejże pamiątki. Życzymy sobie wzajem przebaczenia, pogodzenia zwaśnionych, łask na nadchodzący Nowy Rok, obfitości materii, powodzenia w karierze i wiele, wiele innych, co każdy sobie życzy.

Wigilijny stół i wolne miejsce przy nim jest tego symbolem. Kartki świąteczne które przesyłamy, zawierają całą gamę życzeń, co zwalnia nas od intelektualnego wysiłku, aby samodzielnie coś wydumać i okraszone przesłać mniej lub bardziej przyjaznej osobie lub rodzince. Proszę nie myśleć, że do kogokolwiek mam jakieś zastrzeżenia, wszak sam też tak postępuję, ale refleksja mnie nachodzi i dzielę się nią z Wami jak opłatkiem. Postęp technologiczny, komercjalizacja wszystkiego, co nas otacza, pośpiech w dążeniu do nie wiadomo, czego są według mnie czynnikami, z którymi nie możemy sobie poradzić. Życzymy drugiemu to, co sami chcielibyśmy otrzymać. Nasza natura przecież nie jest tak altruistyczna, a wręcz przeciwnie egoistyczna. A zwłaszcza nas urodzonych i wychowanych w Polsce. Czemu w ciągu roku nie mamy skłonności do takich samych uczuć wobec bliźniego? (Retoryczne pytanie).

Ale cieszę się, że jest taki czas, w którym przypominamy sobie o tych, których znamy, tak jak 1 listopada pamiętamy, że obok nas żyli Ci, którym w tym dniu zapalamy znicze.

Ten czas przypomina dzieciństwo. Był to nasz najpiękniejszy okres w życiu i niech w głębi serca taki pozostanie, dzięki pamiątce Bożego Narodzenia. I niech tego nikt i nic nie przesłoni.

Był podobno taki czas, gdy do świątecznego stołu zasiadało w gronie rodzinnym całe drzewo genealogiczne, a ostatni goście wyjeżdżali z dworku grubo po Trzech Królach. Dziś nikogo nie stać na takie wizyty, choć w głębi duszy marzymy o ucieczce od dzisiejszych trosk. Dlatego też życzenia ułożone przez poetów, tak bardzo odpowiadają naszym marzeniom i przesyłamy je dalej podpisując się pod nimi. Ja w każdym razie tak samo czynię. Ciekaw jestem, jaka jest wasza opinia na ten temat. Wykrzesajcie z Siebie parę zdań w komentarzach.

Poczułbym się jak gospodarz takiej wieczerzy wigilijnej, gdzie każde wolne miejsce byłoby zajęte przez niespodziewanych gości. Zdobądźcie się na ten wysiłek.

Tu drobna uwaga. Stronę odwiedza około 60 osób miesięcznie. (słabo reklamowana) Dotychczas od 16 otrzymałem komentarze. W porównaniu z oglądalnością strony mojej córki – zakupy.ibex.pl – średnio 1500 osób dziennie podkreślam – dziennie, to strona pesel53.walbrzych.pl jest stroną elitarną, wręcz dla „wyższych sfer”.

Po tych krótkich rozważaniach jeszcze raz składam wraz z całą rodziną życzenia bożonarodzeniowe takie, jakie sami sobie życzymy i takie, jakie już od wielu znajomych i rodziny otrzymaliśmy.

A tak chciałem wysłać wszystkim niebanalne, technicznie urozmaicone, dowcipne, kolorowe, melodyjne, pachnące świątecznymi wypiekami, takie od szczerego serca. Niestety są takie nostalgiczne jak ja, podobny do pogody za oknem. Przepraszam.

Grzegorz vel Pesel53

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (7)

Reklama

Pycha* – jeden z grzechów głównych. Od jakiegoś czasu, gdy namawiam tzw. „ciężko zapracowanych” do odwiedzenia mojej strony, aby zobaczyli zapis z wydarzeń, w których może też uczestniczyli, spotykam się z zarzutem pychy. Czy jestem pyszny? W pewnym sensie na pewno. Już wcześniej wspominałem, że lubię jak mnie chwalą. I tym się chwalę. Ale proszę tak nie myśleć, to jest tylko zwykła komercyjna reklama. Ja też chciałbym mieć grubszy portfel. Z samych wypracowanych w trudzie tantiem zusowskich, nie poprawię swego poziomu. A zapewniam wszystkich, że do poziomu 2m poniżej gleby, jeszcze mi nie spieszno. Stąd to, co wydaje się moją pyszałkowatością, jest niczym innym jak tylko reklamą usług, jakie mogę wykonywać i tylko czekam na zlecenia. A, że mogę zrobić coś przydatnego, musi być jakoś zaoferowane. Wiem, że najlepsze wzięcie do prac mają tzw. fachowcy. Po paromiesięcznym kursie mają świadectwo na papierze, że są. Ja pomimo ponad czterdziestoparoletniego chodzenia do szkoły, mam tylko papier predysponujący mnie do …, no właśnie, tak po prawdzie to nawet nie wiem. I niestety jestem tylko amatorem. A kto zaufa amatorowi?. Jedyny sposób to prezentacja tego, co się potrafi.
Jak wcześniej wspominałem, potrafię, a w każdym razie nie boję się, remontować mieszkanie z układaniem podłóg z paneli, wymianą okien. Instalacje elektryczne, roboty hydrauliczne, ale bez napraw starych instalacji kanalizacyjnych. Sam widok, a już smród z nich się wydobywający, wywołują we mnie torsje.( ot taka przypadłość ). Naprawa sprzętu RTV przez wiele lat nie była mi obca. Ze względu na coraz słabszy wzrok (wiek robi swoje) i coraz mniejsze rozmiary elementów do przelutowywania, zmuszony jestem wycofywać się z tej dziedziny. Potrafię zaplanować i wytyczyć trasę wycieczki z przymusowym autentycznym pobłądzeniem ze szlaku, a nie każdy to potrafi. Fotografia z filmem i ich chemiczne tajemnice obróbki, przeszły już do legend dziadka dla wnuków. Ale cyfrową obróbką mogę się chyba chwalić, tak wnioskuje na podstawie zamieszczonych wcześniej komentarzydo tych produkcji. Czemu się tak rozdrabniam.? Mam na to dwie odpowiedzi. Mój ojciec mawiał,: „ że jest najlepszym księgowym wśród znanych mu organistów i najlepszym organistą wśród księgowych”. Przejąłem chyba to dążenie do bycia naj…wśród znanych mi….Dlatego chyba nie boję się nowych dziedzin. Drugim powodem jest chęć doznawania satysfakcji z pracy i nie tylko satysfakcji finansowej. Mógłbym o sobie powiedzieć jak o narkomanie, który musi wziąć następną działkę. Nie jestem perfekcjonistą, więc na jednej niwie byłbym przegrany.
A tak zmieniam rodzaj „narkotyku” i po bólu.

Wszyscy mają wyrozumienie dla nachalnego domokrążcy z nogą wetkniętą w drzwi. Natomiast mnie, zachwalającego swe wyroby i usługi, nazywa się grzesznikiem. Myślę, że jest to efekt złego spojrzenia na mnie jako człowieka, który nie ma jednego konkretnego szyldu. Szkoda.

Informuję, że trzecia część tryptyku weselnego została zakończona. Mnie i Małgosi się podoba. Ciekaw jestem opinii reszty widzów. Proszę nie myśleć, że przez te parę tygodni, tylko siedziałem i gapiłem się w sklejane sceny filmu. „Narkoman” nie pominie żadnej okazji, tak jak świadomy alkoholik. Oto poniżej milczące obrazki ostatniego mojego wysiłku.

kuchnia 0.jpg
kuchnia 1.jpg
kuchnia 2.jpg
kuchnia 3.jpg
kuchnia 4.jpg
kuchnia 5.jpg

*znalezione w internecie “….Pycha nie daje się łatwo zdemaskować, ponieważ posiada wiele różnych form.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (3)

Destrukcja

Dawno już nie pisałem. Ale grafomanowi, jakim się czuję, ciężko jest psychicznie konkurować z wielością blogerów w sieci internetowej. Niepotrzebnie zaglądnąłem na blogi innych twórców, jak np. panów Marcinkiewicza, Wierzejskiego, Adrusa i innych znanych oraz o różnym intelektualnym poziomie młodych blogowiczów w wieku szkoły podstawowej do świeżo wypromowanych postaci świata medialnego. Żałuję i postanawiam więcej tam nie zaglądać, aby nie zakłócać samoświadomości na tematy społeczne, a tym bardziej polityczne. Tak dobrze żyło mi się w moim ciasnym światopoglądzie. Tyle tylko, że powstał dylemat: skoro ja nie będę czytał głupot innych blogerów, to, kto będzie chciał zaglądać na mój „kicz". Zastosowany cudzysłów ma czytelnika zachęcić do potwierdzenia, iż mój blog jest jednak wyjątkowy, warty czytania. (Była taka fajna piosenka kabaretu „Elita"- „…Oj naiwny, naiwny…"). Nic to, będę się dalej produkował dopóty, dopóki komentarze nie zmienią się w ustną wydzielinę. Kropka.

Od dłuższego czasu drąży mą duszę i umysł temat chyba tak stary, jak może być najstarszy zawód świata. Destrukcja. Od zarania dziejów człowiek budował, a inny to burzył. Na zburzonym znowu budował i ponownie ktoś inny to niszczył. I tak do dzisiaj. Przykładów chyba nie musze podawać. Codzienne wiadomości z kraju i ze świata o tym trąbią bez przerwy. Destrukcja odbywa się nie tylko obszarze materialnym, ale jak się rozglądnąć, to w każdej sferze życia. To, co mnie frapuje, to temat zdrowotny (po pięćdziesiątce, nie powinno nikogo dziwić), a konkretnie stosowane lekarstwa. Leczą, a jednocześnie niszczą zdrowie. Takim destrukcyjnym medykamentem jest znany i stosowany od prawieków znany z chemii C2H5OH. W wyniku jego destrukcyjnego działania powstał problem
Pijaństwo czy alkoholizm. Temat jedynie określany jako szkodliwy dla zdrowia i powodujący tylko niedobre skutki. Codzienne informacje o wypadkach drogowych, spowodowanych przez pijanych kierowców potwierdzają ujemne cechy tego specyfiku. Każdy, kto go spożywa ( a wiemy, że 99% na pewno) w wyniku jego leczniczego działania (jak przyjemnie chwieje się łeb) powstają spustoszenia w naszych organizmach, a szczególnie młodego pokolenia.
Wg mnie przyczyną jest nieustanne i bezmyślne głoszenie szkodliwości spożywania tego napoju. Robią to bez wątpienia firmy produkujące ów napitek i lobbyści tego przemysłu, ponieważ znają przekorną naturę człowieka. Kim się stałem w wyniku tej przekory? To i tak nie ma znaczenia. Jestem albo zwykłym znanym pijakiem albo anonimowym alkoholikiem.
Po dogłębnym przeanalizowaniu tego problemu mam dla wszystkich propozycję. Załóżmy Stowarzyszenie Świadomych Alkoholików. Tzn. takich obywateli, którzy pobierają do swych trzewi ów specyfik dotąd, aż nie utracą świadomości, co czynią. W pewnych warunkach jest to na pewno bardzo trudne. Ale ćwiczenia czynią mistrza.
Gdzie ćwiczyć i jak? Każda okazja jest dobra. Imieniny, urodziny, 18 tka, święta, jubileusze pożycia, a nawet niedzielne obiady (mogą być z teściową). Są to okazje w czasie, których możemy nawet kształcić młodzież do umiejętności świadomego stosowania trunków. Przy odpowiednim dopingu z naszej strony nie będą oni skłonni do bezmyślnej destrukcji swego organizmu, a także ławek w parku lub wyposażenia klatki schodowej wraz z ograniczoną umysłowo, nieświadomą swej patologii rówieśniczą bracią.
Świadomy alkoholik jest jak świadomy destruktor przed rozpoczęciem budowy. Niszczy tylko tyle, aby można było z powodzeniem budować nowe. Nowe znajomości, przyjaźnie, miłości (zależy od stanu cywilnego Ś.A.). Dobra zabawa, śmiech i śpiew są dobrymi budulcami nowych tworów. Ś.A. musi świadomie pilnować zniszczenie swego organizmu. Musi pozwolić otoczeniu, a już bezwzględnie swojej połowicy na ochronę odpowiedniego stanu nietrzeźwości. Ś.A. musi być jak cztery pory roku. Od lata wesoło ulega jesiennemu zżółknięciu, aby wypocząć zimą i świeżo wzrosnąć wiosną do nadchodzącego cyklicznie lata. Obyśmy przeżyli jak najwięcej latek. Nie róbmy nic przeciw naturze. Niech to będzie hasło przewodnie naszego stowarzyszenia. Takie ekologiczne. Kto jest chętny przystąpić do proponowanej organizacji, niech w komentarzu to zaznaczy.

Asia1.jpg
Asia2.jpg
Asia3.jpg
Asia4.jpg

Dora1.jpg
Dora2.jpg
Dora3.jpg
Dora4.jpg
Dora5.jpg
Dora6.jpg
Dora7.jpg
Dora8.jpg
Dora9.jpg

Poniżej zamieszczam przysłane z Australii ostrzeżenie tamtejszej policji do nieświadomych Z.P. lub A.A.

OSTRZENIE!!! Do wszystkich mężczyzn !!!
Policja ostrzega wszystkich mężczyzn, którzy są częstymi bywalcami klubów i lokalnych barów, żeby uważali i byli ostrożni, na kobiety, które oferują im alkoholowe napoje.
Wiele z tych kobiet używają narkotyku zwanego "PIWO" a następnie dokonują gwałtu na wybranym osobniku.
Ten narkotyk jest dostępny w płynie i jest osiągalny wszędzie. Można go dostać w butelce, puszce, lub prosto z beczki i w ilościach bez ograniczeń.
"PIWO" jest używane przez żeńskie seksualne maniaczki na różnego rodzaju imprezach i w barach, w celu przekonania swoich męskich ofiar i zwabienia ich na chatę w celu wykorzystania seksualnego. Kobieta potrzebuje namówić mężczyznę do wypicia tylko kilku "PIW" i zaprosić go do domu na seks bez "żadnych zobowiązań."
Z taką propozycją mężczyzna jest postawiony w beznadziejnej sytuacji. Jednak po kilku "PIWACH" mężczyźni często ulęgają pokusie i wydaje im się, że z własnego wyboru pragną iść do łóżka nawet z nie bardzo atrakcyjną kobietą.
Na następny dzień po takiej przygodzie zwykle budzą się z niewyraźna pamięcią, co dokładnie wydarzyło się poprzedniego wieczoru. Często z odrobiną odczucia, że "coś złego" im się przydarzyło.
W innych przypadkach ci niefortunni mężczyźni są doszczętnie ograbieni ze wszystkich wartościowych rzeczy oraz z życiowych oszczędności, w sytuacji zwanej "dłuższą znajomością"
W nadzwyczajnych przypadkach kobieta może nawet tak omotać płeć męską, ze wciągnie go w pułapkę i ukarze go tzw. związkiem małżeńskim. Mężczyźni są bardziej podatni na taką możliwość po zorganizowanym seksie przez kobiety maniaczki seksualne. PROSZE!!!
Przekaż to ostrzeżenie do wszystkich osobników płci męskiej, z którymi masz jakąkolwiek znajomość.
Jeśli padłeś lub padniesz ofiarą narkotyku zwanego "PIWO", to przyjmij do wiadomości, że jest taka pomoc wspierająca podobne przypadki, gdzie możesz się podzielić najbardziej szokującymi detalami ze swoimi współoszukanymi.
Najbliższą grupę w swojej okolicy szukaj w książce telefonicznej pod rubryką
"KURSY GOLFOWE"

To na razie tyle. Inne głupie tematy w przygotowaniu. Pozdrawiam wszystkich.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (5)

Porażony

Prawdopodobnie sytuacja energetyczna kraju poprawia się z dnia na dzień. Co dzień słyszę, jak ktoś jest porażony. Ileż to nieszczęścia może wyniknąć z takiego porażenia. Ale też będzie chyba dobrze, bo jak zaczną grzać, to i cieplej będzie tej zimy….
Mam nadzieję, że sympatycy mojej strony i filozofii, są odporni na wysokie napięcia, zwłaszcza te, sączące się z ekranu telewizora. Ja osobiście bawię się po drugiej stronie przy 25 do 30 kilowoltów, ale staram się nie zostać dziabniętym. Trzymam jedną rękę w kieszeni, a resztę ma głęboko w ….
Na Śnieżnik nie udało się nam wspiąć. Będziemy próbować w przyszłym roku. Teraz zaczął się okres jesienny. Przygotowania do zimy, ogacanie mieszkania, wypasienie samochodu,… a w rodzinie: ważna uroczystość-córka stała się pełnoletnia, druga odwiedziła szpital przez parę dni, imieniny, nieokrągły jubileusz pożycia i do tego jeszcze święto zawodowe. Ot taki mały zawrót głowy w jednym miesiącu- październiku. Kwietniowo majowe statystowanie obudziło we mnie twórcę kinematografii. Po prawie dwóch miesiącach, zakończyłem drugą część tryptyku filmowego z wesela siostrzenicy. Niby nic takiego. Ale najgorsze jest to, że to co mi wyszło, mnie podoba się najbardziej. Powinienem już czuć obrzydzenie do dziesiątek razy oglądanych scen, a ja odczuwam dziwną i miłą satysfakcję. To, że pomimo wielu niedoróbek technicznych, jakie popełniłem, akcja filmu podoba mi się. Jest to także zasługą wszystkich „aktorów” tego spotkania. Bez ich talentu filmowego nic by ciekawego nie wyszło. Proszę też nie myśleć, że posługiwałem się sprzętem służb-owym?. Nie, zapewniam, to moja własna kamera. A oto mały skrót paru ujęć.

Muszę się przyznać, że skromność nie jest moją najlepszą cechą. Nie wiem jak inni, ale ja lubię, jak mnie chwalą za „moje” dzieła pomimo, że często ojców sukcesu jest wielu między innymi moja żona.
W związku z taką cechą charakteru, mam prośbę do każdego czytelnika mojego bloga, aby mnie (najlepiej) pochwalili za moją wirtualną robotę, albo o-piernik, pieprz, chrzan, Piotr Doła itd., -yli. A tak naprawdę, to chodzi mi o informację do mojej „szafy”, jakie jest imię lub ksywa i adres mail’owy, abym mógł każdemu przesłać życzenia świąteczne i noworoczne (jak ten czas leci…). Może uda mi się ułożyć jakieś niebanalne.. Niektórzy już dawali mi odpowiedź, że nie mają polotu do pisania i wolą głosowo mnie pochwalić. Jeżeli brak Wam weny to w treści komentarza proszę wpisać tylko kropkę i wypełnić niezbędne pola, a ja takiego komentarza nie będę publikował. Imię i mail’a nie przekażę żadnemu sołtysowi, nie ma obaw. Nie będę też przesyłał żadnych spamów ani żadnych łańcuszków, o czym już wcześniej informowałem. Ze statystyk wiem, że oglądają moją stronę osoby z różnych części Polski, ale też i z różnych krajów świata. Cieszy mnie to, tyle tylko, że nie zawsze wiem kto zaś.
Dane te pozwolą mi również przypomnieć o adresie tej strony. Może w przyszłości dopadnie mnie polot. Szkoda by było nie poczytać głupot, myślę, że bardzo różniących się od tych w rzeczywistości.
Otrzymałem parę aforyzmów o przyjaźni od …… Niektóre z nich tu zacytuję. Proszę nie kojarzyć ich z moją w/w prośbą. Może dam je do kategorii łańcuszków.

„Przyjaźń to nie tylko wspaniały prezent, lecz także ustawiczna praca”[ Ernest Zacharias ]

.„Przyjaciel to ktoś, kto zna twoje możliwości i pomaga ci rozwinąć je w najwyższym stopniu. Zna on także twoje ograniczenia i ostrzega Cię przed różnymi przedsięwzięciami”. [ John Ching - Hsiung Wu ]

„Najlepszym przyjacielem jest ten, kto nie pytając o powód twego smutku, potrafi sprawić, że znów wraca radość”. [ Św. Jan Bosko ]


„Słuchając cierpliwie zwierzeń i skarg ludzi zyskasz ich przyjaźń”


„Nie ten przyjaciel kto współczuje lecz ten kto pomaga”


„Każdy chce mieć przyjaciela lecz nie każdy się wysila by nim być”


„Nie ten przyjaciel kto Cię chwali lecz ten kto Ci prawdę mówi”


„Lepszy jest jawny gniew niż zmyślona przyjaźń”


„Kto szuka przyjaciela bez wad pozostanie bez przyjaciela”


„Troski przeżywane z przyjacielem maleją; szczęście przeżywane razem z przyjacielem pomnaża się”


„Rana zadana przez przyjaciela nie zagoi się nigdy”


„Wierny przyjaciel jest potężna obroną; kto go znalazł, skarb znalazł”


„Trzeba wielu lat, by zyskać przyjaciela, wystarczy chwila by go stracić”


„Jeżeli znajdziesz prawdziwego przyjaciela (co zdarza się naprawdę rzadko!) chroń go bo to drugi Ty”


„Mieć wielu przyjaciół to nie mieć żadnego”


Jak kto ceni przyjaciół tak cenią go przyjaciele”


„Powstaje pytanie, czy kiedykolwiek należy przedkładać nowych przyjaciół nad starych”

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (7)

Śnieżka

Jak planowałem wcześniej, wybraliśmy się na ponowne zamęczenie naszych ciał, a przede wszystkim nóg. Tym razem już w piątkę, czyli całą rodzinką. Wybraliśmy spokojne podejście na Śnieżkę od strony przełęczy Okraj, czeską stroną. Dwie i pół godziny przy dość mocnym wietrze, częściowo swoje zrobiło. Co jakiś czas odwracałem się i widok coraz większych obszarów pasm górskich, wywoływał wrażenie jakbym wznosił się do nieba.

  • szczyt01.jpg
  • szczyt02.jpg

Na szlaku spokojnie, trochę turystów w różnym wieku i o różnym wyposażeniu. Spotkaliśmy i takich co im zima nie straszna, oraz panie w klapkach i panów z pieskami. A na szczycie szok. Ludzi więcej niż w supermarkecie przed świętami. Szczyt Śnieżki, podobny do placu budowy, napierany był przez setki wspinających się turystów szlakami po polskiej stronie. Widok ten kojarzył mi się z pielgrzymkami do Mekki. Po krótkim odpoczynku w holu zatłoczonego schroniska (na szczęście duża sala), wyruszyliśmy w dół właśnie tym obleganym szlakiem. Wypolerowany łańcuch, wygładzone kamienie i skały, świadczą o stale “płynącej rzece” turystów na ten szczyt. Ci ludzie mogliby wydeptywać z powodzeniem zapominane szlaki w całych Sudetach. Tylko jak ich namówić, aby zmienili od czasu do czasu cele swoich wypraw. Dowiedziałem się, że są tacy zapaleńcy tego wierzchołka, iż byli tu około 50 razy. Pozdrawiam ich i usilnie proszę, aby dali szanse innym ścieżkom w innych rejonach.

  • sniezka01.jpg
  • sniezka02.jpg
  • sniezka03.jpg
  • sniezka04.jpg
  • sniezka05.jpg
  • sniezka06.jpg
  • sniezka07.jpg
  • sniezka08.jpg
  • sniezka09.jpg
  • sniezka10.jpg
  • sniezka11.jpg
  • sniezka12.jpg
  • sniezka13.jpg
  • sniezka14.jpg

Schodzenie nie należało do przyjemności dla nóg, w przeciwieństwie do oczu . Zeszliśmy pod sam Karpacz, i tu dylemat. Czy wracamy na Okraj leśnym szlakiem, czy wspinamy się “czarnym” łączącym się z poranną trasą. I chyba dobrze wybraliśmy, choć było prawie pionowo pod górkę, ale gdy już po 1,5 godzinie doszliśmy zaczynało zmierzchać. Ale tę część drogi idąc w mroku, już znaliśmy. Na szlaku nie zbłądziłem, ale i tak tradycji stało się zadość, bo zjeżdżając z przejścia granicznego w ciemnościach, skręciłem za wcześnie i do domu dojechaliśmy trochę naokoło przez Lubawkę. Ale to już nie miało, żadnego znaczenia. Bałem się tylko czy starczy mi sił w nogach na naciśniecie hamulca pod domem. Teraz wybieramy się zdobyć Śnieżnik. Mamy nadzieję, że tak samo jak do tej pory, pogoda będzie nam sprzyjać. Myślę, że i energii w mięśniach wystarczy. Ta górka jest o prawie 200 m niższa. To na razie tyle….Następnym razem wyemituję filmik ze wszystkich tych wypraw.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comment (1)

Pikuś

 pikus1.jpg

„..wejść na Chełmiec lub na Trójgarb czy też Dzikowiec to pikuś, w stosunku do tego co przeszliśmy…" – słowa mojej małżonki, gdy dotarliśmy do skraju lasu, skąd widać już było chatkę naszych znajomych. Chatka to drobna przesada, ale jak ładnie brzmi. Jest to pałac w budowie. Przypomina zamek, postawiony na średniowiecznych ruinach. W wyobraźni widzę ukończone dzieło. Nigdy nie byłem tzw. międzynarodowym turystą (Turcja, Hiszpania, Włochy,…), ale ilekroć koła moich byłych „limuzyn" kierowały się do Karpacza, widziałem kierunkowskaz – Okraj.
Nazwa ta dziwnie zapadła mi w podświadomość. Gdy przeglądałem mapę okolicy w/w „chatki" znajomych, jakieś dwa lata temu, natknąłem się na Przełęcz Okraj. Tak na oko, jakieś 10 km szlakami turystycznymi. Zdobycie przełęczy stało się moją małą obsesją, do której to ekspedycji namawiałem wszystkich znajomych, zdolnych do samodzielnego poruszania się dróżkami górskimi. W końcu, po paru krótszych, acz bardzo miłych i pełnych wrażeń wycieczkach jesiennych, wiosennych i letnich, udało mi się zebrać żonę, syna i córkę.
Start miał być  wczesnym świtem. Udało nam się dojechać pod „stajnię" samochodową znajomych przed 9-tą. Po godzinie, idąc w przeciwnym kierunku niż wyznaczony cel, osiągnęliśmy piesze turystyczne przejście graniczne. Tak wyznaczona trasa, to efekt wcześniejszego rozpoznania. Tu pierwszy odpoczynek i śniadanie. Dalej idąc w dół zachwycamy się łanowym podziałem gospodarstw na tym terenie, wymieniamy pozdrowienia z bardzo licznymi turystami lub wczasowiczami z wielu tutejszych „penzionów". Na trasie z pięknymi widokami pasm górskich, mijają nas co chwila turyści – rowerzyści. I oni się ładnie odkłaniają. Przy pięknej pogodzie widoczność jest chyba 100 kilometrowa. Podziwiamy pasmo Karkonoszy od czeskiej strony, kolory lasów i traw jeszcze w odcieniu lata. Podobają się nam porozrzucane, ładnie utrzymane domki gospodarstw na stokach. Przy każdym większym obiekcie – wyciąg narciarski.

pikus2.jpg
pikus3.jpg
pikus4.jpg
pikus5.jpg
pikus6.jpg
pikus7.jpg

Po czterech godzinach i czterech zjedzonych nóżkach kurczaka, dochodzimy do przejścia granicznego na przełęczy Okraj. Czeska pani celnik obejrzała nasze paszporty, uśmiechnęła się i już byliśmy w Polsce. Zimny „Żywiec" dobrze robi na zmęczone mięśnie. Samo przejście graniczne nie zrobiło na nas wielkiego wrażenia, pomimo, że byliśmy tu pierwszy raz w życiu. Żonka nawet się rozczarowała. Moja obsesja musiała wywołać w niej wizję szczególnego miejsca. Co znaczy siła sugestii. Po 15-tej wracamy. Teraz szlakami po polskiej stronie. Turystyka u nas chyba zanika, bo farba na drzewach ledwo widoczna. Dobrze, że jeszcze potrafimy czytać mapę i jakoś udaje się znaleźć ślad po ścieżce, która była kiedyś uczęszczaną trasą.

Niestety blade znaki, piękno dzikiej, górskiej, przygranicznej przyrody, przytępiło skupienie i niespodziewanie znaleźliśmy się na innym szlaku. Szlaku, który biegnie po samej granicy. To nawet i dobrze, trochę skrócimy drogę. Idąc między słupkami granicznymi samowolnie i nielegalnie, wielokrotnie poprzekraczaliśmy sobie naszą granicę państwa.

Granica 1
Granica 2

No cóż jesteśmy w Unii Europejskiej. Szkoda tylko, że mamy zaległości w rozwoju turystyki po tej stronie gór. W głowie rodzą się pomysły jak to zmienić. Namawiajmy się do wydeptywania zapomnianych szlaków. A jak w terenie będzie grasowało dużo piechurów i cyklistów, to i usługodawcy turystyki na pewno rozpoczną działalność. I tak zadowolony i jednak zmęczony, na podstawie topograficznej analizy, postanowiliśmy skrócić trochę drogę.

pikus8.jpg
pikus9.jpg

I jak w przysłowiu: „kto drogi prostuje, w domu nie nocuje". Brak satelitarnej nawigacji naszego położenia (w planach zakup), spowodował zły odczyt miejsca skrótu i zamiast podreptać jeszcze około 300 m do znanego nam skrzyżowania, nadrobiliśmy około dwóch km, czyli o jedna godzinę marszu dłużej. Pod moim kierownictwem jest to już stara tradycja. Zawsze pod koniec wycieczek robiłem skróty i zawsze pobłądziłem. W tym wypadku była to sprawa wyjątkowa. Zbliżał się zmrok. We wrześniu ciemno robi się przed ósmą, a my mieliśmy za sobą już ponad 10 godzin poruszania nogami. Robiło się coraz chłodniej i ten dokuczliwy brak turystów na tutejszych szlakach. Wyczułem powstająca wątpliwość w bezgraniczne zaufanie przewodnikowi czyli mnie. Na szczęście,w końcu, parę drzew pokazało kolor szlaku i dobrnęliśmy do mety czyli początku naszej wyprawy. Nasi znajomi z „chatki" czule zaopiekowali się utrudzonymi globtroterami, okazując, że niby martwili się o nas. Wyczuwałem jakby nie dowierzali naszemu wyczynowi. Dla nas, zasiedziałych mieszczuchów nie był to „pikuś". Osobiście jestem z siebie i mojej familii bardzo dumny. Zaraz też po powrocie do domu uzgodniliśmy wspólnie, wyprawę na Śnieżkę i szlaki Szklarskiej Poręby. Cieszę się, że rodzince przypadł do gustu sposób zamęczania organizmu. Wszystkich chętnych „masochistów" zapraszam na wspólne takie wypady. Ilość miejsc i tras jest nieograniczona. Co rusz będę podawał propozycje terminu i tras. Kto chetny niech przybywa.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (3)

Sierpień


Jak to bywa w sierpniu, pochłodniało. Popadało, parę miejscowości zalało. Po upalnym i suchym lipcu to wyraźnie widoczna zmiana. Obroty browarów na pewno zmalały. Wpisywane przez sympatyków tej strony komentarze (niestety bardzo rzadko) nie pozostają bez echa.
Kiedyś dostało mi się, abym nie marudził, tylko zabrał się do roboty („…,przecież NIGDY CZAS PIEKNOŚCI DUCHA NIE POSTARZY !!! Weź się za zakupy, remonty i sprzątanie..” ) . Chyba jestem zbyt ambitny, bo posłuchałem zalecenia i…. zapomniałem jak się nazywam. To że nie czuję rąk, nóg i kręgosłupa, a tylko ciągły ból, to efekt robót remontowych za jakie się wziąłem. Po prostu zapomniałem, że chyba moim powołaniem jest nie praca, zwana „fizyczną”, ale działania intelektualne. Na przykład czytanie literatury pięknej, ot choćby „Pan Tadeusz” , „Sobieski”, „Polonez” i wiele innych „liter…ackich” dzieł. A okazji do pogłębiania wiedzy nigdy za wiele, że nie wspomnę dni zakończenia licznych etapów prac wyżej wspomnianych. Rozwój technologii internetowej i tzw. komunikatorów pozwala na wspólne wirtualne „czytelnictwo”. Reklama telewizyjna „ Cała polska czyta…”, rozszerzę na: „ Cała ziemia „czyta”". Z kolegą z Australii, wirtualnie przez kamery, wymienialiśmy toasty. On musiał, bo tam zima, że ho ho, aż 12 stopni ale plus, a u nas w „upalne” sierpniowe lato 14 i też na plus. On czytał aby się rozgrzać, a ja aby się ochłodzić.(lubię dobrze zmrożone „książki”).ksiazka.jpg

W ostatnim czasie dużo mówi się o złych skutkach spożywania C2H5OH. Proszę nie myśleć, że nie zgadzam się z tymi stwierdzeniami, ale… Ale muszę stanąć w obronie poważnych i świadomych „czytelników”, czyli tych którzy, przekroczyli półwiecze i do tego czasu zachowali zdrowie. Moje doświadczenie każe mi wysnuć prostą teorię. Każda trucizna jest lekarstwem, o ile zażywana jest w sposób umiejętny i po to by być ZDROWYM. A na naklejkach powinien widnieć napis: „Po zażyciu zakaz prowadzenia środków lokomocji” (nigdzie takiej uwagi nie zauważyłem. I dziwią się ludziska, że tylu siada za kółkiem w stanie wskazującym). Dlatego powinniśmy czytać tylko dobre pozycje, które nie deprawują organizmu ani umysłu. A dlaczego niektórych głowa boli? – bo kto przy czytaniu pali, ten ma w głowie dużo robali. Ha, ha – to mój dowcip.
Dotychczas w mediach słyszymy tylko o szkodliwym działaniu, a nie ma interesujących audycji o sposobach spożywania, o towarzystwie, o miejscach spotkań, o korzystnym oddziaływaniu owych płynów, które niejednokrotnie medycy zalecają w swoich kuracjach. Chyba sam zajmę się tym tematem i ułożę jakiś traktat o dobrej … . Co o tym myślicie?
Czemu zająłem się tym problemem? Bo sądzę, że należy na różne sprawy patrzeć z wielu, a nie tylko jednej strony. Przy traktowaniu tego tematu, tylko jako patologii w życiu człowieka, jak byśmy się bawili na jubileuszach lub na weselu mojej siostrzenicy (w tym dniu temperatura wzrosła dwukrotnie tzn. do 28 stopni). Zapewniam wszystkich, że zabawa była przednia i nikt łącznie ze mną nie przeholował. Dwa dni weselne i jeszcze dwa na spotkaniach rodzinnych pozwoliły mi częściowo dojść do siebie. Gdyby takie uroczystości trwały tydzień lub dwa, jak to dawniej bywało w Polsce szlacheckiej, to na pewno całkowicie bym wyzdrowiał.
para 1.jpg

para 3.jpgpara 4.jpgpara 2.jpg

para 5.jpgpara 7.jpgpara 6.jpg

Teraz pracuję nad filmem z tej uroczystości, a poniżej prezentuję zwiastun z zapowiedzianego w poprzednim wpisie filmu z jubileuszu szwagra.

Wszystkich zainteresowanych filmem zapraszam po odbiór do siebie, oczywiście z jakąś dobrą „książką” do wspólnego przestudiowania treści.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (2)

Reportaż

Mówią, że wątroba to nie mięso, a szwagier to nie rodzina. Ale wtedy drzewa genealogiczne miałyby krótkie gałązki. W jednej z gałęzi, na której gnieżdżę się z żoną i dziećmi, jeden ze szwagrów z Wrocławia akurat zamknął swój pesel66.

40-tka 01.JPG

„Smarkacz” jeszcze sobie podzielił swój jubileusz na czas kawalerski i czas doświadczeń.

Biorąc dobry przykład ze starszych, urządził próbę generalną jubileuszu przeżytych lat (za dziesięć lat premiera). Zwołał starszyznę i młodzież na imprezę. Duszniki Zdrój – Panderoza pana Leszka…..

I tu wszystkich zrobił w konia, a dokładniej wsadził na konia. A żeby nikt się nie ociągał, miał po swojej stronie trzy „szczekadła”- czarnego aniołka, kwietniowego mieszańca i podpalanego ludojada.

pies1.jpgpies2.jpgpies3.jpg

O pieskach nie będę nic pisał, nie one świętowały.

Po obowiązkowych obrzędach hippicznych, przyszedł czas na polowanie. Czy młodzież ustrzeliła coś na kolacje, tego nie wiem. Swobodny dostęp do browców, nie zachęcał mnie do konkurencji w strącaniu puszek i butelek. Podobno najcelniej trafiały moje osobiste dzieci.40-tka02.jpg40-tka03.jpg40-tka04.jpg40-tka05.jpg
O zmroku, zgłodniali, zasiedliśmy do obficie zastawionych stołów. Po paru toastach, prezentach też paru, zaśpiewaliśmy pieśń na cześć jubilata, pod typową melodię o jagódkach:
Hymn dla czterdziestolatka
Bo kiedy się bawimy tak w rodzinie,
To miłość, przyjaźń, zgoda nie zaginie
I serca wystukują, wystukują
Hymn czterdziestolatka, bum tarara bum !
Jako młody chłopak zacząłeś biznesy,
Dankę też wkręciłeś w różne interesy
Początek był w Książu w zakresie szkolenia
Temat był ci bliski – ale ze słyszenia….
Bo kiedy się bawimy tak w rodzinie,
To miłość, przyjaźń, zgoda nie zaginie
I serca wystukują, wystukują
Hymn czterdziestolatka, bum tarara bum !
Potem zostawiłeś rodzinę w Wałbrzychu
Pracę we Wrocławiu zacząłeś po cichu,
Refa w Świebodzicach bez ciebie nie zginie,
Dostrzegli twój talent w wielkim Gulipinie !

Tam nabrałeś wiedzy o kompach i sprzęcie
I trochę ogłady – jak to w wielkim mieście.
Mieszkanie kupione, ściągnięta rodzina –
Teraz się prywatny biznes rozpoczyna !

Prime Computers nowy – giełda i na hali
Durni ci klienci, że się nie poznali,
Z czasem rozkręciłeś i sklep zakupiłeś
Nabrałeś impetu – kredyty spłaciłeś.

Dorobek masz spory jak na wiek tak młody
I możesz być dumny z Kacpra i Jagody
Z Danusią u boku – kłopoty to pestki,
Życzymy Ci sto lat z okazji czterdziestki !!!!!!

Po tańcach, późną porą czas na posiłek, tym razem przy ognisku. Pieczone kiełbaski prawie w całości znikły, może w brzuszkach, a może w ognisku, a może w psich pyskach, kto to wie?
Jedno co wiem,: do zakąsek niczego nie zabrakło. A ponadto były ognie i to nie sztuczne, tylko prawdziwe. Gdyby nie doświadczenie w obchodzeniu się paliwami płynnymi, mógłbym niechcący zostać nawet żywą pochodnią.

ogien1.jpg ogien2.jpg

A nazajutrz…….

piwo z rana jak śmietana.

piwo.jpg

Ja to mam szczęście. Własny, osobisty kierowca, oto walor dla dnia następnego. Śniadanko, rozmowy o dniu wczorajszym, o planach następnego jubileuszu (wspólna teściowa niech urządzi w hotelu „Gołębiewski” ), jeszcze jedna konna przejażdżka, pamiątkowa wspólna fotografia i niestety wracamy do rzeczywistości dnia codziennego, zapisując w pamiętnikach owe dni.

pamiatka.jpg

(Szwagier nie chce założyć strony www.pesel66.wroclaw.pl)

Film fabularny o dwóch dniach, które wstrząsnęły szwagrostwem, w montażowni – proszę czekać cierpliwie. Informacja o dacie premiery pojawi sie na stronie.

posted by pesel53 in Aktualności and have Comments (2)

Mundial


W tym roku lato wyjątkowo przyszło razem z kalendarzem. Od razu pokazało jak słońce ma grzać (do 30 stopni i więcej). Trwa Mundial. O 16 i 21 oglądam jakieś mecze. Prawdopodobnie jestem bardzo dobrym kibicem, bo tak samo schładzam zimnym piwkiem wrzask wydobywający się z gardła na widok zbliżającej się piłki do bramki. Dla mnie nie ważne do której, byleby wpadła. A tu jak na złość – rzadko wpada. Aż się prosi o zmiany w regulaminie. Ja proponuję rozpoczynać mecz 5 karnymi, a potem niech biegają. Zazdroszczę oraz współczuję tym wszystkim polskim kibicom, którzy wzięli urlopy i pojechali na mecze naszej kadry.

 Bardzo sobie chwalili i piwko, i znajomości. Nie narzekali na trudy podróży, ani na wyniki.

Ale też chyba wewnątrz trzęsło nimi, gdy wyczuwali postawę naszej drużyny analogiczną do młodego Mośka, który zgłosił się na front z zamiarem zastrzelenia ze trzech Arabów i powrotem na dobrą kolację. (A jak Ciebie zastrzelą – pytali się go. A mnie za co?)
    Dawno nic nie wniosłem na stronę. Ale jak się nie ma weny, to ciężko zmobilizować się do tworzenia głupot bez fantazji. Myślę, że jak powróci depresja, może już jesienna, to zacznę znowu owocnie tworzyć dyrdymały. W teraźniejszości zostałem obłożony tyloma zajęciami i spotkaniami, że w chwilach trzeźwości nie miałem siły włączyć komputera, a co dopiero coś tam wklepać.
Przedstawię co mnie zmusiło do takiej aktywności.

Po primo- oferta wykonania remontu mieszkania – propozycję przyjąłem, zrealizowałem. Czy usatysfakcjonowałem inwestora, nie wiem.

Po drugie primo – oferta sfilmowania I komunii Św.- byłem, nakręciłem. Czy usatysfakcjonowałem rodziców, nie wiem.

Po trzecie primo- oferta zastępstwa w szkole – propozycje przyjąłem, umowę podpisałem, zadanie wykonałem. Czy pani dyrektor usatysfakcjonowana, nie wiem.

Po czwarte primo- zabrałem żonę na wycieczkę z noclegiem u przyjaciół. Krajobraz i przeżycia zostaną na długo w pamięci. Rano głowy w porządku. Czy gospodarze zadowoleni z wizyty, nie wiem.

Po piąte primo- Prawie wszystko już wiemy o Antypodach. Odwiedziły nas „Kangury” i z zachodniej i wschodniej Australii. Razem kibicowaliśmy i naszym, i Australijczykom. Czy usatysfakcjonowani spotkaniem, nie wiem.

Po szóste primo- żona złożyła mi ofertę przekształcenia mojego warsztatu w biuro. Polecenie wykonałem. Rodzina usatysfakcjonowana. (mimo, że nie każdy jest doskonały).

przed

po

Nie wspomnę o psie, koniach, szwagrach, siostrach ( pozdrawiam brata i pozostałych szwagrów oraz szwagierki, a także wszystkich sympatyków mojej osoby i mojej rodziny), którzy zechcieli  w tym czasie spotkać się ze mną, a może z moją żoną. Nie wiem.

    Wybieramy się z rodziną do Dusznik na jubileuszowe obchody peselowca-66 ( z Wrocławia). Może zechce założyć własną stronę. Fotoreportaż z tego wydarzenia w następnym wpisie.
Z życzeniami miłych urlopów, wakacji, a weekendów dla pracujących, Grzegorz-Pesel53.

Komentarze

  • Jestem pod wrażeniem. Dawno nie pisałeś, teraz już wiem dlaczego. Czegoś mi brakowało. Ja oglądając Mundial zwracam uwagę na początek (tj.jak śpiewją zawodnicy, działacze, kibice swoje hymny – najbardziej podobali mi sie Meksykanie), a potem lubię koniec – tj. reakcje po meczach. Całuję Cię bo dziś dzień całowania. Pozdrawiam pa Anka.

posted by pesel53 in Aktualności and have Komentarze są wyłączone

Brak weny

Wszystkich sympatyków wieku dojrzałego przepraszam, że się opuścilem w twórczości. Ale co mam poradzić jak opuściła mnie wena. Od trzech tygodni nie mam żadnego pomysłu. Myślę, że to może być efekt uboczny odchudzającej "diety".  Albo zbyt silna konkurencja na planie filmowym – jeden zdominowany trzema kobietami mego życia.



Marazm jakiś mnie ogarnął. Tak dobrze mi szło, a już nie idzie. Podpowiedzcie coś.
 Zbliża się dla mnie następny jubileusz. Podaję swój rozszerzony pesel do 6 cyfr – 530525…..- oczekuję na ładne życzenia, na dole, tam gdzie  pisze "dodaj swój komentarz."
Dla zachęty poniżej zamieszczam "łańcuszek" o problemach niektórych z nas.( za jakis czas przeniosę go do kategorii Łańcuszków)


Wujek Dobra Rada radzi:

Jeśli kobieta w nocy nie jęczy,to w dzień warczy.

- Jak brzmi najmilszy zwrot w języku polskim?
– Zwrot podatku!

Kochane dziewczęta – macie problemy z nadwagą, wypadają wam włosy?
Macie na twarzy trądzik i wapory? Zapraszamy do nas! U nas ciemno i jesteśmy pijani!

Kobiecy ideał męskości jest trywialnie prosty: żeby chciał rozebrać i żeby mógł ubrać.

Jeśli masz przepiękną żonę, odlotową kochankę, super brykę, nie masz kłopotów z urzędem podatkowym i prokuratorem, a gdy wychodzisz na ulicę świeci słońce i wszyscy się do ciebie uśmiechają – narkotykom powiedz NIE!

Andrzej L….r  złożył skargę do Rzecznika Praw Obywatelskich. Nie został wpuszczony do Media Markt.

Po randce:
– Czy odprowadzisz mnie do domu, Romanie?
- Tak, wzrokiem…

- Patrycja, po litrze to z ciebie nawet niezła laska…
– Roman, coś Ty? To ja, Bronek!

- Co to jest starość?
– To czas, kiedy połowa moczu idzie na analizy.

Jeśli nie zbudowałeś domu, nie posadziłeś drzewa i nie spłodziłeś syna, toś bezręki impotent, który nienawidzi przyrody.

Zły znak: Jedziesz nocą, do lasu, w bagażniku.

Nieterminowe regulowanie podatków stawia płatnika w pozycji zgoła nie przewidzianej w Kamasutrze.

Dwie dziewczynki pluły z okna na przechodniów. Jedna dziewczynka była dobra, druga zła. Zła trafiła trzy razy, dobra osiem. Dobro zawsze zwycięży zło.

Podobno na początku wszyscy ludzie byli jednej barwy. Ale kiedy Pan zapytał się Kaina, co zrobił ze swoim bratem, to ten zbladł i tak mu już zostało.

- Co to może być, trzeci dzień nie chce mi się robić?!
– Pewnie środa.

- Chyba mój sąsiad znowu ostatnio bimber pędził..
- Skąd ten wniosek?
- Jego króliki znów sprały mojego dobermana.

Komentarze

  • Uśmiałam się.Jeśli masz więcej to prosimy o jeszcze.Grzesiu nie przejmuj się,wena wróci.To zmęczenie wiosenne .Pozdrowienia i życzenia od Nizkiewiczów

  • Witam i serdecznie pozdrawiam! Wujek Dobra Rada jest rewelacyjny. Można pęknąć ze śmiechu. Widzę, że już teraz całą rodzinę zobaczymy w Twierdzy Szyfrów. Czy to, po prostu, 1-majowy bal przebierańców w Książu? Pozdrawiam Grzegorz Kloos

posted by pesel53 in Aktualności and have Komentarze są wyłączone

1 maja

…Siódma trzydzieści. Czemu nie słychać patriotycznych pieśni? Czy na pochodzie będzie zimno ? Czy wcisną mi szturmówkę, żebym machał nią przed trybuną?…. Na szczęście mamy 2006 rok, pełna wolność decyzji. Nikt nikogo nie zmusza do paradowania w niechcianej manifestacji. Wyszło słońce. Święto pozostało. Idziemy całą rodziną na XVIII Festiwal Kwiatów i Sztuki do zamku Książ. Chyba dawno nic się w Wałbrzychu nie działo, skoro są tu prawie wszyscy. Autokarów z przyjezdnymi też sporo. Stragany ze wszystkim, tak samo jak po minionych pochodach, jest i kiełbaska, choć kolejki ustawiają się za pajdą chleba ca 8 zł. Piwo słabo się leje, bo niestety jeszcze jest chłodno. Atmosferę rozgrzewają Indianie z Peru grając na fletniach pana. Za okazaniem biletu dostępny jest cały zamek. Obejrzeć można wszystkie wystawy. Najbardziej podobały się nam drzewka bonsai, choć i niektóre kompozycje kwiatowe też nas zauroczyły. Wypchane zwierzęta z całego świata, wywołały lekki podziw dla tych istot i pewien niesmak, że się już nie poruszą. Obrazy sztuki chyba współczesnej nie zyskały naszego zachwytu, nie zrozumieliśmy przesłania tych dzieł. Zamek o tej porze roku prezentuje się okazale. Jeszcze nie rozwinięte kwiecie, lekko zazielenione krzewy, nie zasłaniają tej budowli. A obecność w UE (chyba 5mln zł) też zmieniła wygląd tynków tego kompleksu. Polecamy zwiedzenie zamku i jego tarasów oraz parku.










Komentarze

  • Dziwne,ale lubiłam ten podniosły nastrój 1-go maja.Najgorszy był powrót z Placu Grunwaldzkiego pieszo po pochodzie do domu.Nie nosiłam szturmówek.Szłam wystrojona w kapelusz własnoręcznie wykonany z bibuły i cieszyłam się słoneczną pogodą,koleżankami i i nic nie rozumiałam.

posted by pesel53 in Aktualności and have Komentarze są wyłączone

Gram w klocki

Znów wróciła zima, ale jak to w kwietniu, zaraz przeszła w lato i za chwilę jesień. I jak się tu dobrze czuć. Postanowiłem trochę pograć, ale nie na giełdzie, bo w tym jestem cieniasem. Na rozluźnienie emocji zagrałem sobie na początek w filmie „Twierdza Szyfrów” wg Bogusława Wołoszańskiego. No, lekko przesadzam z tą grą. Statystowałem naszym znanym polskim aktorom. Przepraszam, że nie wymienię z nazwiska, ale chyba widziałem ich twarze w telewizyjnych serialach. A, że nie oglądam seriali, to nie mogę nic więcej o nich powiedzieć. Tylko tyle, że byli młodsi ode mnie. Będę jednak nieskromny i powiem, że zagrałem czeskiego cywila dojącego… (ha, ha)… piwko w knajpie. Taka rola to rola życia. Jedyny mankament w kreowaniu tak wybitnej postaci, było serwowane piwo „Gingers”, ale rozumiem twórców. Przy osiemnastym dublu, na pewno wynieśliby mnie sztywnego, a tak to trochę "schudłem"(patrz- Dieta cud). Trochę gorzej mieli inni "czescy cywile", bo odtwarzali pijących „setki” i przypalających papierosy bez filtrów. Oj długo nie chcieli zapalić nawet z filtrem nie mówiąc, o wstręcie do wody mineralnej, którego w tym statystowaniu się nabawili. Podobno premiera filmu za rok, więc jak już będę wiedział, to dam znać na stronie, a „słynną” scenę z moim udziałem postaram się nagrać z telewizji i umieszczę na tej stronie. Życzcie mi, aby montażysta z reżyserem nie wyciął tej sceny z filmu. Uznałbym to za prowokację chyba polityczną?!


Obecnie gram, a tak właściwie, to łamię sobie głowę na układaniu klocków. W dobie najnowszych technologi nie są to drewniane kształtki, jakimi drzewiej bawiły się pociechy, ani nawet plastiki z firmy „Lego”, które służyły do konstrukcji z góry określonych maszyn z ludzikiem w środku. Te są wykonane w najnowszej technologii, z pianki poliuretanowej (zaznaczam, nie jest to obraźliwe słowo) i układanie ich oparte jest na podstawach logiki, czyli rozwijają myślenie matematyczne. Muszę przyznać, że nieraz mam chwilowe kłopoty z tym zadaniem, pomimo wcześniejszego osobistego zaangażowania się w tej dyscyplinie wiedzy. Jak to się robi, pokazują zgrabne ręce mojej córki na załączonym filmiku.

Polecam wszystkim zakup tych i innych klocków dla swoich wnuków (a dla wnuczek, układanki kwiatów). Będzie pretekst do zabawy, że niby próbujemy pokazać pociechom o co tu chodzi, a jak zostaniemy upokorzeni po przegranej w układaniu na czas z 5 letnią wnusią, to zawsze możemy wszystkim wytłumaczyć, że głupi bachor nie wie o co tu chodzi i dalej do zabawy już bez ograniczeń. Zamówić je można poprzez mnie: info@pesel53.walbrzych.pl lub ze strony www.klocki.ibex.pl.

Jak się już zmęczymy, albo nie daj Bóg, poddamy, to możemy zastanowić się jak to jest z nami Polakami, że mamy ciągoty do gry „w życie”?
Jak wcześniej wspominałem, pomimo ryzyka utraty zdrowia, a nawet życia, lub co gorsze, przyjaciół, to jednak w dalszym ciągu nie będę przesyłał innym a już tym bardziej nadawcy, listów o charakterze „łańcuszka”. Wiem, że większość jakie otrzymuję, nie są łańcuszkami w klasycznym rozumieniu tego pojęcia, ale mają cechę wielokrotności odbiorcy, czyli nie są autorstwa nadawcy. Tak jak przysyłającym mi te treści i obrazy, mnie też bardzo się podobają i nierzadko wzruszają. Ale jak mówi Zyta Gilowska zasady są najważniejsze.
Postanowiłem na mojej stronie otworzyć kategorię pod znamienną nazwą „łancuszki” i tam umieszczać, z uwzględnieniem mojej osobistej cenzury co do treści (znikną zapisy,” że jak nie prześlesz dalej, to Cię coś trafi”) i grafiki (zmniejszę obrazki do takiej wielkości, żeby nikt nie zarzucił mi nieuprawnionego powielania.) przysyłane do mnie szlachetne przekazy, którymi też chętnie podzielę się z moimi mniej lub bardziej bliskimi. Uf, co za skomplikowane zdanie.
Tymczasem nawiązujący do tematu gry taki list mi przysłany, umieszczam wyjatkowo w tej kategorii. Zapraszam

Autentyczny artykuł z jednej z francuskich gazet…
"Polska. Oto znajdujemy się w świecie absurdu.
Kraj, w którym co piąty mieszkaniec stracił życie w czasie drugiej wojny światowej, którego 1/5 narodu żyje poza granicami kraju i w którym co 3 mieszkaniec ma 20lat.
Kraj, który ma dwa razy więcej studentów niż Francja, a inżynier zarabia tu mniej niż przeciętny robotnik.
Kraj, gdzie człowiek wydaje dwa razy więcej niż zarabia, gdzie przeciętna pensja nie przekracza ceny (!) trzech par dobrych butów, gdzie jednocześnie nie ma biedy, a obcy kapitał pcha się drzwiami i oknami.
Kraj, w którym cena samochodu równa sie trzyletnim zarobkom, a mimo to trudno znaleźć miejsce na parkingu.
Kraj,w którym rzadzą byli socjaliści, w którym święta kościelne są dniami wolnymi od pracy (!) Cudzoziemiec musi zrezygnować tu z jakiejkolwiek logiki, jeśli nie chce stracić gruntu pod nogami.
Dziwny kraj, w którym z kelnerem można porozmawiać po angielsku, z kucharzem po francusku, ekspedientem po niemiecku a ministrem lub jakimkolwiek urzędnikiem państwowym tylko za pośrednictwem tłumacza.
Polacy..!
Jak wy to robicie..?"

Komentarze

  • Pozdrowienia dla kolegi “Czecha”… to prawda wypilismy tyle wody mineralnej , ze nery prawie wysiadły hihihi … ale zabawa przednia :)

posted by pesel53 in Aktualności and have Comment (1)

Dieta cud

Przyszła wiosna. Nareszcie. Nawet słonko świeci tak, że aż się chce. Śnieg pod wpływem tych promyków szybko topnieje (topnienie- zjawisko zmiany substancji ze stanu stałego w ciekły……..), a nie topi się, bo przecież lód pływa. (topienie – ciało stałe o gęstości większej od cieczy idzie na dno – proszę przypomnieć sobie prawo Archimedesa). Ale niestety, po tym topnieniu śniegu i lodu, w kałużach topią się wszędzie, gdzie okiem sięgnąć, na podwórku i chodniku, pozostałości zimowych spacerków z „najlepszym przyjacielem człowieka”.
Rodzina myśli, że mam jeszcze zimową deprechę, bo siedzę w domu i z oporami gdziekolwiek mogą mnie wyciągnąć. Dopóki wzrastająca trawka nie zasłoni swego dobroczynnego nawozu i będę dostawał torsji na ten „aromatyczny widok”,dopóty taki będę. A co, nie wolno mi mieć drobnych słabości.
Choć z drugiej strony na wiosnę i na następujące po niej lato, przydałoby się zrzucić nadmiar ciężaru. Przykro mi, ale dieta oparta na torsjach osobiście mi nie odpowiada. Może komu innemu- jest to jedna z propozycji dla zdesperowanych grubasków.
Jesień i zima poprawiły mi wygląd o jakieś 5 kg, tak myślę. Od Małgosi słyszę codziennie o potrzebie wspólnego podjęcia dzieła odbudowy naszych wizerunków, na potrzeby świata zewnętrznego. Przy okazji dowiaduję się, że odpowiednie odżywianie ma zbawienny wpływ na zdrowie. Nie tylko od Gosi, ale od wielu życzliwych, niewiele w gabarytach odbiegających od mych kształtów osób, dostaję takie wskazówki.
Postanowiłem przeanalizować ten proces. Telewizja, internet, porady w każdej gazecie i czasopiśmie, pełne są tzw. „diet cud”. Najgorsze, że nakazują restrykcyjnie jeść coś, czego nawet wygłodniały „najlepszy przyjaciel człowieka”, nie wziąłby do pyska, nawet za cenę swego życia.
Parę osób, które zachwalały tę czy inną dietę, same z wyglądu nie przypominały, żeby zmieniły się im jednostki masy. Podobno występuje zjawisko jojo, czy jakoś tak.
Moja diagnoza żywienia opiera się na podstawach naukowych. Jak wiadomo człowiek zbudowany jest w 90% z wody, a reszta to kości i ten cholerny tłuszcz. Wszyscy przy odchudzaniu chcą pozbyć się tłuszczyku. A co on ma za znaczenie, jeżeli w ogólnej masie, może jest go maksimum to 5 %. 5 do 90!!!. W takim razie, nie powinniśmy zajmować się tłuszczem, tylko wodą.
Jej porządny ubytek zmnieszyłby nam sporo wagi. Jak to zrobić? Mój pomysł jest następujący.
1. Dużo sikać. Aby dużo sikać, należy pić płyny moczopędne np. piwo. Kto nie lubi piwa niech zażyje np. tialorid (…skonsultuj się z lekarzem lub farmaceutą..).
2. Doprowadzić się do utraty pragnienia. Sprawdziłem, że odpowiednia ilość mocnego trunku powoduje niechęć do popijania. Ale ten stan trzeba utrzymywać non stop, aby nie doprowadzić do porannego kaca. A wtedy wiadomo. Efekt jojo. (Skutki uboczne- można wpaść w nałóg, a ten przy odchudzaniu nie jest wskazany)
3. Jeść dobre i tłuste potrawy. Te w procesie spalania, bo taki jest metabolizm, wydzielają tyle energii, że zawarta w nas woda wyparowuje. Nie wolno tych potraw popijać wodnymi płynami, bo jak wiadomo, woda gasi ogień- to przecież każde dziecko wie.
4. Wywołać wysoką gorączkę oczywiście bez popijania. Wyjaśnienie w punkcie trzecim. A tak na marginesie, uważać, żeby nie zejść.
Jeżeli ktoś ma jeszcze jakieś ciekawe sposoby wywołania ubytku wody z organizmu, proszę o propozycje. Sam postanowiłem moją metodę zastosować. Proszę, życzcie mi powodzenia i trzymajcie kciuki. A może, jest ktoś chętny do sponsoringu w zastosowaniu tej nowatorskiej „diety cud”. Sam dysponuję skromnym kapitałem na ten cel, a banki dziwnie nie chcą udzielić mi kredytu na sfinansowanie tej kampanii.
Pozdrawiam i do zobaczenia. Na pewno nie poznacie mnie jak zeszczupleję.
Grzegorz.

Komentarze

  • Grzesiu,jestem usatysfakcjonowana.Nawet temat jest na czasie.Ja też myślę o “diecie cud”.Ale twoja propozycja wyparowywania wody mi nie odpowiada.Zacznę po świętach.Anka.

  • Grzesiu, jestem chętna do odchudzania się razem z tobą według metody z punktu nr 1. Można by zacząć od zaraz. Basia

posted by pesel53 in Aktualności and have Comment (1)

Powracają numery

Zbliża się kalendorzowa wiosna. Zima wcale nie ma zamiaru się skończyć. To tylko pogłębia mój minorowy nastrój.
Ogarnął mnie strach. Ktoś wpływowy we władzach przypomniał mi lekcje historii ze szkoły średniej. Z tej dziedziny, a także z polityki zawsze byłem i chyba dalej jestem dyletantem i ignorantem, cokolwiek te określenia znaczą. Mój numer dowodu osobistego, czy też paszportu, zawsze wydawał mi się moim numerem, do mojej dyspozycji, jedynie potrzebnym do identyfikacji mojej osoby. Czas w jakim żyjemy wymaga potwierdzania tożsamości wieloma numerami i hasłami, nierzadko numerycznymi. To też specyfika informatyzacji współczesnego życia. Do teraz byłem dumny ze swego numeru konta bankowego, że jeszcze saldo jest dodatnie, numeru legitymacji inżynierów polskich, gdzie swego czasu byłem członkiem, nawet kod miasta, w którym żyję jest mi miły, nie wspominając numerów telefonów mojego, żony, dzieci i znajomych. Ale się przeraziłem. Człowiek, którego nazwisko kojarzy mi się z wielką bitwą pancerną drugiej wojny światowej, wypomina przeciwnikowi politycznemu jego dokładny numer historycznej legitymacji jako dowód jego winy. Mam dziwne skojarzenie z numerami wytatuowanymi na ramionach u nieludzko maltretowanych ludzi, tylko dlatego, że byli nie takimi ludźmi, co ówczesni chcieli. Kariera i los moich dzieci w jednym momencie stały się zagrożone. Nie żeby stały się nieudacznikami życiowymi w tej chwili, ale że nieopatrznie ich pradziadek urodził się w krainie, w której nie powinien się narodzić. To może przecież przekreślić ich „patriotyzm” i „lojalność” wobec interesu narodowego. Poczułem się jakbym cofnał się o co najmniej 30 lat. Ale lustro nie kłamie. Jestem już zdezolowany i wymagam tylko konserwacji. Czy taki złom powinien mysleć o przeszczepianiu się na inny grunt?. A ja chciałbym czuć się jak dąb, z którego żołędzie spadają pod pień, aby tam się zakorzenić, a nie jak dmuchawiec, którego nasiona lecą w sina dal, aby tam się rozwijać.

Pozdrawiam Jurka i Irenę wraz z dziećmi z Australii, Maurycego vel Marka z Francji, Grzegorza z żona i potomstwem z Niemiec oraz Elę, a także Marysię z Ameryki oraz Madzię i Jagodę z Angli.
Wcale mnie nie cieszy, że Hiszpanie dadzą Polakom pracę.

Komentarze

  • Grzesiu, ty chyba masz depresję jakąś! Przejmujesz się tym, co jeden z drugim głupkiem chlapną w telewizorze? Przecież ich koniec jest już bliski!

  • Grzesiu,czekamy na jeszcze.Napisz coś znowu.Anka

  • Piękne jest to Twoje porównanie do dębu, ale jeżeli nie można inaczej…
    to może tak jak w wierszu Agnieszki Osieckiej:
    Aniołem być,
    sokołem być,
    gardzić błotem i złotem,
    białe powietrze pić.
    O tak, o tak, płynąć, frunąć, szybować
    nad ziemią koloru jastrzębia…
    Unieść się,
    wywyższyć się,
    w niebie kołysać się,
    spotkać Go,
    ominąć Go,
    nie pokłonić się w locie i nie opaść na dno,
    ziemię odrzucić jak wielki kapelusz i gnać i gnać i gnać !

posted by pesel53 in Aktualności and have Komentarze są wyłączone

Mój serial


1.Wszystko, co zaczyna się dobrze, kończy się źle.
2. Wszystko, co zaczyna się źle, kończy się jeszcze gorzej.
Prawa Puddera
Dziękuję za słowa otuchy. Niestety świadomość własnych umiejętności pisarskich nie pozwala na podjęcie „rękawicy” do pojedynku z literaturą. To, że kiedykolwiek uda się sklecić – zaznaczam, że nieświadomie- coś wesołego, to jeszcze nie powód, żeby próbować skończyć jak którykolwiek serial telewizyjny. A jest ich sporo. Co rusz reklamują się nowe tytuły, a żaden się nie kończy. Wszystkie mają rzesze wielbicieli. Pierwsze odcinki wesołe, o romantycznej miłości, z wartościami, bardzo etyczne, wychowawcze, moralizatorskie etc. Niestety, po około dwusetnym odcinku, scenarzyście już brakuje pomysłów na patologię dla swoich bohaterów. A końca i tak nie widać i chyba się nigdy nie doczekam.
Jest po dwudziestej. Nie dzwonię do nikogo, bo mógłbym nieopatrznie zakłócić odbiór jakże ważnego, chyba milenijnego odcinka telenoweli. Siadam i zaczynam rozwijać swój intelekt, rozwiązuje krzyżówkę. No i co, hasło – doktor z „Klanu” lub z innego serialu.
Co z tego, że hasło dotyczy odcinka bardzo jubileuszowego, pięćsetnego lub dalej, czy ja te wszystkie produkcje muszę znać?
Nie cierpię seriali, których ilość odcinków przekracza 4. Wyjątek stanowi wartość 21 dla „czterech pancernych” no i oczywiście „Szarika” .
Skąd ta niechęć. Po prostu znam zakończenie tych „życiowych” dzieł. Już po pierwszym zwiastunie, czym wywołuję ogólną niechęć do mojej osoby, zdradzam niekończącą się agonię smutnych wydarzeń bohaterów. Jakże naiwna i prosta jest logika scenariusza. Człowiek z natury jest chorowitą istotą, stąd akcja musi rozgrywać się obiektach służby zdrowia. Medycyna jeszcze nie potrafi lub nie chce wyleczyć chorego, stąd powszechna korupcja i związane z nią konsekwencje. Krótko mówiąc temat każdej fabuły to płacz i płać lub odwrotnie.
A ja chciałbym w tym właśnie czasie obejrzeć coś głupiego, jakąś komedię (byle nie „ludzką”), albo kabaret (byle nie polityczny, ten jest nudny), coś po czym bez stresów o cudze losy, chętnie i bez obaw, że taka patologia jest też w mojej okolicy, pospacerowałbym z żonką przed snem.
Już słyszę propozycje zamiany żony na obronnego psa. Dziękuję nie skorzystam. Z moją połówką mogę porozmawiać o gwiazdach i nawet obalić część połówki z piersiówki. A z psem to mógłbym się tylko załatwić.
Odbiegłem od tematu.
W dzisiejszych kapitalistycznych czasach, gdzie w niusach nie uświadczysz pozytywnych wiadomości, chciałbym częściej się uśmiechać. Dlatego też, bardzo lubię zmitrężyć czas na oglądaniu głupoty wyimaginowanych sytuacji i postaci nawet w niekończących się serialach takich jak: ”Daleko od noszy” lub „Kiepscy”. Jestem wstanie strawić zawartą w nich prawdę o dzisiejszych czasach, choć to gorzka prawda. W ucieczce od smutków zionących z małego ekranu i fonii radia preferuję Królika Bugsa i wiele innych postaci z kreskówek, które są bohaterami prawie niemożliwych zdarzeń. Wydaje mi się, że takich zdziecinniałych osób jak ja, jest na świecie coraz więcej. Coraz częściej pojawiają się nowe tytuły animowanych filmów dla dzieci i dorosłych – choćby „Shrek”, „Kurczak mały” i inne. Dla mnie to idealne tematy do rozważań filozoficznych. Dzięki nim mam dystans do rzeczywistych problemów dziadka pięćdziesięciolatka……………………….itd. ble, ble.
Tu przydałyby się zdjęcia z telewizyjnych seriali i moich ulubionych animowanych bohaterów, ale nie umieszczam, bo nie mam praw autorskich do tych wizerunków. Nie wiem jakie mogłyby być konsekwencje umieszczenia fotek.Ten stek bezsensownych rozważań spowodowany jest przyjściem kolejnej zimy tej zimy. Chyba dopada mnie deprecha. Czekam na wiosnę jak na wybawienie. Nie zapraszam do dyskusji. Zauważyłem, że Telewizja Polonia i inne, dla swoich telefonicznych lub sms-owych rozmówców fundują koszulki z nadrukiem programu lub inne gadżety. Przepraszam, nie posiadam takowych i nie obdaruję tych, co przez przypadek lub pomyłkę napiszą do mnie. Adres na samym dole strony.

posted by pesel53 in Aktualności and have Komentarze są wyłączone

Niechaj mnie Gosia …..

Kto skojarzył tytuł poprzedniego wpisu z urwanym zakończeniem powinien zauważyć, że zadziałała domowa cenzura. Miały być pikantne szczegóły z pożycia. A tytuł w oryginale miał brzmieć : „Walę w tynki i ….co dalej z remontem” – to oczywiście taki żart.

Dostałem od Ireny „opr”1. Wszystko o starości mojej i połowicy mej to takie nieudane łgarstwo na potrzeby czytelnictwa. Licząc czas naszego pesela (a może pesla), tośmy jeszcze niemowlęta i uczymy się chodzić i mówić w tym drugim półwieczu. Apropos piśmiennictwa, to zauważyłem, iż „my młodzi” strasznie nie lubimy pisać zwłaszcza listów, a jeżeli już musimy to, robimy to bardzo oszczędnie. Ze dwa zdania i pozdrowienia lub tylko pozdro i podpis. Tą przypadłością jestem też mocno obdarzony, choć bardzo podobają mi się stare listy (te z epoki przedtelefonicznej) naszych rodziców i dziadków.

Zazdroszczę tym nielicznym, którzy swoje myśli i opinie wyrażają w formie poezji. Wiersz złożony z niewielu odpowiednio wyszukanych i dobranych słów może wyrazić więcej niż gruba księga spisana prozą.To tak jak minuta machania ogonem przez umiłowanego psa w porównaniu do godzin marudzenia współmałżonka (komentarz 6 – wpis „pod psem”).

Najbardziej cenię fraszki i aforyzmy. Dwuwiersz spisany paroma bajtami potrafi przedstawić o wiele więcej, niż foto w pełnej jakości o co najmniej 1MB pamięci. Autorytetem dla mnie takich skrótów jest Jan Izydor Sztaudynger, a to próbka:

Kocham bliźnich jak braci – gdy szczodrzy i bogaci”,

Nie pojmie głodnego syty, bo ich różnią apetyty”,

Był las, wrzos i mech,  powiedziała: "Niech"”,

Ja byłem zwierzę. Ona święta. Ale szeptała: – Lubię zwierzęta!”.

Mnie zachwycają.

Co jakiś czas otrzymuję od przyjaciół tzw. łańcuszki szczęścia – dla mnie nieszczęścia, dlaczego, bo ich dalej nie odsyłam. Zawierają przeważnie piękne przesłania i właśnie poezję .Przykładowo ostatni łańcuszek zawierał wierszyk:

Pracuj tak jakbyś nie potrzebował pieniędzy.

Kochaj tak jakby nikt nigdy ciebie nie zranił.

Tańcz jakby nikt na ciebie nie patrzył.

Śpiewaj jakby nikt cię nie słuchał.

Żyj jakby był raj na ziemi.”

Czyż nie piękny, a dalej czytam:

Wyślij to do każdego, kogo uważasz za przyjaciela”.

No i ja wredna istota mam kłopot, czy obdarzyć moich przyjaciół tym „szczęściem”, skoro, tak jak ja, nie lubią w ogóle pisać. Więc poświecam swoją życiową szansę i oczekuję otwarcia znanej puszki. Osobiście wolałbyłbym puszkę Żywca.

Dzięki mojemu charakterowi moi przyjaciele nie otrzymają takiego przesłania:

Irlandzkie życzenie dla przyjaciela mówi:

Niech zawsze będzie praca dla Twoich rąk,

Niech w Twoim portfelu zawsze będzie moneta albo dwie,

Niech zawsze świeci słońce w Twoim oknie,

Niech przyjaciel zawsze będzie przy Tobie,

Niech po każdym deszczu pojawia się tęcza,

Niech Bóg napełni Twe serce radością...”

Sam się wzruszyłem. Chyba jednak jestem wrażliwy.

Ale co ja wymądrzam się na tematy, o których nie mam pojęcia. Jedynie fotografią (patrz poprzednie i następne wpisy) mogę w sposób całkowicie amatorski wyrazić swe poglądy i uczucia.

Nie o takiej poezji chciałem dziś powiedzieć. Karierę skrótów wypowiedzi i wyrażania uczuć robiły, robią i będą robić słowa, które chyba pochodzą, tak myślę, od nazwisk polskich podróżników lub emigrantów: z Włoch niejaki Krzywy, a z Francji Piotr Doła i wielu innych o nazwiskach podobnych do organów wydalniczych.

Idole ci (nie dla mnie) są na ustach prawie wszystkich naszych rozmówców. Duże znaczenie mają także dla autorów scenariuszy filmów i widowisk. Cokolwiek jest do opowiedzenia, stwierdzenia, ocenienia lub odzewu wystarczy oprzeć się na autorytecie w/w i wszyscy wiedzą o co idzie. Ubożeje nasz język. Zamiast przykładowej odpowiedzi „Przyjacielu, nie masz racji, mylisz się, bądź łaskaw mnie zrozumieć ……”, wystarczy skrót myślowy „ Ch-u (P-o  K-o dla rodzaju żeńskiego), od…..ol się” i już wszyscy wiedzą o co chodzi. Widziałem, jak młodzi rodzice cieszyli się z postępów nauki swego czterolatka w przedszkolu, gdy między dadaizmami pojawiały się nieskładnie wymawiane powyższe nazwiska. Nie wiem czym owi obywatele tak się zasłużyli, że zrobili taką karierę. Mam na ten temat swoją teorię, dlaczego w całym przekroju społecznym są tak uwielbiani. Kto lubi taką prozę, to proszę mi napisać, a prześlę mu link do strony z filmikiem „stancja u pani Krysi”.

Cieszy mnie natomiast, że wśród osób mi najbliższych nie brakuje chęci do tworzenia poezji nie opierającej się na takich autorytetach. Przykładem niech będzie reklama nowego wytworu myśli ludzkiej- bez zbędnego technicznego opisu, a jednak przyjemny dla odbiorcy.

Myszka Krowa to rzecz nowa.

Wielkie oczy, kolczyk w nosie,

jakieś łaty ma i włosie.

Myślę sobie – czy to Krowa?

Albo może myszka nowa?

Myszka mała jest zaś przecie,

Krowa duża – czy zgadniecie?

Czy to Myszka jest czy Krowa

Od tych pytań pęka głowa.

Lecz na pewno to zwierz nowy,

taki wręcz komputerowy.

To jest mysz komputerowa,

taka dziwna Myszko – Krowa.

Taka myszka drogie dzieci,

oprowadzi was po sieci”.


1
Użyty wbrew sobie skrót od modnego "skrótu" Piotra z Francji na potrzeby tego wpisu (wszystkich przepraszam, a zwłaszcza Irenę).

Komentarze

  • No no no ,….. , jestem pod wrażeniem. Powinieneś wziąć przykład z Williama Whartona i pisać książki o życiu i rodzinie. Zbiłbyś majątek. Tak się przejęłam, że chyba już nie będę wspominać w towarzystwie ani tego Piotra z Francji ani żadnych innych jego kolesi. Basia

  • Świetny 3 akapit(Zazdroszczę tym nielicznym….).
    Serdecznie pozdrawiam.

    Irena

posted by pesel53 in Aktualności and have Komentarze są wyłączone
Ta strona powstała przy technicznej pomocy strony internetowe - ibex.pl. Wszelkie uwagi proszę wnosić w komentarzach lub pisać na info@pesel53.walbrzych.pl