Moje teorie

Na tej podstronie zamieszczam stworzone przeze mnie „moje teorie” na temat życia, które wyodrębniłem z moich wpisów oraz dyskusje do nich zawarte w komentarzach, ale dotyczące tylko zawartości merytorycznej prezentowanych hipotez. Gdyby jakimś cudem, ktoś zechciałby dołączyć się do dyskusji, to przy każdej teorii jest link do oryginalnego wpisu, gdzie się owa teoria znajduje i tam proszę dodać komentarz, a ja niezwłocznie dołączę go do tutejszych zapisów.  Zapraszam do analizy. Grzegorz teoretyk, a dokładniej praktyk teoretyk lub odwrotnie.

Spis treści:
Teoria bólów ogniskowych
Teoria o miłości
Teoria punktów
Kulista teoria poznawania świata
O słowie
Teoria pięciu minut
Teoria kół zębatych
Teoria o długości życia

Teorie

Brak właściwego utrzymania muskulatury opinającej mój system kostny i związane z tym niedogodności doprowadziły podczas pobytu w Bieszczadach do ciekawych spostrzeżeń i do powstania mojej nowej teorii.
Teoria związana jest z wpisemhttp://www.pesel53.pl/bieszczady/14/07/2009/
Teoria bólów ogniskowych
Wracając z górskich wypraw nie od razu odczuwam ból w kręgosłupie. Pojawia się przeważnie późnym wieczorem, gdy dzień kończy się ogniskiem. Wieczory, zwłaszcza w Bieszczadach, tuż po zachodzie słońca, są dość mocno chłodne. Ognisko, przy którym można posiedzieć do ciemnej nocy, jest w tych okolicach rzeczą jak najbardziej naturalną. Zauważyłem, że przy palenisku z grymasem na twarzy, za kręgosłup chwyta się więcej osób, nie tylko ja. Potwierdzenie aktywności harcerskiej w młodości współuczestników ogrzewania się, oświeciło mnie i ułożyłem następującą hipotezę odnoszącą się do bólów w organizmie.
Wykręcanie paralityczne jest analogiczne do wyginania się bimetalu przy ogrzewaniu takiego. Skrót informacyjny: każde ciało fizyczne w tym i zapewne ludzkie, przy wzroście temperatury rozszerza się w tym i wydłuża się. Jedne bardziej, inne mniej. To zjawisko wykorzystywane jest do budowy bimetalu. Złączone trwale różne metale przy różnych wydłużeniach termicznych razem muszą wygiąć się. Człowiek, w młodości harcerz, jest zbudowany mniej więcej z jednolitego budulca. Ale biesiadując przy ognisku, ogrzewa brzuch, klatkę piersiową i twarz, natomiast tylna część osobnika, lędźwie, plecy, potylica są mocno schładzane wieczornym powietrzem. Jak można zauważyć nachylony człowiek w kierunku ognia doznaje potężnych obciążeń układu kostno-mięśniowego, gdzie rozszerzony brzuch naciąga skrócone zimnem plecy. Nierzadko też harcerze skarżą się na ból głowy, zwalając winę na zbyt duże puszki z browarem. A przecież czaszka nie jest z gumy i termicznie zniekształcona może nawet wywołać ból oglądania takiego lica u współtowarzyszy ognistej biesiady. Kto zna takiego rodzaju bóle, wie że po podniesieniu się z siedziska przyogniskowego, prawą lub lewą ręką, a nierzadko obiema, podpiera kibić i wykonuje, w celu uzyskania chwilowej ulgi, mocne wygięcie do tyłu, zamiast ładnie się skłonić otoczeniu i powiedzieć miłe uchu „dobranoc”, a nie jakieś tam „O!, k…., ja p…. .”. Myślę, iż teoria ta uzyska w statystycznych badaniach przyszłych doktorantów medycyny potwierdzenie jej prawdziwości i zostaną ułożone zasady profilaktycznego przesiadywania przy ogniskach, tak miłych każdemu młodemu i staremu turyście.

powrót do spisu treści

Teoria o miłości

wpis oryginalny  – http://www.pesel53.pl/o-milosci/14/02/2009/

Róża

O miłości

O miłości – piękny temat wziąłem
Rozmyślać nad nim zacząłem z mozołem,
Chciałem treść analizy zapisać prozą,
A tu rymy same na papier wychodzą.
Czym jest miłość? – tomy zapisano,
O kochaniu tysiące zwrotek wyśpiewano,
O tej pięknej, szlachetnej i nieszczęśliwej,
W kwiaty, pierścionki i słowa ubrane tkliwe
Co zazdrością spychana w przepaść nienawiści
Rozwodem, płaczem i zemstą się ziści.
Po cóż więc księgi o tym uczuciu prawią
Gdy definicję właściwą tak marnotrawią.
Miłość oddana to wymysł jest sprzeczny
Z naturą i z genów obowiązkiem wiecznym.
Czym zatem miłość się charakteryzuje,
Jakie wartości w życiu oferuje?
Uważam, że miłość zyskiem musi się kierować
Coś za coś swojej lubej ofiarować.
Niematerialny profit jest na liście wymiany
wymaga ciągłej charakterów przemiany
Aby duże zyski mógł miłośnik zdobyć
Pantofelkiem w domu on powinien pobyć.
Mieć czystą bieliznę, teściowej przychylność
Niewielka to cena, codzienna przymilność.
Opiekę nad potomstwem, co by rosło w siłę,
Wystarczy codziennie szeptać słówka miłe.
Święty spokój na lata, radość w oczach dzieci
Jest to biznes potężny, gdy miłość tak leci.
Nie należy kochać bez wizji intraty
Bo uczucie takie niesie same straty.
Wydana mamona na próżne i modne gusta
Niszczy sens pracy, a w sercu pustka
Gdzie wiara, ofiarność zapyta się sceptyk
Poświęcić się darmo może tylko neptyk.
Pomnażając walory w ludzi kochaniu
Zyskujesz przyjaciół w ciągłym zabieganiu.
Gdziekolwiek swe uczucie miłosne skierujesz
Tam z uśmiechem dobrobyt i szczęście budujesz.
Przykłady zysków mnożyć mógłbym krocie,
Gdzie miłość podwaja jakoby nakłady w złocie.
Po co tak kochać i tak męczyć siebie?
Interes mój to obiecana nagroda w niebie.

Jak zwykle przy moich teoriach zapraszam do dyskusji.
Zakochany Grzegorz

Dyskusja

Anka

Nie będę się wypowiadać na temat miłości, ale wypowiem się na temat Twojej twórczości o miłości… . Jednym zdaniem – podoba mi się, fajnie się czyta…

powrót do spisu treści

Teoria Punktów

wpis oryginalny http://www.pesel53.pl/teoria-punktow/17/11/2008/

Obserwując świat z kosmosu, widać tylko ładny globus, gdzieniegdzie zasłonięty chmurami. Ludzi nie widać, choć wiemy, że tam gdzieś żyją. Obserwując aglomeracje, stadiony, wiece, ludzie przypominają kolorowe główki od szpilki, ułożone jedna obok drugiej. Człowiek jest jak matematyczny punkt, choć ma cechy fizyczne, czyli podlega oddziaływaniom i sam oddziaływa. Dzień powołania do życia człowieka jest środkiem okręgu, gdzie umieszczony jest ów narodzony byt. Natomiast gdzieś w oddali po okręgu przebiega linia na której w którymś miejscu jest koniec życia, doczesnego życia. Ale za okręgiem jest cała nieskończona przestrzeń i w zależności od wiary, określa miejsce dla Boga i miejsce dla złych mocy lub nicości dla osób o materialistycznym podejściu do zagadnienia istnienia. Życie człowieka to nic innego jak prosta lub łamana, po której dąży do tego okręgu, aby przekroczyć go w miejscu od którego już po prostej dążącej do nieskończoności przemieści się tunelem ze światłem na końcu lub zostanie za okręgiem i będzie nas straszyć jako upiór czy inna mara nieczysta. Skąd noworodek ma wiedzieć jaką ścieżką udać się do linii kończącej życie doczesne. Do którego punktu na okręgu skierować swe kroki życia. Otóż o kierunku startu decydują rodzice. To oni są pierwszymi punktami oddziaływającymi na oseska w jego pierwszych miesiącach życia. Dla zobrazowania oddziaływań posłużę się analogią działania odchodzącego już w przeszłość kineskopu elektronowego stosowanego w telewizorach. Będę robił duże uproszczenia, ale gdyby te były niezrozumiałe, chętnie dodatkowo wyjaśnię lub podam odnośnik do literatury fachowej. Otóż nasz niemowlak jest jak elektron umiejscowiony na wyrzutni tychże i przyciągany przez anodę kineskopu gdzie ma zakończyć swój żywot wyświetlając punkt na ekranie luminescencyjnym. To rodzice jako siatka modulująca i katoda wypychająca określają z jakim impetem w ustawiony przez nich kierunek wyruszy młody obywatel świata. Gdyby nie było innych „punktów”, wszyscy potomkowie kierowaliby się do jednego miejsca. Takie podejście do życia i śmierci można zauważyć u plemion pierwotnych odkrywanych czy to w Afryce, czy w Amazonii, czy Azji. Ale wcale nie musi iść wzdłuż kierunku, który wyznaczyli mu rodzice. W kineskopie są płytki odchylające tor ruchu elektronu. Standardowe kineskopy odchylają elektrony polem magnetycznym, ale pierwsze robiły to polem elektrycznym. Otóż w zależności od potencjału płytek umieszczonych przy trasie elektronu, tenże odchyla się od linii prostej i kończy swoje istnienie świecąc w całkiem innym miejscu ekranu niż polecany przez rodziców centralny środek. Ten stan, który po drugiej stronie ekranu tworzy oglądany obraz ułożony przez tysiące elektronów, stanowi system demokracji, gdzie nie wszyscy myślą jednakowo, ale jednak razem tworzą historię. To taka mała dygresja. W życiu takich punktów-płytek o różnym potencjale i sile oddziaływania na umysł i wolną wolę człowieka jest dużo więcej. Zdarza się i to wcale nie rzadko, że młoda istota jest ciągana nie tylko przez mamę i tatę, ale też przez dziadków, ciotki i wujków, sąsiadów, urzędników w instytucjach oświaty państwowej i wielu, wielu innych . Zamiast iść prostą drogą, linia krzywi się i kręci się od jednej skrajności do drugiej kręcąc się w kółko bez konkretnego celu. Znane określenie dla małego człowieka: „pępek świata”, jest chyba dobrym odzwierciedleniem tej sytuacji. W zależności od środowiska, od osób z którymi w swym życiu zetknie się człowiek, od oddziaływującej myśli twórczej, którą zostawili już nieobecni lub działania przekazu w mediach, ścieżka skierowana pierwotnie w dodatnią stronę przez rodziców, może zmieniać kierunek i tym samym zmieniać zwrot tym bliźnim, na których nasz bohater życia ma odpowiednio silny wpływ między innymi na następne pokolenie czyli własne dzieci. I tak dalej . Myślę, że przysłowie „ z kim przystajesz, takim się stajesz” ma w tej teorii dobre umocowanie. Teraz już tylko pozostaje nam spróbować przeprowadzić analizę dotychczasowej marszruty naszego bytu i określić, w którą część przestrzeni kierujemy się. Czy nie jest jeszcze czas zbliżyć się do jakiegoś „punktu”, który być może zmieniłby nasz kierunek swoim oddziaływaniem na … no właśnie, na jaki?. Pozdrawiam Grzegorz.

Dyskusja
Anka – 18.11.2008
Czytam Twoją “Teorię punktów” i nadziwić się nie mogę. Niby się z nią zgadzam …, ale nie rozumiem, dlaczego jedni przekroczą okrąg i świecącym tunelem przemieszczą się w nieskończoność, a inni zostaną za okręgiem, by nas straszyć jako mary nieczyste. Wydaje mi się, że wszyscy przemieszczają się w nieskończoność poza okrąg życia, tylko jednym świeci światło jaśniej i radośniej, a innym jest trochę ciemno i straszno, więc trzymają się jakiś czas tego okręgu. I tylko dzięki nam może im światełko rozjaśni tę drogę w nieskończoność…

Grzegorz – 18.11.2008

Bardzo dobrze Aniu odczytałaś teorię. W tym uproszczeniu przeoczyłem określić kąt podejścia do linii okręgu. Kto idzie prostą drogą, ten ją przekroczy prostopadle, a kto kluczy może podejść do niej stycznie. Wiara poszerza koło życia do nieskończoności, a jej brak ogranicza nawet wyobraźnię. Zapewne więcej popełniłem niedomówień, ale cieszę się, że mimo takich ułomności, zachęciłem do rozważań. Czekam na następne dociekania. Grzegorz

Leszczu – 21.02.2009

“Do którego punktu na okręgu skierować swe kroki życia”. Trochę bredzisz z tym kineskopem szwagier. Ale w sumie niezły wywód. Tak jest nas miliony, głowy jak szpilki punkty na stadionie i oddziaływujemy na siebie. Oddziaływanie to jak mawiał nasz ex prezydent ma plusy dodatnie i plusy ujemne. Ja już mam dość plusów ujemnych i kieruję swoje kroki życia tam gdzie punktów – szpilek – głów jest jak najmniej w Bieszczadzką Dzicz, bo dużo korzystniejsze jest oddziaływanie przyrody i zwierząt niż owych punktów.

powrót do spisu treści

Kulista teoria poznawania świata.

Oryginalny wpis – http://www.pesel53.pl/gdzies/28/10/2008/

Rodzący się człowiek, można by określić, że o świecie wie tyle, na ile jest głodny. Dorastając i przyjmując powoli pozycje pionową poznaje coraz to większy obszar otoczenia, coraz więcej rozumuje pojęć encyklopedycznych i zjawisk fizykochemicznych. Licząc zdobytą wiedzę i umiejętności o otaczającym świecie do mijającego czasu życia takiego oseska, horyzont z każdym dniem powiększa się bardzo szybko. Obrazowo proces ten przypomina płaską miseczkę napełnianą eliksirem inteligencji. Podwórko, przedszkole i nauczanie początkowe zagadnienie poznania dalej poszerza, choć nie jest już tak intensywne. Czara, jaka się tworzy przybiera kształt kaganka oświaty, który już przy swoim brzegu nie jest aż tak szeroki. Bo zagadnienia już nie tak łatwo wchłaniają się w umysł ucznia. Zaczynają oddziaływać obiektywne i środowiskowe uwarunkowania i nie pozwalają na ekspansywne poszerzanie horyzontów. Czas dorosłości wymusza działania w sferze egzystencji, co często powoduje zawężenie pola widzenia obywatela tylko do przyziemnych spraw. Na starość, niestety utrzymywana wiedza obejmuje tylko przypadki chorobowe. A w godzinie ostatniej człowiek widzi już tylko światełko w tunelu. Tak, więc naczynie poznania świata doczesnego zamyka się i w idealnym przypadku przyjmuje kształt kuli. Ale jak to w życiu, bardzo często kształt tego naczynia odbiega od wzoru x²+y²+z²=r². Większość społeczeństwa obserwowana przeze mnie tworzy naczynia o zarysie jaja. Stąd częste określenie wielu osób jako jajogłowi. Spora grupa poznająca świat przez pryzmat szkła, zawęża swój światopogląd do wzoru C2H5OH, otrzymując ładne naczyńko niczym nie odbiegające od rzeczywistego stojącego na stole. Zdarzają się zdolne dzieci, ale z zaprzepaszczonym talentem w wieku dojrzałym. Przypominają wtedy dorodną gruszkę, co zapewne ma podstawy w stosowaniu chemicznych zdobyczy myśli ludzkiej. Z historii znane są postacie wybitne, ale o krótkim życiorysie. Ich inteligencja rysuje się w format dysku dyskobola. Przelatują szybko i zostawiają wyraźny ślad na ziemi. Przykładów odbiegających od idealnej kuli można by mnożyć. Do czego może ta teoria służyć? Nie wiem. Ale wiele jest na świecie teorii nic nie wyjaśniających, więc i moją dokładam, aby każdy mógł opisać wygląd naczynia poznania swój i bliźniego. I jakaż satysfakcja, gdy będzie można wyrzucić bliźniemu jego mizerny kształt „naczynia poznania” nie uwłaczając jego godności fizycznej i niedoskonałości anatomicznej. Pozdrawiam i czekam na określenie mojego IQ. Grzegorz

Dyskusja
Anka – 28.10.2008
Jakoś nie mam nastroju i trudno mi się wgłębić w Twoją teorię poznania. Widać mam bardzo niskie IQ. Możliwe, że im człowiek starszy tym więcej wie o tym, że dużo nie wie. Im więcej wie, tym więcej nie wie.

Janusz – 29.10.2008
Koło jest doskonałe, więc Twoja teoria wskazuje z pewnością poziom IQ ponad normatywny. …

Iza – 6.11.2008
Człowiek uczy się całe życie, nawet jeśli nie chce… Widzę tę teorię oczami wyobraźni, ale nie wiem czy się z nią zgodzę. Wydaje mi się, że ten kształt rzadko bywa kulą, częściej jest stożkiem lub walcem:) . Na następny temat poproszę różnice pokoleniowe i czemu ludzie tak szybko zapominają o tym, że kiedyś też byli młodzi:)

powrót do spisu treści

O słowie

Oryginalny wpishttp://www.pesel53.pl/o-slowie/03/04/2008/

Myśli me zaczynają krążyć wokół środków, którymi chciałbym wyrazić swe emocje o zdarzeniach dziejących się wokół mnie. Ale jak zwykle, gdy za długo zaczynam rozmyślać, tworzy się w mej mózgownicy nowa teoria. Tym razem o kontaktach między ludźmi. Ale wydaje mi się, że teza, którą stawiam nie jest najoryginalniejsza. Zauważyłem, że komunikujemy się wzajemnie w dwóch celach. Pierwszym jest przekazanie ogólnie pojętej informacji od suchych faktów po ploteczki. Bardzo często jest to tylko pretekst do drugiego, chyba najważniejszego celu, jakim jest podzielenie się wrażeniami. Różnorodność charakterów ludzkich i środków przekazu, w tym artystycznych, tworzy całą gamę doznań do obdarowania bliźnich, od uwielbienia przez obojętność aż do nienawiści. Powszechnie nazywana znieczulica, według mnie jest tylko zasłoną rzeczywistych odczuć. Przeważnie radość z cudzego nieszczęścia, albo zazdrość o cudze powodzenie jest powodem założenia maski obojętności, bo tak skojarzonymi odczuciami nie chcemy się chwalić. Jak zwykle można się domyślać, że temat jest tak obszerny, iż boję się go dalej szeroko drążyć, choćby tylko w przykładach. Bez wyraźnej akceptacji czytelników moich…( tu wstaw właściwe słowo) teorii nie zagłębię się w temat ponad wątek, który dalej zamierzam snuć.
Umiejętność tworzenia narzędzi, posługiwania się nimi i zdolność logicznej rozmowy, bardziej rozszerza wachlarz możliwości przekazu emocji. Populacja pozostałych żywych stworzeń na naszej planecie ma ograniczony zakres wyartykułowania swych reakcji. Właściciele psów i innych zwierzątek powinni wyczuć, o czym rozważam. Swoimi reakcjami na zdarzenia świata ogólnie dostępnego, dzielę się z odbiorcami strony za pomocą multimedialnych prezentacji, ale nie tylko. Przeważnie posługuję się we wstępie słowem. To właśnie użyte słowo w zdaniach jest powodem poszukiwań wyrażenia moich frustracji i podniet. Osobiście nie znoszę długich wywodów, a tym bardziej z tak zwanym wodolejstwem. Sam natomiast w towarzystwie jestem gadułą bez „składu i ładu”, zwłaszcza po doznaniach smakowych odpowiednich specyfików. I właśnie świadomość tej wady nakazuje mi streszczać się do minimum, co jak widać z powyższego wcale mi się w tym wpisie nie udaje. Inspiracją takich działań dodatkowo stał się wpis o poezji na blogu koleżanki Danusi
„…Kiedy napiszę wiersz, po pewnym czasie siadam nad nim jeszcze raz i wykreślam niepotrzebne słowa. Zbyt dużo słów w poezji, to jej zaśmiecanie. Mam na ten temat taki epigraf:
Poezja – słów odejmowanie.
Pewnie tak jest, że tam, gdzie jest poezja, niepotrzebne są słowa, a raczej jest ona pomiędzy słowami, pomiędzy wersami, pomiędzy ludźmi. Jest jeszcze drugie znaczenie tego motta. Często zdarza mi się przeczytać wiersz, a gęba mi się nie chce zamknąć ze zdziwienia. Takie to piękne i powiedzieć nie można nic, tak zachwyca.•….. •Oczywiście, kiedy chcę stworzyć nastrój, używam więcej słów. Ale tak trzeba i już…”
Jej wiersz o słowie, streszcza to, co powyżej z nadmiarem potoku słów wydumałem jako nową teorię. Ale też i potwierdza on tezę przeze mnie postawioną.
Słowo
Słowo ułomne
nie wypowie radości
z poznania człowieka
… jestem przepełniona radością…
mówię
Ale poza mną
poza Tobą
jest szeroka, wolna
przestrzeń
wypełniasz ją
swoim głosem
ja oczekiwaniem
Opowiadam siebie
Brakuje mi następnego
Słowa
Przykład tego wiersza wskazuje na ułomność mych wynurzeń. Parę słów w wersach oddaje więcej niż cały mój wywód ( na szczęście nie rozszerzony). Jednakże muszę się przyznać, takie skracanie wersów, powoduje u przeciętnego obywatela, jakim jestem, nie zawsze zrozumienie, co autor miał na myśli. I przekaz uczuć może być źle odebrany lub wręcz pominięty.
Przykłady spotykanych słownych fraszek, pokazują jak sposób odczytania wyrazu lub wersu, zmienia całkowicie doznawane uczucie. Zwykłe zapytanie Szczepana, co robi, może przestawić biegunowo odbiór wrażenia, jakie tworzy takie zdanie. Zgubienie literki lub dołożenie, zmienia diametralnie barwę odczuć: czekam i czkam, wróży róży w podróży, wrogów w rogu, itp.
Jak widać sposób odczytania tego co napisane, może zmienić sens, a tym samym odbiór uczuć, jakimi autor (tu myślę o sobie) chciał się podzielić z czytelnikami. Dążę do tego, aby teksty moje w długości przypominały fraszki lub aforyzmy, co jest powodem stawianej propozycji podpowiedzi zwrotów o charakterze mogącym zmienić sens słowa. Było by dobrze nie stosować ich i nie tworzyć możliwości niewłaściwego odbioru wrażeń, czego sobie życzę.
Pozdrawiam Grzegorz

Dyskusja
Anka – 5.04.2008
Nie każdy rodzi się poetą. Mam wiele uznania dla każdego, kto potrafi przelać na papier swoje przemyślenia, fantazje, tęsknoty… . Próbowałam kiedyś napisać krótką historyjkę i zabrakło mi cierpliwości. Nawet te moje krótkie komentarze wiele mnie kosztują. Najlepsza część życia mija nam na mówieniu. Pisz Grzesiu jak najwięcej. Masz we mnie wiernego czytelnika i nie zazdrość poetom. …

Danka – 9.04.2008
Grzegorz, dzięki za wpis. …

powrót do spisu treści

Teoria pięciu minut- zarys

Oryginalny wpis – http://www.pesel53.pl/piec-minut/07/12/2007/

Przeszło pięćdziesiąt lat, a więc nie mało, obserwuję swoją osobę oraz dostępną moim zmysłom, tzw. ludzkość. Odkryłem następną teorię, którą nazwałem „teorią pięciu minut”.
Zakładam, iż w głowie między zwojami mózgu musi istnieć organ odpowiedzialny za równowagę psychiczną. Ustaliłem, że funkcjonuje on analogiczne jak błędnik sterujący postawą pionową poruszającego się homo sapiens. Nazwałem go: „obłędnikiem”.
Znalezienie jego umiejscowienia pozostawiam lekarzom klinicznym. Jestem zbyt wrażliwy, aby babrać się w takim kłębowisku.
Jakie jest działanie „obłędnika”?
Otóż noworodek, niemowlę nie zna pojęcia bycia „normalnym” i co to znaczy zachowywać się poważnie, dorośle. Skoro nie wie, to nierzadko daje opiekunom do wiwatu swoimi wybrykami.
Nie powiemy o nim, że to objaw odchylenia psychicznego, co najwyżej, że jeszcze nie jest dobrze wychowane. Chociaż ostatnimi laty zdiagnozowano to zjawisko jako ADHD. Osobiście nie jestem przekonany do takich wniosków.
Młody człowiek instynktownie poczyna sobie niekonstytucyjnie w sytuacjach, w których dorosły od razu otrzymałby miano debila lub idioty. W takich przypadkach pełnoletni najczęściej wbrew własnej woli, trafia do miejsca bez klamek.
A tu właśnie jest zrozumienie i rozwiązanie problemu. Analogicznie do równoważenia postawy pionowej (wypinanie d..y podczas ukłonu), funkcjonuje „obłędnik”. Gdy chcemy zaistnieć w otoczeniu na poważnie, to właśnie dla zrównoważenia psychiki, musimy dać upust dzikim fantazjom. Oczywiście w dowolnej i stosownej fazie dnia takiej, aby nie załapać się na kaftanik. Z obserwacji wnoszę, iż minimalny czas to pięć minut na dobę takiego zachowania. Ale bardziej stabilną równowagę osiąga się przy dłuższym anomalnym funkcjonowaniu. Ale też bez przesady.
Noworodek po urodzeniu w swej geometrii różni się od osobnika dorosłego. Proporcja głowy do jego długości wynosi jedną czwartą i wraz z dojrzewaniem do pełnoletności zależność ta ma charakter wykresu hiperbolicznego. Im człowieczek starszy tym proporcja głowy do wzrostu zmniejsza się, co też zewnętrznie oznacza, że dziecinność w osobniku maleje. Jednocześnie zaznaczam, że proporcja ta nie osiąga zera. A na starość, gdy przychodzi się garbić, powstaje zakrzywienie paraboliczne, co jest zgodne z tzw. zdziecinnieniem staruszków. Jest to „oczywiste” wizualnie namacalne potwierdzenie mej teorii. Po prostu, trochę dziecka zawsze w nas musi być.
wykres.jpg
Oczywiście wartość zerowa jest możliwa, ale tylko dla osobników z atrapą głowy, czyli pełnym pustogłowiem (zdarza się to poniektórym naszym politykom), lub kompletnym brakiem takowej (niestety, tacy politycy też są na świecie i wcale nie koniecznie skazańcy po wykonanym wyroku).
Co się dzieje z człowiekiem zatwardziałym i nie skłonnym w ogóle do rozluźnienia?
Z czasem organizm daje znać o zachwianej równowadze i wówczas pojawia się depresja. A to zachowanie nie należy przecież do normalnego.
Jak to się dzieje, że jednak duża większość obywateli ma się dość dobrze w zdrowiu psychicznym? Otóż, jesteśmy podatni na wpływ innych (teoria o kołach zębatych). Przykład:. Choć wiemy, że „czytanie” szkodzi, instynktownie dajemy się skusić na jednego, a co za tym idzie i na drugiego. A później to bawimy się jak dzieci i nieraz nawet nie wiemy, jak znaleźliśmy się w domu. Czy wówczas zachowujemy się poważnie? Z całą pewnością nie. Ale na całe szczęście, społeczeństwo w tych przypadkach jest tolerancyjne. Nie spotkałem nikogo, kto dzwoniłby po pogotowie z bezrękawnikami, aby przyjść z pomocą „rozczytanemu” osobnikowi. Jeżeli już, to najwyżej zamawiany jest wygodny hotelik z zimnym prysznicem i paskami przy łóżeczku. A nazajutrz i tak wszystko wraca do normy, choć głowa boli. A to właśnie boli „obłędnik”. I to by było teraz na tyle. W końcu to tylko zarys teorii.
Pozdrawiam i życzę miłych przemyśleń nad swoimi pięcioma minutami.

Grzegorz, tym razem spec od psychorównowagi.

Dyskusja
Emigranci – 8.12.2007
… A Wujek to jest niesamowicie niepowtarzalny! Jednakże jest żywym przykładem na każdą ze swoich teorii! Stąd też są one (owe teorie) prawdziwe, realistyczne, namacalne. teorie Wujka są arcyciekawym spojrzeniem na ludzką naturę i równie interesującym sposobem na opisanie bądź wytłumaczenie działania jej różnorodnych mechanizmów zachowawczych. To oryginalne i niecodzienne spojrzenie na żywot człowieka poczciwego!
gorąco pozdrawiamy

Anka – 13.12.2007
No nareszcie … . Po przeczytaniu Twojej teorii 5 minut, muszę stwierdzić, że krzywa “obłędnika ” w naszym wieku ma minimalną wartość i wzrasta pod wpływem “kropelek”. Zazdroszczę tym naszym maleństwom. Są bardzo kochane, spontaniczne i takie mądre. Jedyna pociecha to fakt, że od 75 roku życia wartość krzywej wzrośnie, co nieco, ale wzrośnie. …

Kasia – 14.12.2007
Dawno tak się nie ubawiłam, (…) czytając przemyślenia wujka.
I tylko nie wiem, czemu jak się człowiek czasem powygłupia i to bez pomocy podręcznego księgozbioru, to go biorą za wariata??::))) I tylko pozazdrościć dzieciom, bo im jeszcze wszystko wypada. Pozdrowienia

powrót do spisu treści

Teoria kół zębatych

Oryginalny wpis – http://www.pesel53.pl/kola-zebate/04/11/2007/

Obserwując to, co dzieje się wokół każdego z nas, zastanawia mnie, jaki jest mechanizm poczynań i zachowań w relacjach międzyludzkich. Co jest motorem takich, a nie innych działań? Konstatacja wielu zdarzeń, często przyjmuje sformułowanie, że pomimo wszystko życie i tak toczy się dalej.
Często słychać o tym, że ktoś coś kręci, że ktoś coś owija w bawełnę i temu podobne teksty.
Są to zwroty korelujące z zakresem kinematyki ruchu obrotowego. I to mnie zastanowiło. Odkryłem, więc następującą teorię życia. To już moja następna. Nazwałem ją: „teorią kół zębatych”. Stawiana przeze mnie hipoteza jest tylko zarysem. Mogę rozwinąć ją do formatu pełnej teorii, gdy tylko będzie na to zapotrzebowanie.
Otóż każdy z nas żyjąc, staje się kowalem swego losu. Ale kucie to nic innego jak podgrzanie, obracanie i walenie młotem w obrabiany przedmiot. A na koniec zahartowanie poprzez oziębienie. Wniosek jest prosty: nasz los to efekt odpowiedniego rozgrzania emocji, obijania się o otaczające i bijące nas młotki i odpowiednie kręcenie się w jednym lub przeciwnym kierunku (zawarte słowa „obijanie” i „młotki” proszę rozumieć w sposób powszechnie i popularnie znany). Końcowym etapem kucia swego losu będzie i tak ziemia, co każdego dokładnie schłodzi.
Spotykając się z innymi ludźmi i obcując z nimi, na co dzień, czy też okazyjnie, jesteśmy jak koła przekładni zazębiające się z kręcącymi się kołami o różnej sile oddziaływania. Im bardziej jest ktoś zakręcony i o dużej energii, jest w stanie nadać ton obrotów innym kółkom (a może„kołkom”?). Otoczenie przekonuje się do poglądów osobnika i do jego zachowań. Tworzy się tzw. autorytet. Ale obroty owego wodza (tak przeważnie jest nazywany) dość często są o niewłaściwym kierunku dla rozwoju humanitaryzmu. Paru takich historia dobrze zapamiętała i to właśnie z niesławnej strony (Adolf, Józef, Benito i wielu, wielu innych). Poznając stronę teoretyczno-empiryczną mechanizmów i maszyn, a zwłaszcza przekładni, zauważymy wiele związków zachodzących w tychże. Przykładowo: prędkości obrotów i momentów obrotowych zależą od wielkości kół, wytrzymałość, sprawność zależą od zastosowanych materiałów, niedokładności dopasowań, współosiowości i od jeszcze wielu innych czynników.
Spotykamy się często z sytuacją, gdy małe kółeczko kręci swoimi opiekującymi się kołami mamy, taty, dziadków jakby te koła były pozbawione własnego napędu. A jednocześnie w styczności z innymi zębatkami potrafią zgrzytać niezgodnością poglądów czy oceny zdarzeń. Zadziwiające zjawisko. Z historii pedagogiki wiadomo, że duże koło jest w swej inercji kołem zamachowym i to ono nadaje kierunek i tempo oblegającym go satelitom. Zdarzają się relacje podobne do przekładni ślimakowych, gdzie koło napędzane uzyskuje wolne obroty, ale za to siła jego jest olbrzymia, choć musi mieć przy sobie kręciołka pędzącego niby wariat. Zmiany zachowań owych osobników są prawie niezauważalne, ale za to dźwigają brzemię gospodarki, finansów, postępu techniki, co wcale nie oznacza, że działania te zawsze są pozytywne. O analogiach do zębatek i łańcuchów relacji międzyludzkich, mógłbym tu rozpisać się zbyt obszernie i zapewne zanudziłbym czytelnika. Rzuciłem tu paroma skojarzeniami.
Pytanie, po co.
Otóż moja teoria ma na celu uświadomienie między innymi Was czytelnicy, czy jako elementy społecznej machiny dobrze się w niej kręcimy i czy czasami ktoś nami nie kręci niewłaściwie, albo zamierza odłączyć nas od tych czy innych zębatek. Moja rada jest prosta. Po takiej mechanicznej analizie naszych obrotów tam gdzie czujemy, że ktoś nas pędzi w niewłaściwą stronę, wystarczy włączyć sprzęgło i spokojnie zazębić się z dobrymi zębatkami (przykładowo przestać oglądać ogłupiające seriale). Trzeba też zważyć, że z czasem nasze tryby mogą skruszeć i nie będziemy mogli dobrze się zazębić z tymi, na których nam zależy i w ostateczności zostanie nam nieprzyjemne tarcie o współplemieńców, czego sobie i Wam nie życzę.
Na koniec tego wstępu jedna prośba. Może ktoś zainteresuje się moją nową teorią i będę zmuszony ją całą napisać, to proszę o wpisanie do komentarzy przykłady przysłów, aforyzmów, sloganów i innych zwrotów o kręceniu, które zapewne gdzieś zasłyszeliście. Jak się możecie domyślać bez takich przykładów, ciężko będzie mi wyjść poza zarys do tej teorii.
Pozdrawiam. Dziś Grzegorz – filozof

Dyskusja

Emigranci – 6.11.2007
Ale wujek fajną zabawę wymyślił hi hi tak jakoś na pierwszy strzał poprzychodziły nam do głowy poniższe skojarzenia:
fortuna kołem się toczy
historia zatacza koło
każdy kręci gdy go nęci
zakręcony jak świński ogon
zakręcony jak baranie rogi
kręci się jak smród po gaciach
i kręci się kręci się koło za kołem (j.Tuwim “Lokomotywa”)
każdy orze jak może
ukręcić komuś łeb (chyba kleszczowi)
okazja przeszła koło nosa
Koło (miasto koło Konina)
Koło Przyjaciół Piwa
kółko graniaste
kręci się = interes dobrze idzie
kręci w brzuchu = zbiera się na wymioty po młodym winie
przekręcić kogoś = oszukać
przekręt = oszust
przekręcić się = umrzeć
pokręcony = obolały, gdy ma lumbago
kołem łamany = poddany torturom
zakręcony jak Wujek Grzegorz (pozytywnie oczywiście :-))
serdecznie i gorąco pozdrawiamy
My Emigranci

Anka – 7.11.2007
Dobrzy ci nasi Emigranci. Brawo… A u mnie dalej pustki w głowie i nic mnie nie kręci

Janusz – 10.11.2007
No, przyznam – filozofia nigdy nie była moją mocną stroną. Niemniej jednak teoria kół bardzo mnie zainteresowała. Trzeba będzie podumać nad tym. Zazdroszczę talentu oratorskiego – czy Ty na pewno nie startowałeś w wyborach? …

powrót do spisu treści

Teoria o długości życia

Oryginalny wpis – http://www.pesel53.pl/moja-teoria/16/02/2007/

Po przekroczeniu 50-tki i nie tylko, nachodzą człowieka, różne myśli. Myślę, że nie tylko mnie to się przydarza. Na podstawie moich zapisków, uważny obserwator doszedłby do wniosku, że mam obsesję na temat alkoholu i skutków związanych z jego spożywaniem. I myślę, że to jest prawda pomimo ubierania wpisów w różne wydarzenia. W tym naturalnym wytworze świata roślinnego (zboże, ziemniaki, winogrona, cukier) i współdziałającego tego drugiego (drożdże), jest coś fascynującego. I myślę, że nie tylko dla mnie, bo chętnych do wypicia jest wielu, a nawet bardzo wielu i nie od dziś. Jestem pewien, że temat ten będę ciągnął z uporem maniaka, ale proszę nie przejmujcie się tym i próbujcie dostrzec inne cechy piszącego tu osobnika. Przekroczenie pięćdziesiątki nasuwa mi pytanie, ile jeszcze lat przede mną. I nie pomaga wyśpiewywane sto lat na pociechę jubilatowi. Niewiadoma jest nieznana. „I bardzo dobrze”- cytuję z „Rysia”. Na podstawie obserwacji przeprowadzonych przez tych pierwszych pięćdziesiąt lat i dalej następnych, odkryłem teorię o długości życia. Zaznaczam, że jest to teoria nie oparta na badaniach naukowych, ale wcale nie musi być fałszywa. Jak każda teoria, o tym czy jest prawdziwa musi w sposób naukowy być potwierdzona lub obalona. A do tego czasu może być dobra. I tylko proszę nie zarzucać mi, że jest głupia. Otóż ustaliłem, że czas życia dostajemy przy narodzinach i wynosi circa wyśpiewywane sto lat. Bo gdyby było inaczej to śpiewalibyśmy np. sto pięćdziesiąt lub dwieście albo tylko osiemdziesiąt, co przy niektórych jubileuszach byłoby nietaktem. Czas ten jest jak pole koła. (Gdzieś słyszałem o kole życia. „Dharma-koło życia”. Dla mnie do tej pory obce pojęcie.) Koło jest figurą o największym polu w porównaniu do wielokątów wpisanych w to koło. To, co w życiu robimy porównuję do linii na okręgu. Każda czynność ma swój czas wykonania i kierunek, czyli rodzaj czynności. Stycznych do okręgu jest nieskończenie wiele, stąd działań ludzkich może być też nieskończenie wiele. Ale długość styczności jest nieskończenie krótka, stąd czas wykonania wszystkich w życiu byłby zbyt krótki, aby mógł być wykonany. Dlatego nasze koło przekształca się w wielokąt o różnej długości boków, w zależności ile czasu poświęcamy danej życiowej czynności. Rozważanie o polu życia przeanalizuję na najprostszym wielokącie o trzech ogólnych czynnościach dnia codziennego – czyli: snu, pracy i zabawy. Jeżeli te czynności będą zajmowały nam po 8 godzin, to uzyskamy trójkąt równoboczny, który ma największe pole ze wszystkich trójkątów wpisanych w zadane koło. Gdyby życie składało się tylko z tych trzech funkcji to ten żyłby najdłużej, kto równo rozdzielałby czas na te funkcje. W życiu niestety spotykamy różne odchylenia od tej zasady. I tu przytyk do tych moich bliskich i znajomych, którzy ów czas źle rozdysponowują. Są to znani wszystkim „niezastąpieni” , czyli pracoholicy. Bok pracy wydłuża się kosztem czasu zabawy (bo sen jako funkcja fizjologiczna nie daje się zbyt dużo skrócić) i powstały w ten sposób trójkąt ma bardzo małe pole. Wniosek nasuwa się sam, rzadko dociągają do emerytury. Nie poznałem też w dojrzałym wieku osobników o chronicznym wstręcie do jakiejkolwiek pracy. Wydłużony czas zabaw i wynikający stąd wydłużony sen doprowadza do powstania tak chudego trójkącika, że wszyscy ubolewają nad młodym wiekiem wypisanym na klepsydrze. To uproszczenie pokazać ma mechanizm tworzenia się pola figury jako czasu życia. Nasza figura to wielokąt o bardzo wielu funkcjach wykonywanych przez całe życie, takie jak jedzenie z piciem, fizjologia, „rozmnażanie”, praca fizyczna, praca umysłowa, sporty i wiele, wiele innych czynności. Powstały wielokąt jest średnią z każdego dnia. I jak widać najbardziej optymalną wielkość uzyskamy tylko wtedy, gdy codziennie będziemy w równomiernym stopniu dzielić czas na różne funkcje i im będzie ich więcej tym pole naszego życia będzie większe. I nie pomogą pracoholikom dwutygodniowe pełne laby, wypoczynki na zagranicznych wywczasach. Wystarczy porównać trójkąty pracusia i obiboka, aby dostrzec, że średnie pole nie ulegnie zmianie. O przykładach potwierdzających moją teorię „o długości życia” mógłbym napisać sporo, ale nie chcę nikogo zanudzać opowiadaniami o stulatkach palących, pijących i jeszcze rozglądających się za płcią. Ani zasmucać opisami uroczystości pogrzebowych młodych sportowców, czy też abstynentów lub dietetyków. Jest to tylko zarys mojej teorii i bardzo uproszczony. Nasuwa się przecież tysiące znaków zapytania o chorobach, chorobach dziedzicznych, o skutkach oddziaływania środowiska, o zakłóceniach rytmu czynności, jakie wykonujemy, itd., itd. …. Pełne opracowanie jest dużo, dużo obszerniejsze i… jeszcze nie napisane. Jak będzie taka potrzeba, to zrobię ten wysiłek. Czy moja teoria o długości życia jest fałszywa?. Proszę mi udowodnić, że nie jest prawdziwa. Ja w nią wierzę. A może zdarzy się, że ktoś ze Sztokholmu zapozna się z nią i w uznaniu coś mi tam wręczą?.
Wszystkim Wam życzę długich lat życia. Nie życia po życiu, ale jeżeli już, to pożycia w życie (w zbożu – nie mylić z czterema literami).
P.S. Jeżeli do zrozumienia tej teorii wymagane byłyby rysunki, to proszę zgłosić na adres kontaktowy, a ja w mig zamieszczę niezbędne obrazki (przecież nie wszyscy rozumieją matematykę).

Dyskusja
Anka – 19.02.2007
Bardzo interesująca teoria. Daje do myślenia. Pole figury wpisanej w koło = pole czasu życia. Dlaczego tą figurą jest trójkąt? Czy gra w scrable na komputerze to zabawa? Wiem, że myśląc o pracoholikach w rodzinie masz przede wszystkim nas na myśli, chyba się nie mylę. Bok pracy wydłuża się kosztem zabawy – zgadzam się z tym. Tylko jak to się ma do tych długich przerw w pracy. Pracujemy od września do grudnia bez przerwy, zabawy mało. Potem 2 tygodnie laby z dziećmi i wnukami-Święta Bożego Narodzenia..Potem od stycznia do kwietnia praca i znów tydzień wolnego -święta Wielkanocne, potem praca do 28 kwietnia i tydzień wolnego ,w maju matury i jeszcze czerwiec praca, a potem 2 miesiące zabawy, obijania się- WAKACJE. Tylko ciągle pusto w kieszeni i jak tu się dobrze bawić? Całuski dla Kochanego Braciszka. Emerytura Ci służy -Anka

WMT – 4.04.2007
PRZECZYTAŁAM, PRÓBUJĘ ODPISAĆ. IDZIE MI MOZOLNIE. OBIECAŁAM CI GRZESIU, WIĘC NIE MYŚL, ŻE MÓJ PRACOHOLIZM CAŁKOWICIE ODERWAŁ MNIE OD NORMALNEGO ŻYCIA TJ.KONTAKTU Z KOMPUTEREM. MAM NADZIEJĘ, ŻE TYM HEROICZNYM WYCZYNEM PRZEDŁUŻĘ SWÓJ ŻYWOT. POZDRAWIAM I LICZĘ, ŻE MI ODPISZESZ. IWONA

WMT – 9.04.2007

MYSLĘ, MYŚLĘ NAD TĄ TWOJĄ TEORIĄ TRÓJKĄTA WPISANEGO W OKRĄG I DOCHODZĘ DO WNIOSKU ŻE MATEMATYCY TO NAJBARDZIEJ PORĄBANI LUDZIE NA ŚWIECIE. WIELOLETNIA PRZYJAŻŃ ZWALNIA MNIE Z ZACHOWANIA NORM. ŻEBY W TAK PERFIDNY SPOSÓB ZASŁANIAJĄC SIĘ MATEMATYKĄ TŁUMACZYĆ SWOJE LENISTWO I UMIŁOWANIE DO DOBREGO JEDZENIA I PICIA? GRZESIU ŚWIAT BYŁBY BARDZO NUDNY GDYBYŚMY TAK RÓWNORAMIENNIE ŻYLI. JEŻELI, PRACUJESZ Z PASJĄ TO WŁAŚNIE TO JEST TO POLE ZBLIŻONE DO POLA KOŁA. DLUGOŚĆ ŻYCIA NIE WYRAŻA SIĘ W LATACH. MAM W NOSIE DŁUGIE ŻYCIE W CIEPŁYCH KAPCIACH. KOŃCZĘ TEN WYWÓD MAM NADZIEJĘ ŻE NIE POGNIEWASZ SIĘ NA MNIE I MI ODPISZESZ. PISZĘ DUŻYMI LITERAMI ZE WZGLĘDU NA SZACUNEK DO TWOJEJ OSOBY.

WMT – 10.04.2007
GRZESIU, DZIĘKI ZA ODPOWIEDŹ. TYLKO PRZYJACIEL ODPOWIEDZIAŁBY TAK ELEGANCKO NA TAK WREDNĄ PROWOKACJĘ. NATALKA POWIEDZIAŁA, ŻE NAWT NIE PRÓBUJE NAS ZROZUMIEĆ, BO MY NADAJEMY NA TYLKO SOBIE WIADOMYCH FALACH., I MA RACĘ. KAPITALNIE, SPRAWIŁEŚ, ŻE ZACZĘŁAM ROBIĆ TO PRZED CZYM BRONIŁAM SIĘ LATAMI. O DZIWO NAWET SPRAWIA MI TO PRZYJEMNOŚĆ. TEMAT TEORII ŻYCIA ZOSTAWIMY NA SPOTKANIE OKO W OKO, KIELICH W KIELICH. POZDRAWIAM CIĘ SERDECZNIE I BARDZO CIESZĘ SIĘ ŻE JESTEŚ. PRACOHOLICZKA .

powrót do spisu treści

Tutaj mój over

ble ble