Kto skojarzył tytuł poprzedniego wpisu z urwanym zakończeniem powinien zauważyć, że zadziałała domowa cenzura. Miały być pikantne szczegóły z pożycia. A tytuł w oryginale miał brzmieć : „Walę w tynki i ….co dalej z remontem” – to oczywiście taki żart.
Dostałem od Ireny „opr”1. Wszystko o starości mojej i połowicy mej to takie nieudane łgarstwo na potrzeby czytelnictwa. Licząc czas naszego pesela (a może pesla), tośmy jeszcze niemowlęta i uczymy się chodzić i mówić w tym drugim półwieczu. Apropos piśmiennictwa, to zauważyłem, iż „my młodzi” strasznie nie lubimy pisać zwłaszcza listów, a jeżeli już musimy to, robimy to bardzo oszczędnie. Ze dwa zdania i pozdrowienia lub tylko pozdro i podpis. Tą przypadłością jestem też mocno obdarzony, choć bardzo podobają mi się stare listy (te z epoki przedtelefonicznej) naszych rodziców i dziadków.
Zazdroszczę tym nielicznym, którzy swoje myśli i opinie wyrażają w formie poezji. Wiersz złożony z niewielu odpowiednio wyszukanych i dobranych słów może wyrazić więcej niż gruba księga spisana prozą.To tak jak minuta machania ogonem przez umiłowanego psa w porównaniu do godzin marudzenia współmałżonka (komentarz 6 – wpis „pod psem”).
Najbardziej cenię fraszki i aforyzmy. Dwuwiersz spisany paroma bajtami potrafi przedstawić o wiele więcej, niż foto w pełnej jakości o co najmniej 1MB pamięci. Autorytetem dla mnie takich skrótów jest Jan Izydor Sztaudynger, a to próbka:
„Kocham bliźnich jak braci – gdy szczodrzy i bogaci”,
„Nie pojmie głodnego syty, bo ich różnią apetyty”,
„Był las, wrzos i mech, powiedziała: "Niech"”,
„Ja byłem zwierzę. Ona święta. Ale szeptała: – Lubię zwierzęta!”.
Mnie zachwycają.
Co jakiś czas otrzymuję od przyjaciół tzw. łańcuszki szczęścia – dla mnie nieszczęścia, dlaczego, bo ich dalej nie odsyłam. Zawierają przeważnie piękne przesłania i właśnie poezję .Przykładowo ostatni łańcuszek zawierał wierszyk:
”Pracuj tak jakbyś nie potrzebował pieniędzy.
Kochaj tak jakby nikt nigdy ciebie nie zranił.
Tańcz jakby nikt na ciebie nie patrzył.
Śpiewaj jakby nikt cię nie słuchał.
Żyj jakby był raj na ziemi.”
Czyż nie piękny, a dalej czytam:
„Wyślij to do każdego, kogo uważasz za przyjaciela”.
No i ja wredna istota mam kłopot, czy obdarzyć moich przyjaciół tym „szczęściem”, skoro, tak jak ja, nie lubią w ogóle pisać. Więc poświecam swoją życiową szansę i oczekuję otwarcia znanej puszki. Osobiście wolałbyłbym puszkę Żywca.
Dzięki mojemu charakterowi moi przyjaciele nie otrzymają takiego przesłania:
„Irlandzkie życzenie dla przyjaciela mówi:
Niech zawsze będzie praca dla Twoich rąk,
Niech w Twoim portfelu zawsze będzie moneta albo dwie,
Niech zawsze świeci słońce w Twoim oknie,
Niech przyjaciel zawsze będzie przy Tobie,
Niech po każdym deszczu pojawia się tęcza,
Niech Bóg napełni Twe serce radością...”
Sam się wzruszyłem. Chyba jednak jestem wrażliwy.
Ale co ja wymądrzam się na tematy, o których nie mam pojęcia. Jedynie fotografią (patrz poprzednie i następne wpisy) mogę w sposób całkowicie amatorski wyrazić swe poglądy i uczucia.
Nie o takiej poezji chciałem dziś powiedzieć. Karierę skrótów wypowiedzi i wyrażania uczuć robiły, robią i będą robić słowa, które chyba pochodzą, tak myślę, od nazwisk polskich podróżników lub emigrantów: z Włoch niejaki Krzywy, a z Francji Piotr Doła i wielu innych o nazwiskach podobnych do organów wydalniczych.
Idole ci (nie dla mnie) są na ustach prawie wszystkich naszych rozmówców. Duże znaczenie mają także dla autorów scenariuszy filmów i widowisk. Cokolwiek jest do opowiedzenia, stwierdzenia, ocenienia lub odzewu wystarczy oprzeć się na autorytecie w/w i wszyscy wiedzą o co idzie. Ubożeje nasz język. Zamiast przykładowej odpowiedzi „Przyjacielu, nie masz racji, mylisz się, bądź łaskaw mnie zrozumieć ……”, wystarczy skrót myślowy „ Ch-u (P-o K-o dla rodzaju żeńskiego), od…..ol się” i już wszyscy wiedzą o co chodzi. Widziałem, jak młodzi rodzice cieszyli się z postępów nauki swego czterolatka w przedszkolu, gdy między dadaizmami pojawiały się nieskładnie wymawiane powyższe nazwiska. Nie wiem czym owi obywatele tak się zasłużyli, że zrobili taką karierę. Mam na ten temat swoją teorię, dlaczego w całym przekroju społecznym są tak uwielbiani. Kto lubi taką prozę, to proszę mi napisać, a prześlę mu link do strony z filmikiem „stancja u pani Krysi”.
Cieszy mnie natomiast, że wśród osób mi najbliższych nie brakuje chęci do tworzenia poezji nie opierającej się na takich autorytetach. Przykładem niech będzie reklama nowego wytworu myśli ludzkiej- bez zbędnego technicznego opisu, a jednak przyjemny dla odbiorcy.

„Myszka Krowa to rzecz nowa.
Wielkie oczy, kolczyk w nosie,
jakieś łaty ma i włosie.
Myślę sobie – czy to Krowa?
Albo może myszka nowa?
Myszka mała jest zaś przecie,
Krowa duża – czy zgadniecie?
Czy to Myszka jest czy Krowa
Od tych pytań pęka głowa.
Lecz na pewno to zwierz nowy,
taki wręcz komputerowy.
To jest mysz komputerowa,
taka dziwna Myszko – Krowa.
Taka myszka drogie dzieci,
oprowadzi was po sieci”.
1Użyty wbrew sobie skrót od modnego "skrótu" Piotra z Francji na potrzeby tego wpisu (wszystkich przepraszam, a zwłaszcza Irenę).
Komentarze
Anka – 6.07.2006 godz. 20:16
Jestem pod wrażeniem. Dawno nie pisałeś, teraz już wiem dlaczego. Czegoś mi brakowało. Ja oglądając Mundial zwracam uwagę na początek (tj.jak śpiewją zawodnicy, działacze, kibice swoje hymny – najbardziej podobali mi sie Meksykanie), a potem lubię koniec – tj. reakcje po meczach. Całuję Cię bo dziś dzień całowania. Pozdrawiam pa Anka.